11 grudnia 2017

Amanda Prowse. Świąteczna kafejka.


Owdowiała Bea, wspomina swoje małżeństwo, mężczyznę, którego kochała i samotne rodzicielstwo. Rozważa, co sprawiło, że jej ukochany syn - dziś ojciec nastoletniej Flory - tak bardzo się od niej oddalił. Mimo owych, dość niewesołych myśli angażuje się bardzo mocno w prowadzenie własnej kawiarni Kuchni Reservoir Street. 

Gdy pewnego dnia na progu jej domu staje zapłakana i wyraźnie wściekła wnuczka, a w poczcie maliowej czeka zaproszenie do uczestnictwa w internetowym forum kawiarnianym, Bea nie spodziewa się, że to tylko początek zmian, które zrewolucjonizują jej życie.

Bardzo przyjemna, klimatyczna książka o tym, że życie jest wyłącznie dla odważnych.

02 grudnia 2017

Magdalena Knedler. Nie całkiem białe Boże Narodzenie.


Olga Mierzwińska, spędzająca wraz z innymi obcymi sobie osobami, Święta Bożego Narodzenia w Pensjonacie Mścigniew Tomasza Malanowskiego, odkrywa zwłoki jednego z gości. Wkrótce potem - ciało znanego lokalnie kłusownika, mieszkańca pobliskiej wsi. I nagle - z przyjemnego odludzia, idealnego na ucieczkę przed komercyjną otoczką Bożego Narodzenia, pensjonat staje się centralnym miejscem zbrodni i prowadzonego w nieco staroświecki sposób śledztwa.

Autorka robi w tej książce zdecydowany ukłon w stronę klasyki kryminału i jego Królowej, Agathy Christie. Niewielka przestrzeń, ograniczona liczba podejrzanych i dociekliwość pary: policjant i detektyw, sprawiają, że maski nałożone przez pensjonariuszy spadają i nie czynią tego bezszelestnie.

Bożonarodzeniowy kryminał Magdaleny Knedler stanowić będzie doskonałą odtrutkę na zbyt wiele makowca i te same, jak co roku, filmy.

Serdecznie polecam:)

P.S. Zwróćcie uwagę na okładkę.

30 listopada 2017

Hervé Tullet kolejny raz...


Książka do oglądania, rozdziawiania buzi w zachwycie i podziwiania. Kilka twardych stronic pokrytych jest folią lustrzaną, na której nadrukowano a to paski, a to okręgi, a go inne geometryczne wzory i kształty, które mają wprowadzić w pomieszanie nasz zmysł wzroku. Jest kilka dziur, kilka plam, ale też przeplatające się linie, grubsze i cieńsze, które odbijane w lustrzanych stronicach sprawiają, ze to co proste, wydaje się być niezwykłe.

To coś jak wizyta w gabinecie krzywych luster, tylko w domowym zaciszu:)


Pamiętam jak wielką frajdę sprawiały mi zabawy farbami. Największą oczywiście tworzenie nowego koloru z dwóch innych. Poznawszy określenia kolory podstawowe i pochodne czułam się jak zdobywca wiedzy tajemnej. W Grze w kolory w lekki, zabawny sposób zostaje przedstawione pochodzenie kolorów fioletowego, zielonego, pomarańczowego.


Graj w piłkę to książka - rozkładanka. Z jedne strony prezentowane są różnorodne gry, w których używa się piłki: koszykówka, tenis, rugby, piłka nożna i golf, druga strona to tarcza, którą można rozstawić na podłodze lub stole, by w wycięte otwory wrzucać wyciśnięty z kart książki krążek i zdobywać punkty za celność. Świetna książeczka na spotkania koleżeńskie maluchów.


Jaskrawe żółto-różowe linie w książeczce, w której stronice są przecięte po ukosie i które można w opozycji górne-dolne oglądać przeplatając układy linii w najróżniejszy sposób powoduje u mnie wpadnięcie w stan zapatrzenia. Aż kusi, by wciąż sprawdzać, czy na pewno one zawsze do siebie pasują. Skoro mnie kusi, to dzieci kusić będzie jeszcze bardziej;)


Samolot, Paryż, ośnieżone stoki, dno morza i żeglowanie po oceanach, wędrówki na wielbłądach i podróż międzygalaktyczna. Wszystkiego tego doświadczają wędrując paluszkowe robaczki. Na każdej ze stron wycięte są otwory, przez które dzieci mogą przełożyć palce, by - traktując je jak kukiełki - rozpocząć zabawę w teatr.

Hervé Tullet jak zawsze w doskonałej formie i z doskonałymi pomysłami na zainteresowanie najmłodszych czytelników książkami.

28 listopada 2017

Agnieszka Stelmaszyk. Imaginarium. Gildia wynalazców.


Marianna jest mało dziewczęcą dziewczynką. Tak w każdym razie sądzi mama jej przyjaciela, Miłosza, która w konstruktorskim hobby Marianny dopatruje się niebezpieczeństw i straszliwych zjawisk. Mimo owych obaw rodzicielki, Miłosz z przyjemnością włącza się w eksperymenty przyjaciółki i gdy nagle okazuje się, że wakacje dziewczyna ma spędzić w Paryżu, u ciotki, która nauczy ją ogłady, i w związku z tym planuje ucieczkę z domu, chłopak potulnie zgadza się jej towarzyszyć, choć w skrytości ducha marzy o wyjeździe do Francji.

Gdy dzieciaki trafiają do madame Isabelle Sorel, Marianna jest zła i bardzo się stara nie dostrzegać uroków odwiedzonego miasteczka. Zauważa natomiast coś innego - w całym domu cioci nie ma żadnego narzędzia. Próba odkrycia tej tajemnicy wiedzie ku następnym, a te - do Imaginarium, niezwykłego świata, w którym eksperymenty i konstruowanie są na porządku dziennym, a zaangażowanie w tego typu działania są więcej niż mile widziane.

Fascynuje mnie wyobraźnia Agnieszki Stelmaszyk, która co i rusz wyczarowuje nowe cykle powieściowe dla młodszych i nieco starszych czytelników. Opowieść w klimacie steampunkowym przypadła mi do gustu, sądzę zatem, że akcja powieści zainteresuje także młodszych nastolatków. Przygoda w krainie pełnej wynalazków, tajemnic rewolucji technicznej ma szanse spodobać się i dziewczynom, i chłopcom.

Czekam już na kolejną część:)

27 listopada 2017

Księgarenka przy ulicy Wiśniowej


W tym roku, w odpowiedzi na zapotrzebowanie czytelnicze, pojawiło się mnóstwo książek o tematyce bożonarodzeniowej, właściwiej mówiąc - świątecznej. Mnie jednak skusiła książka wydana w 2016 roku i cieszę się, że po nią sięgnęłam.

