24 czerwca 2013

Jonathan Safran Foer. Zjadanie zwierząt.


Wydane przez
Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Książka Foera nie jest żadną wegetariańską czy wegańską agitką. I bardzo dobrze, aczkolwiek nie mam nic przeciwko dobrym agitkom w jakiejkolwiek dziedzinie. Foer nie ukrywa, że nie je mięsa i pokazuje powody, dla których nie je, natomiast nie pisze manifestu.

W „Posłowiu” Dariusz Gzyra stwierdza, że książka nie wyczerpuje kwestii wszelkich możliwych relacji ludzi ze zwierzętami i oczywiście książka tych kwestii nie wyczerpuje. Foer napisał o jedzeniu zwierząt i nie się zajmuje w sposób pogłębiony tematami takimi, jak choćby jedzenie produktów odzwierzęcych czy wykorzystywanie zwierząt na inne sposoby, w tym wykorzystywanie zwierząt jako stworzenia, na których przeprowadza się rozmaite eksperymenty. Gzyra ma rację, że podczas lektury czuje się niechęć autora do stawiania wszystkiego na jedną kartę; Foer daleki jest od strategii „wszystko albo nic”. Foer pod sam koniec książki pisze tak:
Gdyby zawrzeć sens całej tej książki w jednym pytaniu – nie banalnym czy zadanym w złej wierze, ale takim, które obejmuje całą złożoność problemu – brzmiałoby ono tak: czy powinno się podawać indyka w Święto Dziękczynienia? [s. 283]
Gdyby Foer mieszkał w Polsce, być może zapytałby o to, czy powinno się podawać karpia na Wigilię. No, to już wiecie o czym ta książka jest, a dopowiem, że napisana jest świetnie, bo Foer ma tęgie pióro.

„Zjadanie zwierząt” rymuje mi się z wieloma innymi dobrymi książkami traktującymi o relacjach ludzi ze zwierzętami. I wnosi coś nowego do mojego oglądu świata. Nie jem mięsa od ponad dwudziestu lat, co nie znaczy, że raz na zawsze rozwiązałam problem wykorzystywania zwierząt przez ludzi, bo niczego nie rozwiązałam. Obawiam się, że tej kwestii nie da się rozwiązać. Powiedzcie sami – czy fakt, że gdyby nie przemysłowa produkcja zwierząt, to mnóstwo ludzi nie byłoby stać na jakikolwiek mięsny posiłek, ma jakieś znaczenie, czy nie? I co zrobić ze zwierzętami hodowlanymi, udomowionymi przed tysiącami lat – puścić je wolno, żeby raz dwa pozdychały, czy może pozabijać po to, żeby nie cierpiały? A jak ktoś ma koty, które kocha, to co – ma karmić te mięsożerne stworzenia mięsem z zabijanych zwierząt, czy raczej powinien zamęczyć swoje koty podając im tylko kaszę, warzywa i kiełki?

Podobnych pytań można stawiać wiele i myślę, że nie da rady odpowiedzieć na nie tak, aby wszystkie odpowiedzi układały się w jeden spójny system.

Na koniec cytat obrazujący to, że Foer potrafi w jednym czy dwóch zdaniach oddać istotę rzeczy. Oto autor najpierw proponuje czytelnikowi przyrządzenie potrawy z psa i podaje przepis na weselnego psa duszonego, po czym stwierdza:
Jedzenie zwierząt ma swoje nieoczywiste aspekty. Porównanie psa z innymi zwierzętami, które jemy, sprawia, że można zobaczyć niewidzialne.
Mocne? No jasne, że tak. A zatem czytajcie Foera :-)

P.S. Link do fragmentu książki.

6 komentarzy:

post meridiem pisze...

Ciekawe, chętnie bym to przeczytała. Obecnie uczę się na technika weterynarii i sporo dowiaduję się o chowie zwierząt przeznaczonych na ubój itp. Sama jem mięso i w najbliższej przyszłości tego nie zamierzam zmieniać, chociaż szanuję i podziwiam wegetarianów. Myślę, że zawsze jedzenie mięsa będzie kwestią dyskusyjną, ale jestem zdania, że jeśli zwierzęta są właściwie hodowane i szybko uśmiercane, to wszystko jest ok.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Polecam, podobnie jak książki wspomniane wczoraj.

Marianelli pisze...

Post Meridiem...
Nie, nie jest ok, jeśli nawet zwierzęta są właściwie hodowanie i szybko uśmiercane - co w zasadzie, przy chowie przemysłowym, jest niemożliwe. Rzecz w tym, że my nie musimy tego mięsa jeść. My je chcemy jeść, bo jest go dużo i jest smaczne, a jest go dużo i jest smaczne bo my je chcemy jeść. Tak to wygląda poniekąd.Nie jesteśmy plemionami dzikimi, żyjącymi z tego co jest w naturze. Dawno o tym zapomnieliśmy, przy tak rozbudowanym rolnictwie i całym przemyśle spożywczym(ugh,fatalne określenie) mamy setki innych możliwości. Tylko nam się nie chce po prostu.

edek edeke pisze...

Ja kocham koty i nie mam już tego "problemu" czym je karmić. Są już w Polsce karmy o roślinnym składzie. Koty żyją, rosną i są zdrowe. Czyżby cud... Ktoś by pomyślał, że to niemożliwe. A jednak nawet ten "problem" został rozwiązany. Myślę, że z każdym innym byłoby podobnie. Niestety nie wszyscy na tym świecie dysponują chociażby odrobiną dobrej woli.

edek edeke pisze...

Ja kocham koty i nie mam już tego "problemu" czym je karmić. Są już w Polsce karmy o roślinnym składzie. Koty żyją, rosną i są zdrowe. Czyżby cud... Ktoś by pomyślał, że to niemożliwe. A jednak nawet ten "problem" został rozwiązany. Myślę, że z każdym innym byłoby podobnie. Niestety nie wszyscy na tym świecie dysponują chociażby odrobiną dobrej woli.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Edek,
Jak długo Twoje koty jedzą roślinną karmę? Chyba niezbyt długo, skoro koty jeszcze rosną. Myślisz, że np. tygrysy czy lwy w ZOO też da się z powodzeniem karmić roślinną karmą?