Przejdź do głównej zawartości

Frédéric Martel. Mainstream.

Wydane przez
Wydawnictwo Czarna Owca


Bohaterem (jeżeli można tak powiedzieć) książki zatytułowanej „Mainstream” jest entertainment. W „Prologu” Martel wyjaśnia, o czym traktuje jego dzieło:

"Mainstream" jest książką o geopolityce kultury i mediów na świecie. Dotyczy globalizacji entertainmentu i zajmuje się tym, co robią społeczeństwa, kiedy nie pracują: ich relaksem i rozrywką – w tym kontekście często mówi się o "przemysłach rozrywkowych". [s. 16]

To jest bardzo ważne stwierdzenie; mam na myśli uwagę, że rozrywka jest w sposób istotny związana z czasem wolnym od pracy (aczkolwiek kiedy przyglądam się pracy polityków, to zaczynam mieć w tej kwestii niejakie wątpliwości). W książce „Kultura jest ważna” Roger Scruton napisał:

Kultura jest produktem czasu wolnego: tworzy się ją i odbiera w chwilach bądź stanach umysłu, kiedy konieczności życia praktycznego schodzą na dalszy plan. Nasza kultura historycznie jest dziełem klasy niepracującej – klasy z niemal całkowitym monopolem na czas wolny.

Tu trzeba zrobić istotne zastrzeżenie: otóż Scruton pisze o zachodniej kulturze wysokiej, natomiast Martel zajmuje się rozrywka masową.

Martel pokazuje, że w skali globalnej rośnie znaczenie nowych centrów rozrywkowych, przede wszystkim Chin, Indii, Brazylii, Indonezji, Egiptu, Meksyku czy Rosji. Niejako w opozycji do tych centrów pozostają ośrodki tradycyjne – Stany Zjednoczone i Europa.

Weźmy Indie i przemysł filmowy tego kraju. W powszechnej świadomości istnieje tylko Bollywood, ale Bollywood to przecież tylko część indyjskiego przemysłu filmowego; istnieje kino tamilskie w Ćennaju (to nowa nazwa Madrasu), Tollywood w Kalkucie itd. Istotne jest to, że kino czy telewizja indyjska nie powielają bezmyślnie amerykańskich wzorców. Paul Sharma, reprezentujący Star India w New Delhi, powiada tak:

Nasze treści muszą być w 100% lokalne: albo "indianizuje” się amerykańskie formaty, albo tworzy się programy wyłącznie dla Indii. [s. 255]

Jak w tej światowej wojnie kulturowej radzi sobie Europa? Zdaniem Martela kultura Europy jest kulturą antymainstreamową, przy czym warto jeszcze raz podkreślić, że Autor ma na myśli nie to, co Scruton określa mianem kultury wysokiej, tylko rozrywkę masową. Martel stawia tezę, że ta swoista słabość Starego Kontynentu bierze się z tego, iż kraje europejskie generują płodną kulturę narodową, której jednak nie eksportują: Nie istnieje już coś takiego jak wspólna kultura europejska. Jedyna wspólną dla narodów europejskich kulturą mainstreamową jest kultura amerykańska. [ss. 413-414]

„Mainstream” to dobra książka, porządnie napisana, pełna ciekawych danych i rozmów z ludźmi zajmującymi w branży wysokie pozycje. Na początku lektury miałam obawy o to, że pogubię się właśnie z powodu mnóstwa postaci, które Martel cytuje, na które się powołuje. Dałam jednak radę, a to, rzecz jasna, jest zasługa Autora :-)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...