Tytułowa księgarenka na ulicy Wiśniowej to miejsce, które odwiedzają najróżniejsi ludzi, od dzieci po dorosłych, od zabieganych po wiodących życie w rytmie slow, od radosnych po zatroskanych.  Pan Alojzy, który był nie tylko właścicielem, ale przede wszystkim dobrym duchem księgarenki  znajdował każdej z tych osób to, czego najbardziej potrzebowała. I choć zawsze były to książki, to do książek dołączone były rozmowy, emocje, serdeczne myśli i życzenia.

Ciekawym jest pomysł napisania zbioru opowiadań z elementem je łączącym przez różnych autorów. Każdy z nich, a jest ich ośmioro, opisuje jedną postać związaną z księgarenką wskazując na to, co w jej życiu sprawiło, iż stanęła w progu królestwa książek i Pana Alozjego.

Przyjemne, nastrojowe historie do poczytania i wprawienia się w nastrój przyjazny całemu światu.


22 listopada 2017

Zimowo w Kociokwiku

Kiedy spacerowałam z Sarą, często dobiegał mnie ze strony mijających nas dzieci zachwycony szept zimowy pies. Dziś, kiedy Sary nie ma już prawie pięć miesięcy, chciałam Wam opowiedzieć o kolejnym zimowym psie. Psie, który - od minionego piątku - mieszka w Kociokwiku.


Nuka ma 8 lat. Trafiła pod opiekę Fundacji Adopcje Malamutów i zamieszkała w hoteliku Animal Pax (gdzie znany Wam już Niko). Mieszkała tam z kotami i psami, ze wszystkimi się doskonale porozumiewała i w ten oto sposób, po rozmowach z Fundacją, Nuka trafiła do mnie do domu tymczasowego.


Jest pogodną, choć budzącą rozmiarami respekt psicą. Zagaduje cichutko wyjąc, chętnie śpi, zaczepia koty zapraszając je do zabawy, podrzuca piłkę tenisową i entuzjastycznie wita się z mijającymi nas na spacerach ludźmi i psami.


W sobotę byłyśmy w parku i Nuka zbierała słowa zachwytów. Dreptała powolutku za mną, odpoczywałyśmy na ławkach przy rozsłonecznionych alejkach i nie wiedzieć kiedy zrobiło nam się kilka godzin w ciągu dnia spaceru. W niedzielę lekko zbastowałyśmy, żeby nie przeciążyć łapek, a w poniedziałek...


W poniedziałek odwiedziłyśmy fryzjera (polecam!), a później poszłyśmy do pracy. Okazało się, że Nuka lubi jeździć autem i choć nieco krępuje ją sytuacja wsiadania do samochodu, wysiadanie przychodzi jej o wiele łatwej. Gdy zawahała się, a po chwili odmówiła wejścia na schody z prześwitami uznałam, że mamy coś wspólnego;) Na szczęście w budynku jest też winda. 


Późnym popołudniem wybrałyśmy się do PanDoktora. Nuka bez kłopotu dała się osłuchać, zbadać i poprzytulać. Dostałyśmy preparaty na pchły i zalecenie, aby słuchać serca, czyścić uszy i myć zęby. Za tydzień wizyta kontrolna.


W domu Nuka radzi sobie doskonale. Spodobał się jej balkon, chętnie zalega na środku sypialni i zasypia pochrapując. Karmię ją w pokoju, koty w kuchni, ale nie widzę potrzeby zamykania drzwi między pomieszczeniami; Nuka je powoli, z namaszczeniem, smakując każdą (dietetyczną) kuleczkę karmy.


W nocy Nuka przychodzi sprawdzać, czy koty są w łóżku. Jeśli tak (a zawsze są) próbuje wejść na kołdrę, żeby przytulić się do stada i poczuć się jego częścią. Podczas spacerów wdaje się ze mną w dyskusję, w domu zachęca koty do wspólnej aktywności merdając do nich ogonem, w pracy podbija serca wszystkich współpracowników, a docelowo - wiecie - szuka domu.


W Kociokwiku zamieszkał kolejny zimowy pies. Pomożecie mi znaleźć tej przepięknej malamutce Dom, ten Najlepszy?

17 listopada 2017

Magdalena Kordel. Serce z piernika.


W trakcie czytania najnowszej książki Magdaleny Kordel narastała we mnie potrzeba pieczenia pierników. Sięgnęłam po wypróbowany przepis, poczyniłam odpowiednie zakupy i już od wczoraj w lodówce, na kolejną porcję zagniatania, czeka ciasto na pierniki. 

Klementynę wychowywała babcia Agata. Codzienność pachniała ciastem, przyprawami i spokojem. Chociaż to ostatnie przychodziło falami, bo bywało, że babcia Agata otulała wnuczkę (Marzenia nie mogą przemarznąć [s. 10] Urocze!), pakowała walizkę i obydwie wędrowały gdzieś przed siebie, gdzieś, gdzie - jak się wydawało Klementynie - wie tylko babcia.

Dziś Klementyna jest dorosła, piecze najpiękniej pachnące i najsmaczniejsze pierniki, opiekuje się babcią Agatą oraz kilkuletnią córką, Dobrochną. Zmęczona życiem, samodzielnym rodzicielstwem, stałą i wymagającą obecnością babci, wpada na niecodzienny pomysł. Jedzie odszukać miejsce, w którym niegdyś mieszkała Agata. Jedzie i podejmuje kolejną decyzję...

Pomyślcie o wszystkim, co kojarzy się Wam z błogim czasem, odpoczynkiem, relaksem. O zapachu domu. O ciepłej herbacie i czymś pysznym do herbaty. O spokojnych snach domowników. I ciszy oraz ciepłym kocu, gdy na dworze ziąb i wiatr. O kocie i psie śpiących łapa w łapę, ogon w ogon. Macie to wszystko w myślach?

Wiecie, taka jest książka Magdy Kordel. Właśnie taka, jak to, o czym pomyśleliście...

16 listopada 2017

Michael Morpurgo. Biały Książe.


Lubię opowieści Michaela Morpurgo. Lubię, ale rzadko po nie sięgam. Czemu? W każdej z nich występują zwierzęta i większość z nich podkreśla nasze, ludzkie okrucieństwo wobec zwierząt. I choć wiem, że takie książki są potrzebne, że jeśli dzieciom nie będziemy wpajać postaw opiekuńczych i odpowiedzialnych wobec czworonogów, to takie akty będą się zdarzać wciąż i wciąż, to lektura powieści Morpurgo zbyt wiele mnie kosztuje.

