05 lutego 2012

Niedzielnik nr 32.

Nie mogę. Nie mogę ostatnio czytać niczego poza książkami dla dzieci. Sięgam po powieści, książki popularnonaukowe i nic. Dziecięce - owszem, wczoraj z przyjemnością przeczytałam trzy, bardzo mądre, książki. Ale co z książkami adresowanymi do dorosłych czytelników? Może wszechobecne zimno przymroziło moją fascynację literaturą? Chyba wrócę do książek już czytanych, znanych dobrze, ale zawsze poprawiających mi nastrój.

*   *   *

Odwiedziłam XI Targi "Książka dla Dzieci i Młodzieży" w Poznaniu. Zdjęć nie mam, bo bateria aparatu odmówiła współpracy po tym, jak przewiozłam ją po mrozie. Uroku wydarzeniu dodawała wystawa ilustracji Iwony Chmielewskiej. Z targów oprócz książeczek o Zuzi przywiozłam jeszcze to:


Dziękuję za wszystkie rozmowy i spotkania podczas targów. 

*   *   *


*   *   *
Podczas pobytu w Poznaniu miałam okazję poznać osoby, których blogi czytuję, czytać lubię i spotkanie z którymi, było dla mnie bardzo ważnym i satysfakcjonującym wydarzeniem. Dziękuję:-)

*   *   *

Czas jakiś temu dostrzegłam, że większą przyjemność sprawia mi perspektywa spotkania w książce ze znanym mi już wcześniej i cenionym przeze mnie pisarzem, którego dziś możemy zaliczyć do klasyki, niż z twórcami nowymi, nowoczesnymi, debiutującymi współcześnie. Oczywiście, są wyjątki, ale mój księgozbiór zmierza w stronę, o której pisałam powyżej. Jak jest u Was? Eksplorujecie tylko nowinki, czy sięgacie po starsze utwory?

4 komentarze:

Pieguska pisze...

Moje czytelnicze podróże oscylują między teraźniejszością a przeszłością. Mam kilku ulubionych pisarzy, ale ciągle poszukuję czegoś nowego. Czasami odkrywa się pery, a czasami to szukanie igły w stogu siana :). Warto jednak przełamywać własne bariery czytelnicze.
Pozdrawiam serdecznie

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Piegusko,
przełamuję, ale z uczuciem bezpieczeństwa otaczam się literaturą dawniejszą:-)

Marcin Niziurski pisze...

To normalne. Anektujemy jakieś terytorium i na nim czujemy się dobrze, bo rzeczywiście bezpieczniej niż na ziemi jeszcze nienazwanej. Czasem jest zbyt dużo do zrobienia na miejscu, iżby podążyć w stronę czaru widniejącego na horyzoncie, zresztą może to być ułuda.
Pozdrawiam
www.mniziurski.free.art.pl

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Marcinie,
ładnie napisane:-)