07 marca 2012

Thomas D. Wiliams. Większy niż myślisz.

Wydane przez
Wydawnictwo Jedność


Thomas D. Williams to katolicki duchowny, wykładowca teologii, autor kilkunastu książek i wielu artykułów, bardziej naukowych i bardziej publicystycznych. Tu jest jego strona internetowa.

"Większy niż myślisz" nie jest książką teologiczną, tylko zbiorem mini-wykładów o religii i o ludziach wierzących, ale też o ludziach niewierzących. Williams robi prosty zabieg: na początku każdego rozdziału stawia pytanie, np. „Czy bez religii człowiek może być dobry w sensie moralnym?”, „Czy nauka dowodzi, że Bóg nie istnieje?”, „Czy ateiści są bardziej tolerancyjni niż ludzie wierzący?” itd., a później na to pytanie odpowiada.

Można zasadnie powiedzieć, że książka jest polemiką z tzw. Czterema Jeźdźcami – Richardem Dawkinsem, Samem Harrisem, Danielem C. Dennettem oraz Christopherem Hitchensem (Hitchens zmarł w roku 2011), czyli z autorami występującymi z pozycji ateistycznych, czołowymi przedstawicielami tzw. nowego ateizmu  (jaki on tam nowy, ten ich ateizm :-), od lat publikującymi książki i artykuły deprecjonujące religię (piszę religię, bo wymienieni autorzy najczęściej używają tego właśnie terminu, do jednego worka wrzucając wszystkie religie, a nawet to, co im się wydaje że religią jest).

Z pewnością najbardziej znane są książki i artykuły Dawkinsa, ale pozostali trzej autorzy nie ustępują autorowi „Boga urojonego” w dziedzinie stawiania pociesznych tez dotyczących religii oraz ludzi wierzących. Oto Harris w swoim „Manifeście ateisty”, dokumencie wydawałoby się sztandarowym, pisze tak:

Sugestia religijnie umiarkowanych, że racjonalny człowiek może wierzyć w Boga po prostu dlatego, że ta wiara go uszczęśliwia, łagodzi strach przed śmiercią czy nadaje sens życiu, jest całkowicie absurdalna. Ten absurd staje się oczywisty w momencie, kiedy zamieniamy pojęcie Boga na jakąś inną pocieszającą propozycję. Wyobraźmy sobie na przykład, że człowiek chce wierzyć, iż gdzieś na jego podwórku zakopany jest diament wielkości lodówki.

Wydawałoby się, że Harris powinien wiedzieć, że jest coś takiego, jak ekwiwokacja i tego błędu nie popełniać, ale z drugiej strony... dlaczego akurat Harris miałby to wiedzieć? :-) Czterej Jeźdźcy ciągle zostają na poziomie utożsamiania wiary w Boga z wiarą w latający czajniczek Bertranda Russella i na poziomie stawiania pytań o to, gdzie był Bóg, kiedy huragan zmiótł jakieś miasto albo kiedy jakieś dziecko umierało w strasznych mękach. Williams w swojej książce dobrze pokazuje te wszystkie miałkości tekstów wspomnianych autorów. Bierze na tapetę np. twierdzenia Hitchensa, że „religia zabija”, czy że religia wszystko zatruwa” i pyta, która religia, co dla Hitchensa jest religią; po prostu najzwyczajniej w świecie Williams na początek chce zrobić trochę metodologicznego porządku.

Odpowiedzi na pytania, które to odpowiedzi daje Williams, raz są lepsze, raz nieco gorsze, ale być może to tylko moje odczucie, bo dla mnie ta książka jest nieco zbyt ogólna. Sprawy mają się tak, że Williams pisze rzetelnie, ciekawie, ale w wielu miejscach chciałoby się, żeby jeszcze coś dopisał, żeby temat rozwinął, żeby pogłębił problem, ale wtedy musiałaby to być zupełnie inna książka. W każdym razie Williams, tak to ujmę, oddaje wiele celnych strzałów, jak choćby wtedy, kiedy stwierdza, że elity intelektualne były o wiele bardziej podatne na kłamstwa propagandy komunistycznej i ideologię leninowską niż ludzie prości [ss. 44-45] Wydaje mi się, że „Większy niż myślisz” to doskonały wstęp do dalszych studiów, przy czym mam na myśli nie książki teologiczne, bo na tym się nie znam, ale może Boyera i Wrighta.

2 komentarze:

Shrike Keats pisze...

Jest Pani osobą wierzącą, widać to poprzez nierzetelną analizę książek Dawkinsa i Schmidta-Salomona.Pisze Pani, że żaden z nich nie określa o jaką religię chodzi...Zarówno jeden autor i drugi pisze że wiara w wyimaginowane bóstwa jest szkodliwa.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Shirke Keats,
po pierwsze - nie masz zielonego pojęcia, czy jestem "osobą wierzącą" [paradna konstrukcja - to Janusz Kaczmarek ciągle tak mówi: "Moja osoba";-)], czy niewierzącą.
Po drugie - teza o tym, że "osoby wierzące" dokonują nierzetelnych analiz książek, jest tak beznadziejna, że nawet nie ma co z nią polemizować.
Po trzecie - ludzie nie wierzą w wyimaginowane bóstwa, tylko wierzą w bóstwa. Jeżeli rozumiesz, co napisałam, to ok, jeżeleni nie rozumiesz, to trudno - nie będę Ci tego tłumaczyć, bo tu nie jest przedszkole.