Pewien mały chłopiec, Bertie, wychowywał się na olbrzymiej, ogrodzonej ściśle, afrykańskiej farmie. Zza siatki obserwował wodopój i przychodzące do niego zwierzęta. Ujrzawszy białe lwiątko zachwycił się nim; nie wiedział jeszcze wówczas, że wkrótce myśliwi upolują lwicę opiekującym się jego ulubieńcem, a on - mały biały lew - trafi do domu Bertiego.

Historię Bertiego i Białego Księcia poznajemy z narracji żony Bertiego. Opowiada ona o tej niezwykłej przyjaźni dziesięcioletniemu chłopcu, który - tak jak niegdyś jej mąż - uciekł ze szkoły z internatem.

W niewielkiej książce splatają się przejmujące, nieprawdopodobne wątki. A jednak, jak zapewnia we wstępie pisanym 1996 roku Michael Morpurgo, najważniejsze elementy historii znajdują swoje odzwierciedlenie w realnych sytuacjach.

14 listopada 2017

Gail Carson Levine. Magia pisania.



Gdy czyta się to, co Gail Carson Levine opowiada o pisaniu, to aż trudno powstrzymać się przed tym, by czym prędzej sięgnąć po długopis i kartkę, czy do klawiatury. Co więcej - wszystko to, o czym ona pisze wydaje się być łatwe i osiągalne dla każdego z nas. Chcecie się przekonać?

Pięć części, trzydzieści rozdziałów. Każdy z szalenie praktycznymi wskazówkami. Nie ma tu wodolejstwa, nie ma obietnic bez pokrycia. Jest za to nawoływanie do pisania, zabawy pisaniem i zachowywania wszystkiego co się napisze. Przez następne 15 lat.

Autorka podsuwa początki opowieści, cechy bohatera, zdarzenie, a oferując te fragmenty rzeczywistości wymyślonej, zaprasza do rozwijania historii, do budowania go zgodnie z własną koncepcją. Przypomina o zasadach wedle których każde zachowanie bohatera powinno być umotywowane, a relacje między postaciami urealnione względem cech jakie każdy z bohaterów posiada. Pokazuje kwestionariusz opisu bohatera, namawia, by obserwować ludzi w różnych sytuacjach życiowych nabierając wiedzy o tym jakie reakcje są najczęstszymi jakie okazujemy. Tak naprawdę - cała ta książka to solidny poradnik/podręcznik do tego, by uczyć się lub doskonalić sztukę pisania.

Czytałam Magię pisania i myślałam o co najmniej czterech osobach, które znam osobiście i którym  mogłabym bez wahania polecić tę książkę. Was (w większości) osobiście nie znam, ale również rekomenduję. Spróbujcie! I bawcie się dobrze podczas pisania:)

13 listopada 2017

Agnieszka Krakowiak-Kondracka. Zostań do rana.



Wydawało mi się, że czytałam którąś z powieści autorstwa Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej. Taki przyjemny, optymistyczny - mimo wszystko - klimat, sensownie opowiedziana historia... A jednak chyba nie, bo na blogu nie znalazłam o tym ani słowa. Zatem - kilka słów o Zostań do rana.

Baśka zostaje sama. Na odludziu, prowincjonalnej prowincji, bo jej maż, który niegdyś szukał ciszy i spokoju i który namówił ją na przeprowadzkę, odczuł inne tęsknoty, za młodą, atrakcyjną fizycznie kobietą obiecującą sukces, dla której gotów był się narazić na wielkomiejski hałas.

A w domu Baśki zaczęły pojawiać się psy. I gdy było ich już dużo, a kobieta uległa kontuzji konieczne było zatrudnienie kogoś, kto umie zaopiekować się nieformalnym schroniskiem, a właściwie jego mieszkańcami. I tak pojawił się w życiu Baśki Kostek.

Nie jest tak, że książka nie bazuje na pewnych schematach. W końcu - wszystkie historie zostały już opowiedziane, a tylko od kunsztu autora zależy, czy jego wersję historii między dwojgiem ludzi czytać będziemy z zainteresowaniem. Tę czytałam:)

P.S. Chociaż, wiecie - ja skrzywiona jestem - i dlatego najbardziej fascynującym bohaterem tej książki dla mnie był Baszir, mieszkaniec owczarka kaukaskiego ze bliżej niesprecyzowaną rasą.

09 listopada 2017

Sylwia Chutnik. Kobiety, które walczą.


Sylwia Chutnik, wstęp do książki zawierającej rozmowy z trzynastoma kobietami walczącymi na macie, ringu czy w oktagonie, zaczyna zdaniem: Wolę leżeć niż chodzić. Ale dalej, przywołując teorie ludycznych zabaw Huizingi, szuka wyjaśnienia upodobania do aktywności fizycznej, czy to tej uprawianej dla mody, czy tej, której oddają się jej bohaterki, amatorskiej lub zawodowej, jakiej podporządkowane są dnie, miesiące, lata, życie prywatne, sposób odżywania i relaksu. Aktywności, która już nie jest czymś stricte rozrywkowym, ale sposobem na życie. Nawet bardziej - jest  życiem.

Rozmawiające z Sylwią Chutnik są na różnym etapie sportowego życia, w różnym wieku, dzielą je najrozmaitsze doświadczenia. Łączy - pasja i determinacja. 

Iwona Guzowska mówi słowa, które dla mnie są zdaniem kluczem: (...) nie miałam złego dzieciństwa, ja po prostu miałam różne doświadczenia [s. 27]. Większości z wypowiadających się w książce Kobiety, które walczą... bliskie jest przekonanie o tym, co jeśli nas nie zabija to z pewnością wzmocni. Może dzięki takiemu podejściu - zbieraniu doświadczeń, a nie narzekaniu na coś złego w życiu i wzmacnianiu się podczas upadków - tak swojska stała mi się ta książka?

To świetne rozmowy z ambitnymi, fascynującymi kobietami. Znam pewne zjawiska, o których mówią - np. wędrówki fit - mód, znam wysiłek jakiego wymaga trening i pytania o to, czy naprawdę znów muszę iść na trening. I po co? Na szczęście, moja rodzina i przyjaciele akceptują moje zamiłowania - na Boże Narodzenie od Mamy dostałam rękawice bokserskie, a na urodziny od przyjaciół - bandaże pod rękawice:) Bliscy wiedzą, że żadna sukienka, czy remont mieszkania nie sprawią mi tyle radości, co nowy rower i wizja przemierzania na nim - szybciej, mocniej, dalej - kilometrów.

Hm... Miało być o książce... Wiem ile mam lat i mam świadomość tego, że to, co osiągnęły bohaterki wywiadów jest dla mnie nieosiągalne. Wszystkie szczerze podziwiam. Ale też wiem, co mi daje codzienny trening, jak komfortowo się czuję, gdy się zmęczę (jakkolwiek dziwnie to brzmi) i jak bardzo lubię towarzystwo ludzi, z którymi trenuję.

A książkę Sylwii Chutnik i jej rozmówczyń - Kobiety, które walczą - mocno polecam. Dużo się można z niej nauczyć...

08 listopada 2017

Wierzę w cud

Niko.

Pies z autostrady. Szedł pasem zieleni. W maju. Mokry, zabłocony, wychudzony, w strasznym stanie. Ktoś się zatrzymał, ktoś zadbał, ktoś inny pomógł.


Znaleziony ważył niecałe 20 lat, a jego ciało miało - jak opisują wolontariusze - milion lat. Brakowało mięśni, tłuszczu, a były guzy i ledwie funkcjonujące narządy wewnętrzne. Zoperowany, mimo wielu ludzkich obaw, wybudził się. Trafił pod opiekę Kasi w Bukownie. 


Chce żyć. Ma złośliwego raka. Ale jest ciekawski, choć przygłuchy. Nadstawia się do pieszczot, zagląda z zainteresowaniem za siatkę, raźnie spaceruje.


Niko pod doskonałą opieką czeka na własny Dom. Dom świadom tego, że jest domem na dożywocie. Pies czeka też na wsparcie żywnościowe czy finansowe.


Pomyślcie, gdzie chcielibyście umierać - wśród zaprzyjaźnionych, pod troskliwą opieką człowieka zajmującego się Wami z czułością i pełnym profesjonalizmem, czy na własnej kanapie, wśród kochających i kochając.

07 listopada 2017

Ola Woldańska-Płocińska. Prosiaczek i Zjednoczone Królestwo.


Towarzyszę Prosiaczkowi już 7 rok; obchodził wówczas pierwsze urodziny. Później kolejne i kolejne, po drodze dzielił się swoją fascynacją pojazdami, a teraz - odpowiadając na zaproszenie kuzyna - wyrusza do Wielkiej Brytanii (nieco się martwiąc jej wielkością).

I tak oto - liniami Chrum Chrum Airlines - Prosiaczek zmierza na spotkanie z nieznaną dotychczas rodziną i przygodą. Także z językiem angielskim.


Język polski przeplata się tu z językiem Zjednoczonego Królestwa, a wszystko to, co nowe i widziane na nowo nabiera znaczenia wyjątkowo edukacyjnego. Wizyta Prosiaczka  trwała tydzień i w każdym dniu poznawał charakterystyczne dla odwiedzanego miejsca zwyczaje, miejsca, nazwy, czy prawa. Uczył się także liczyć po angielsku, a za elementy policzalne służyło mu 20 kotów siostry Milorda :)

Jak zawsze, w Czerwonym Koniku, za treścią idzie idealnie dopasowana strona graficzna i wizualna. Twarde kartki i duży format zapewniają trwałość i wygodę korzystania z tej oryginalnej, dwujęzycznej opowieści.

Polecam:)

P.S. Rok się kończy, może na 2018 warto zaopatrzyć się/kogoś w NIEkalendarz?

06 listopada 2017

Erik Bertrand Larssen. Hell Week.


Zawodowy żołnierz, trener mentalny współpracujący ze sportowcami, biznesmenami i wieloma osobami, które w dążeniu do swojego lepszego "ja" korzystają z profesjonalnego poradnictwa, przedstawia metodę wzorowaną na metodzie wojskowej. Piekielny tydzień zaczerpnięty ze szkolenia rekrutów, zostaje dopasowany do rytmu życia współczesnych cywilów i zaproponowany jako metoda otrzeźwienia w patrzeniu na własne życie i zrobienia z tymże życiem porządku.

Autor sugeruje, że od przeczytania książki do rozpoczęcia hell weeku powinny upłynąć minimum trzy tygodnie. Nie, nie spędzone na niczym; Erik Bertrand Larssen wskazuje na to, jak istotny jest w każdym działaniu (a szczególnie takim, które ma wnieść odmianę) proces przygotowania. Podpowiada jakie kroki poczynić, by ów tydzień poświęcony dokładnemu przyglądaniu się swojemu funkcjonowaniu, był jak najbardziej efektywny.

Jakim zagadnieniom poświęcony jest hell week? Nawyki, tryb działania, zarządzanie czasem, strefa komfortu, odpoczynek i regeneracja, dialog, perspektywa patrzenia. Niby proste, prawda? A jednak to te obszary, w których albo możemy funkcjonować podążając utartymi schematami i dając z siebie niewiele, albo zmotywowawszy się wpłynąć poprzez odmianę w ich zakresie, całego naszego życia.

Rzadko przemawiają do mnie książki motywacyjne, ta sprawiła, że przyglądam się kalendarzowi i wybieram czas na urządzenie sobie piekielnego tygodnia.

02 listopada 2017

Magdalen Knedler. Historia Adeli.


Powieść obyczajowa pobrzmiewająca włoskim jazzem to zupełnie inna jakość niż kryminały wychodzące dotychczas spod pióra Magdaleny Knedler. Inna, być może dla wielu z Was ciekawsza. Mnie zaintrygowało.

Adela wraca do Polski z Włoszech. Prowadziła tam, wraz z mężem, kawiarnio-księgarnie. Po jego śmierci poczuła potrzebę zamieszkania w rodzinnym mieście, Wrocławiu. Nie wraca jednak do rodzinnego domu - wynajmuje pół domu od pewnego sympatycznego wykładowcy akademickiego.

Między Adelą, a jej gospodarzem zawiązuje się przyjaźń, inspiracją do zbliżenia się są tajemnice ciotki Daniela, a szczególnie pęknięta idealnie na pół filiżanka, która Stefania przechowała przez wiele lat. Daniel i Adela, próbując rozwikłać sprawy z przeszłości, oswajają własną teraźniejszość i uczą się zaufania.

Historia Adeli kończy się pewną, inspirującą listą; Autorka stworzyła bowiem podpowiedzi dla dociekliwych czytelników sugerując im tropy muzyczne, literackie i geograficzne jakimi mogą podążać towarzysząc Adeli Henert.

Brawo za ten pomysł, Pani Magdaleno:)

31 października 2017

Z miłością...

Na początku sierpnia trafiły do Kociokwika dwa kociaki - rudzielec Rest i szylkretowa Ronda.

 
Małe, po przebytym kocim katarze, z życiem wewnętrznym w uszach, ale ciekawskie świata, rezolutne i zawadiackie. Szukałam dla nich domu, a gdy zbliżała się pora mojego urlopu szukałam jeszcze intensywniej. I wówczas okazało się, że ktoś kogo nigdy nie podejrzewałabym o chęć adopcji kota, postanowił zaprosić Resta do swojego domu. Wstępnie - na dwa tygodnie mojej nieobecności. Ronda wprowadziła się na ten czas do Tymczasowego Domu Tymczasowego, czyli koleżanki wolontariuszki.

Do dwóch tygodniach okazało się, że Rest ma na imię Franek, a rodzina, z którą zamieszkał nie zamierza się z nim rozstawać. Kot dostał całe wyposażenie, jest noszony na rękach, śmiało wykorzystuje swój brak oczu do tego, by podporządkować sobie - na ile się da - swoich Ludzi. Którzy czują się dopełnieni kocią obecnością i kochają go bez pamięci. On ich też.



Ronda pobyła z nami nieco dłużej. Na tyle długo, że zaczynałam obawiać się o to, jak bardzo będzie bolało mnie jej oddanie. I wtedy nagle usłyszałam, że mam już nie szukać domu, że ktoś, kto miał ją okazję poznać uznał, iż zaprosi ją do swojej rodziny. Dostała na powitanie wszelkie niezbędne kocie akcesoria i choć traktowana jest stanowczo (np. nie wolno jej wkładać ciekawskiego nosa do ludzkiego talerza), to ona wie, a ja jestem przekonana, że jest to stanowcza miłość.


Bodajże pierwszy raz zdarzyło mi się, że przekazałam koty komuś kogo wcześniej znałam. To komfortowa sytuacja - mogę co jakiś czas podpytać bez poczucia, że jestem natrętem, o samopoczucie byłych tymczasów. Mogę poprosić - jak widzicie powyżej - o przesłanie zdjęć. Mogę się cieszyć tym, jak cudnie mają w życiu Ronda i Rest/Franek.

P.S. W domu tymczasowym na nowy dom czeka Mama Rondy i Franka, Nora. Też bez oczu.

30 października 2017

Natalia Osińska. Fanfik. Slash.

 

Nastoletnia Tosia, otumaniona lekami na szczęście, uświadamia sobie, że zamiast dziewczyną w rozkloszowanych sukniach i perfekcyjnym makijażu, woli być chłopakiem z umięśnionymi ramionami, nastroszonymi włosami, w skórzanych ciuchach. Przyjaciel Tośka, Leon, pod wpływem tej zmiany pozwala sobie na przyznanie się przed samym sobą (i powoli przed innymi), że bardziej niż mecze piłki nożnej pociągają go upiększające kosmetyki, a na ciuchach zna się o wiele lepiej niż na wierceniu dziur w ścianie.

Obydwoje młodzi ludzie muszą odnaleźć swoje miejsce w społeczności szkolnej i rodzinnej. Zmagający się z różnymi obawami, wątpliwościami, czy po prostu z codziennością filtrowaną przez nowo odkrytą tożsamość, dojrzewają, uczą się świata emocji, reakcji na otoczenie i otoczenia na nich.

Zarówno Fanfik, jak i Slash, to interesujący powrót do licealnych realiów: wszystkiego, co wymaga szkoła i drugiego nurtu - tego związanego z kształtowaniem osobowości młodych ludzi w społeczności rówieśniczej. Natalia Osińska wyposażyła swoich bohaterów w cechy odróżniające ich od pozostałych, a jednocześnie pozwoliła im zostać wrażliwymi adolescentami jakich znamy z własnych nastoletnich lat.

Jestem bardzo ciekawa tego, jak młodzi ludzie w wieku Tośka i Leona odczytują te powieści. Wiecie coś? Znacie ich opinię?

Warto przeczytać i zastanowić się nad tym, czym jest akceptacja, a czym tolerancja. I nad mnóstwem innych rzeczy.

25 października 2017

David Almond. Opowieść o Angelinie Brownie.


Opowieść o Angelinie Brownie to kolejna, niesztampowa książka, Davida Almonda. 

Pewnego dnia, w kieszonce koszuli Bertrama Browna, niezbyt lubiącego dzieci, zmęczonego życiem kierowcy autobusu, pojawia się anioł - malutki chłopczyk ze skrzydełkami i w białej szatce. Mężczyzna zabiera go do domu, a jego żona, Berta, roztacza nam aniołem opiekę. 

Angelino szybko podbija serca Brownów, a także szkolnej społeczności, której Berta - gotując w szkolnej kuchni - jest częścią. Są jednak tacy, którzy w pojawieniu się anioła wietrzą doskonały interes - porwanie Angelina i sprzedanie go jako ozdoby salonu ma zagwarantować odpowiednio duże pieniądze.

Obecność Angelina zmienia wszystkich, którzy się z nim zetknęli. A on sam - z pozoru bezbronny, delikatny i powtarzający ja wiem nico - okazuje się być ANIOŁEM, który w chwili przeobrażenia pokonuje zło.

David Almond pisze książki, które warto czytać wraz z dziećmi choćby po to, by umieć na jego opowieści zerknąć ich oczyma. Czasami przecież dzieci, nie obarczone tym wszystkim co my, widzą lepiej. I widzą anioły :)

23 października 2017

Katherine Rundell. Dachołazy.


 Rano w dniu jego pierwszych urodzin, znaleziono niemowlę, które unosiło się na środku kanału La Manche w futerale na wiolonczelę. [s. 5]
Mimo, że niezbyt lubię używać określenia magiczne, to przyznam, że w tym wypadku jest to słowo, które jako pierwsze ciśnie mi się na usta (i robi to bezpardonowo). Zresztą, przyznacie - książka, która rozpoczyna się słowami przytoczonymi powyżej nie może być "zwykłą" książką. Musi mieć w sobie to coś - ten dar opowieści, który pobudza serce i myśli.

Sophie, przygarnięta przez Charlesa dorasta pozostając pod jego czułą i mądrą (acz nie do końca akceptowalną przez urzędników) opieką. W dniu dwunastych urodzin dziewczynki Państwo upomina się o nią uznając, że samotny mężczyzna nie powinien wychowywać niespokrewnionej z nim dziewczynki. A jednak Sophie - wciąż pamiętająca z pierwszych miesięcy swojego życia matkę - postanawia uciec po to, by odszukać wiolonczelistkę, której jest córką. Obydwoje wyruszają do Paryża, a tam dziewczynce w szukaniu matki pomagają inne dzieci, takie, które żyją na dachach.

Przepiękna, poetycka opowieść o sile miłości i o tym, jak wiele w życiu człowieka znaczą ci, którzy go kochają i pozwalają w owej miłości mu wzrastać, rozwijać się, stawać się dojrzałym, także emocjonalnie.

Mam nadzieję, że i Wy zauroczycie się historią opowiedzianą przez Katherine Rundell.

Jesteś najcudowniejszą przygodą mojego życia. Bez ciebie moje dni będą jak bez światła. [s. 45]

19 października 2017

Bronnie Ware. Czego najbardziej żałują umierający.

Dotarłam do tej książki dość krętą drogą. W oczy wpadł mi tytuł Twój rok na zmianę i kiedy zerknęłam we fragmenty uznałam, że może jest to coś, z czym warto się zapoznać. Gdy jednak zaczęłam sprawdzać, czy autorka napisała coś jeszcze, okazało się, że jej pierwszą książką była ta, którą Wam dziś przedstawiam.

Bronnie Ware przez pewien czas w życiu wiodła życie nomadyczne. Mieszkała tam, gdzie akurat znalazła pracę lub opiekowała się mieszkaniem znajomych i w tym samym mieście szukała pracy. Gdy pierwszy raz trafiła jako opiekunka do domu osoby umierającej nie miała doświadczenia radzenia sobie z chorymi terminalnie. Mimo to - jej postawa wobec umierającego człowieka - była na tyle adekwatna, że zaczęto ją polecać.

Najważniejsze w tej książce jest jednak nie to jak życie samej Bronnie zmieniło się pod wpływem zajęcia jakie wykonywała (a zmieniło się bardzo), ile to, co kobieta usłyszała od osób żegnających się z życiem.

Za dużo pracy, za mało miłości. Zbyt mało czasu dla przyjaciół, niedostrzeganie szczęścia, poczucie winy, brak odwagi do okazywania uczuć, życie według tego, czego chcą od nas inni, a nie tego, czego my chcemy dla siebie. To tak w wielkim skrócie. Znacie te uczucia? Pojawiają się Wam czasami takie myśli, że może za dużo jest w Waszym życiu dobrego, a zbyt wiele pośpiechu i bylejakości? Żaden z rozmówców Bonnie Ware nie żałował, ze miał za mały dom, kiepski samochód, a jego zarobki były niewystarczające. Nie, każdy żałował czegoś, co lokuje się w emocjach, uczuciach, co stanowi o naszym człowieczeństwie.

To ważna, uświadamiająca książka. To zapis tego, co może stanowić dla nas otrzeźwienie, a może być po prostu zlepkiem słów. Mam jednak nadzieję, że historie opisane przez Bronnie Ware dadzą Wam, tak jak i mnie, do myślenia. Może zdobędziecie się, by powiedzieć komuś dla siebie ważnemu, jak bardzo jest dla Was ważna jego obecność?

16 października 2017

Natasza Socha. Zula w szkole czarownic.


Zula oswoiła się już z tym, że jest czarodziejką. Poddaje się podekscytowaniu, cieszy się każdą możliwością zaprezentowania swoich umiejętności i jednocześnie ma świadomość, że są one - szczególnie w porównaniu z umiejętnościami jej ciotek, Heli i Meli - niewielkie. Dziewczynka dostaje jednak zaproszenie do szkoły czarownic prowadzonej przez jej babcię, Wielką Czarownicę Lilianę. Na miejscu spotyka koleżanki, a wśród nich Matyldę, której mama - podobnie jak mama Zuli - uważa, że czary to tylko wymysły, a liczy się jedynie to, co można pojąć umysłem.

Latanie i tajemne właściwości ziół i innych roślin to podstawowy program edukacyjny. W tym czasie ciotki Zuli muszą zmierzyć się z zadufanym burmistrzem, który postanowił postawić własny pomnik na magicznej łące. Na szczęście, mimo nieobecności Zuli, jej przyjaciele Kajtek i Maks są gotowi walczyć wraz z Helą i Melą o ocalenie polany.

A tymczasem Zula staje przez wyzwaniem - jej przyjaciółka zaginęła. Czy dziewczynka poświęci dla przyjaźni swoje bezpieczeństwo i wyruszy w podróż w nieznane, podróż najeżoną trudnościami i niebezpieczeństwami?

Piękna, podobnie jak poprzednio opowiadana przez Nataszę Sochę, historia o przyjaźni i tym, jak inny ludzie są dla nas ważni. I jak dbać o to, by wiedzieli, że są ważni.

Polecam:)

13 października 2017

Renzo Allegri. Natuzza Evolo. Rozmawiałam z aniołami i zmarłymi.


Przyznacie, że tytuł książki brzmi niewiarygodnie. Bilokacja, hemografie, stygmaty i możliwość prowadzenia rozmów z aniołami i osobami zmarłymi w stereotypowym myśleniu szybciej skojarzą się nam z zamierzchłymi czasami, jakimś XIV i XV wiekiem, niż czasami nam jak najbardziej współczesnymi. Drugi błąd jaki możemy popełnić to ten, gdy założymy, że skoro Natuzza doświadczała tego wszystkiego, była osobą bardzo wykształconą,  poruszającą się śmiało wśród mądrych ksiąg. Okazuje się jednak, że owa mistyczka, mieszkająca w niewielkim miasteczku na południu Włoch, żyła skromnie, była osobą skromną, a to co stało się jej udziałem determinowało jej  proste życie.

Renzo Allegri, prowadząc w popularnym czasopiśmie "Gente" w roku 1977 cykl artykułów o zjawiskach nadprzyrodzonych zetkną się z postacią Natuzzy. Wyruszył do Paravati, aby porozmawiać z nią i o niej. Jedną z pierwszych rzeczy jaką usłyszał było:
Natuzzy nie da się zdefiniować. To osoba pozbawiona ograniczeń. Choć znamy ją od lat, zawsze widzimy w niej coś nowego. Chociaż wszystko, co dzieje się wokół niej, nawet najgłośniejsze sprawy, odbywają się w sposób bardzo zwyczajny i spontaniczny. [s. 26]
Wstrząsające jest czytanie o tym, że Natuzzę odwiedził św. Franciszek z Paoli, że św. Tomasz Akwinata uprzedził, by się nie bała, że od momentu ich spotkania już zawsze będzie widywać umarłych. Evolo opowiadała dziennikarzowi o tym, z jakich powodów przychodzą do niej umarli, co ich ku temu skłania i jakie dobre rzeczy mogą z tego wyniknąć dla osób żyjących. Znajomi wspominali swój strach wiążący się z odkrywaniem darów Natuzzy - bilokacji czy - może nawet szczególnie - hemografii. 

Renzo Allegri przeanalizował życie Natuzzy Evolo. Urodziła się, żyła i zmarła w tym samym miejscu, wśród ludzi, których znała zawsze. Każdy z nich mógł opowiadać o niej i swoim z nią - i jej darami spotkaniu. Dziennikarz rozmawiał także z ludźmi, w których Natuzza pracowała, dowiedział się, że poddano w wątpliwość jej stan psychiczny i skierowano ją do szpitala na obserwacje, badał stosunek władz kościelnych do doświadczeń kobiety.

To co i w jaki sposób autor pisze o mistyczce, pokazuje jasno, że doświadczenia Naruzzy zrobiły na nim - osobiście - wyjątkowe wrażenie. Pisał o niej tak:
(...) Natuzza z pewnościa nie była "biednąi prosta włoską analfabetką, lecz kobietą, która prowadziła niezwykle intensywne życie wzbogacane przez doświadczenia mistyczne i codziennie spotkania z ludźmi. A jej psychika, czyli cała sfera emocjonalna, potrafiąca wytrzymać trud fizyczny, wszelakiego rodzaju stres, niepewności, przeciwieństwa i wątpliwości, to była psychika godna mistrza duchowości, giganta, prawdziwego bohatera, niesamowitej "córki Bożej". [s. 176].
Najważniejszy dar Natuzzy - dar rozmawiania z umarłymi jest darem i wielką tajemnicą. Ale jak pada w jednym ze zdań w książce - dar ów powierzono Natuzzie, by stała się narzędziem przez jakie Bóg przemówi do ludzi. Sięgnijcie po tę książkę, poczytajcie o włoskiej mistyczce i znajdzcie w jej życiu coś dla siebie.

10 października 2017

Christopher Edge. Równanie Jamiego Drake’a.


O ile w poprzedniej książce Christophera Edge’a czytelnicy zaproszeni byli do poznawania tajników fizyki kwantowej, tak w tej – opowiadającej o Jamiem Drake’u i jego najbliższych - wędrujemy na orbitę okołoziemską. 

Tytułowy bohater jest synem komandora Dana Drake’a, który – podczas pobytu ojca w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej – dba o to, by świat jego rodziny nie zachwiał się i nie rozpadł. Chłopiec musiał w życiu przywyknąć do częstych zmian domów i szkół, a teraz uczy się koegzystować z Mamą i młodszą siostrą w domu dziadka, byłego muzyka rockowego. Nowe środowisko szkolne ekscytuje się dokonaniami astronautów, Jamie jest wypytywany przez kolegów i nauczycieli o wiadomości z kosmosu, a on… On by chciał, aby tata był w domu i świętował z nim urodziny.

Jamie poszukuje tego, co ważne, scalające dla jego rodziny i tak oto trafia na wzgórze z nieczynnym od dawna obserwatorium. Spotyka tam profesor Forster, astronomkę, która dzięki Naziemnej Stacji Laserowo-Optycznej, połączonej z Kosmicznym Teleskopem Hubble’a, poszukuje śladów życia w Kosmosie. W wyniku drobnego zamieszania, chłopiec staje się zaangażowany w tę sprawę bardziej, niż mógłby przypuszczać.

Po raz kolejny Christoper Edge pokazuje jak istotna jest w naszym życiu rodzina. Na przykładzie Jamiego i jego najbliższych, dąży do uświadomienia czytelnikom, że czasami szukanie czegoś z dala od domu, działanie skupiające się na pewnej idei nie związanej z bliskimi, może odebrać to, co najważniejsze. Obudowawszy emocje treściami edukacyjnymi zwraca uwagę młodych, męskich czytelników, na to, że da się to połączyć, że bycie mężczyzną nie oznacza tylko zamiłowania do tzw. ścisłych dziedzin naukowych, ale też wyraża się w koegzystencji z własnymi pragnieniami, potrzebami, marzeniami i okazywaniem miłości.

Niewiele jest współcześnie pisanych książek dla męskich, młodszych nastolatków. Jeszcze mniej – dobrych, wartościowych, pisanych z polotem. Christopher Edge jest w czołówce – poznajcie jego twórczość.

05 października 2017

Aneta Jadowska. Szamańskie tango.


Nie wiem jak jest z Wami, ale ja o przeczytanych książkach, którymi chcę się z Wami podzielić, staram się pisać od razu po skończonej lekturze. Nie zawsze mam taką sposobność, czasami koncepcja tego, co chcę napisać kluje się zbyt długo. Zbyt długo, bo gdy upłynie za dużo czasu od chwili w której książką czytałam, do chwili, w której o niej piszę, zaczynają mi się zamazywać szczegóły i muszę czytać jeszcze raz.

Tym razem owo "muszę" było przyjemnością:)

Piotr Duszyński otrzymał w darze, od losu i swojej byłej, córkę. Uczy się być ojcem i kompletnie zapomina o tym, że ani on, ani mama Kurczaczka nie wiedzą, jak magiczną nastolatkę nauczyć być osobą o nadprzyrodzonych zdolnościach. Kiedy dziewczyna zaczyna podejmować różne próby oswojenia własnych umiejętności, wydaje się być za późno na jakiekolwiek działania. A jednak... Dla córki Witkacy jest w stanie zrobić wiele. Także to, na co nigdy wcześniej nie chciał się zdecydować...

Gdy czytałam tę zawadiacką i wcale nie będącą grzeczną historię o sile ojcowskiej miłości, pomyślałam o tym, że ubrana w sztafaż fantastyki ma szanse dotrzeć do zupełnie innego grona odbiorców niż reportaże o ojcostwie. A przecież i tu, i tu liczy się to, jak wiele dorosły jest w stanie poświęcić swojemu dziecku.

P.S. Nie, nie bójcie się - książka nie ma tonu nostalgiczno-smętliwego. Jest ostro, chwilami na granicy grozy, z dawką humoru, do której przyzwyczaiła nas Aneta Jadowska.

03 października 2017

Augustine Thompson OP. Franciszek z Asyżu. Nowa biografia.


Być może - widząc podtytuł - żachnęliście się, bo niby jak nową może być biografia kogoś, kto zmarł w 1226 roku. A jednak Augustine Thompson OP przyjrzał się na nowo postaci Świętego i zarówno dla siebie, ale przede wszystkim dla nas, odkrył go na nowo.

Całość książki podzielona została na dwie znaczące części. Jedna z nich przedstawia życie św. Franciszka i podzielona jest na rozdziały według znaczących wydarzeń w życiu pokutnika z Asyżu, a zakończona sugestiami do dalszych lektur. Druga skłania do bliższego przyjrzenia się zarówno metodom i źródłom badawczym zastosowanym przez Autora, jak i temu, w jaki sposób poprzedzający go badacze, konstruowali swoją wiedzę o św. Franciszku. Ojciec Augustine, jako historyk, szczególną uwagę zwrócił na solidne udokumentowanie tego, o czym pisze; widać to i w treści poświęconej św. Franciszkowi, i w objaśnieniach do poszczególnych rozdziałów.

Przyznaję, że w wiedzy o św. Franciszku zatrzymałam się na poziomie jaką ma zapewne większość z nas sytuując go gdzieś blisko zwierząt i ubóstwa do granic przeżycia. Opracowanie o. Augustine pokazało mi kim był Święty, co było dla niego istotne w życiu z Bogiem i jakim przeciwnościom musiał stawiać czoła w swojej posłudze. Począwszy od ubrań, w których chodzili bracia, miejsc ich zamieszkania, przez wegetarianizm, ochronę Klary i Ubogich Pań, po kwestie znacznie poważniejsze, bo związane z duchowością.

Druga część książki to bogactwo wiedzy, którą wciąż przyswajam. Sięganie do wielu źródeł na które powołuje się Autor, jest mi niedostępne językowo, więc tym większą odczuwam radość z lektury książki.

Bez względu na to, czy bardziej interesuje Was życiorys Świętego, czy to, jakimi metodami po tylu wiekach można wciąż doszukiwać się w jego życiu czegoś nowego, zachęcam, abyście sięgnęli po książkę Franciszek z Asyżu. Nowa biografia. Warto. 

26 września 2017

S. E. Durrant. Skrawki nieba.


Skilly House to dom dziecka, w którym najpiękniejszy był ogród. Miracle i Zackery trafili tam po opuszczeniu kolejnej rodziny zastępczej, z której Anita, opiekująca się nimi pracownica opieki społecznej, zabrała ich dość nagle. Ira i Zak mieli kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, ale pokój, w którym mieszkali, umieszczony wysoko i w pewnym oddaleniu od innych, pozwolił im poczuć się nieco lepiej. Pokój i niebo:
Tak to już jest z niebem. Niezależnie od tego, jak jest źle, zawsze można spojrzeć w niebo i od razu czujesz się lepiej. [s. 17]
Niewiele zdarzeń zakłóca codzienność sierocińca. Ot, nowe dzieci, dzieci odchodzące i towarzyszące temu olbrzymie emocje. Dla Iry ważnym dniem było znalezienie w sypialni listu od Glendy Hyacinth, listu pisanego w końcówce lat czterdziestych. Dla obydwojga rodzeństwa wyjazd – pierwszy w życiu na wieś, wakacje, na cały tydzień. Marta, która ich zaprosiła miała zmarszczki i starość zmieszana w niej była z młodością. 

Historia, której narratorką jest dziewięcioletnia Ira, opowiada o zwykłej-niezwykłej codzienności dzieci z sierocińca. O ich marzeniach, pragnieniach, o wielkiej tęsknocie za domem i osobami, dla których będą najważniejsze, które będą im umiały wiele wybaczyć, które stanowić będą dla nich impuls do rozwoju i jednocześnie osób, które pozwolą się pokochać, dla których obecność dorosłych osób będzie oznaczało luksus zaufania i zaniechania pełnej odpowiedzialności za samego siebie.
Jeśli nie masz rodziny, musisz bardzo mocno trzymać się tego, co masz w środku. Trzymam się mojego serca bardzo mocno. [s. 39]
S.E. Durrant stworzyła przepiękną historię dotykającą niełatwego tematu. Wpiszcie, proszę, Skrawki nieba, na listę lektur obowiązkowych. Swoich i Waszych dzieci.

20 września 2017

Jedyna i niepowtarzalna...

Pamiętacie samych siebie z czasu, gdy mieliście 10-12 lat? Pretendujący do bycia młodzieżą, silący się na poważne, dorosłe zachowania, a jednocześnie wciąż spragnieni przytulania przez rodziców, czytania głośno książek przed snem i szaleńczej zabawy z rówieśnikami? I jeszcze nieustająco głodni oraz wydłużający się z każdą sekundą coraz bardziej?

Taka właśnie jest teraz Ronda.



Spaceruje spokojnym krokiem po domu, by za chwilkę pobiec przed siebie i wskoczyć na łóżko, rower, drapak i zajrzeć do kuchni. Zawołana imieniem przybiega i udaje, że wcale nie była ciekawa, tylko tak jej jakoś po drodze było do tego właśnie pomieszczenia, gdzie jestem. Wyłapuje kuchenne zapachy pełna zadziwienia nad tym, że jem coś, co jej wcale nie pachnie jedzeniem. Sprawdza, czy w brodziku po kąpieli jest bardzo mokro. Uczestniczy z zachwytem w sadzeniu kwiatów do doniczek i angażuje się całą sobą w zamiatanie. Już przestała się bać suszarki do włosów. Odważnie zagląda do wnętrza kuchenki i do szafy. Z zapałem morduje mysz, a gdy się zmęczy zabiera ją ze sobą do łóżka, bo to trofeum, o które warto dbać.


Gdy kładę się do łóżka, przybiega. Wącha twarz nasmarowaną kremem, zagląda w oczy, zanurza łapki we włosach. Zwija się niczym szalik, mruczy od muśnięcia palców, by za chwilę zacząć miarowo oddychać, pełna ufności, że nie stanie się jej krzywda. W nocy budzi się, sprawdza czy jesteśmy: koty i ja, mości się wygodnie i zasypia. Za to pierwsza jest przy budziku:) Siada nad dzwoniącym telefonem i nasłuchuje piosenki, od której zaczynamy dzień.


Czułości szuka głównie u Nusi. Próbuje też wziąć na litość Sisi, ale Sisi nie ma towarzyskiego charakteru i nie zamierza się zmieniać dla Rondy. Owszem, czasami, jakby od niechcenia, liźnie malucha po uchu, ale na tym okazywanie sympatii się kończy. Nusia za to... Och, relacje z Nusią są urocze. Ronda podczołguje się do starszej kotki, wciska się między łapy a głowę i nadstawia się do mycia. Burczy przy tym jak kosiarka do trawy, głośno i natarczywie. Nusia podejmuje wyzwanie, pucuje Rondę, ale gdy tylko ta się ruszy - warczy na nią i mocniej przyciska łapą. Skoro już przyszła prosić o czynności pielęgnacyjno-sympatyczne, to tylko na Nusinych warunkach.


Różne już miałam tymczasy. I charakterologicznie, i wizualnie. Tak nietypowo umaszczonego - jeszcze nigdy. Wiecie, że każdy szylkretowy kot jest jedyny w swoim rodzaju? Drugiego takiego nie znajdziecie.

Ronda szuka domu, bo w Kociokwiku jest gościem. Jej brat, Rest, zwany aktualnie Frankiem, dom już ma. Kto przygarnie cudną kotkę, która nauczy go od nowa podziwiać świat?