29 kwietnia 2011

Agnieszka Błotnicka. Koniec wiosny w Lanckoronie.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Agnieszkę Błotnicką kojarzyłam z dwóch powieści przygodowych dla młodzieży. Po opowieść o Magdzie przezywającej koniec wiosny w Lanckoronie sięgnęłam wiedziona ciekawością - czy pisanie dla młodzieży  mocno różni się od pisania dla dorosłych?

Magda jest kobietą o dużych rozmiarach. Rozstaje się z facetem i choć większość osób z jej otoczenia sądzi, iż to tusza dziewczyny była przyczyną odejścia Filipa, Magda jest przekonana, że to, coś co wydarzyło się podczas wizyty obydwojga u znajomych w Konstancinie miało wpływ na ich rozstanie. Nieco zgnębiona bierze urlop i wyjeżdża w siną dal ;-). Trafia do Lanckorony, podejmuje decyzje o schudnięciu i już podczas pierwszego spaceru nabawia się kontuzji.

Życie Magdy, dotychczas w dużej mierze skupione na pracy i ukochanym mężczyźnie, w oddaleniu od obydwu tych czynników nabiera nowego znaczenia. I choć sama bohaterka przyznaje, że odkąd zaczęła dietę nie jest w stanie myśleć o niczym innym niż jedzenie, to jednak zastanawia się, zmienia swoje patrzenie na otoczenie, na ludzi bliskich i tych zupełnie obcych zmagających się z żywiołem.

W walce z nadmiernymi kilogramami bohaterka wykazywała się największym poczuciem humoru. Bo jakże by inaczej podsumować taka obserwację:

I strach pomyśleć, co by się stało, gdyby matki i babcie od wieków stosowały drakońskie diety. Co pachniałoby w takich domach? Co wspominałyby wyrośnięte już dzieci? Zapach chudej pręgi wołowej? Opary gotowanego dorsza z marchewką? Mdły aromat warzyw z wody? [s.123]

"Koniec wiosny w Lanckoronie" to spokojna opowieść lekko zabarwiona humorem. Celne spostrzeżenia Autorki włożone w usta Magdy dodają książce pikanterii.

P.S. Po kilku lekturach miłych, serdecznych i przyjaźnie nastrojowych łaknę krwi :-)

14 komentarzy:

Izuś pisze...

Książka leży u mnie na półce:D Po Twojej recenzji z pewnością szybciej ją przeczytam;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Izuś,
to zaczynam wypatrywać recenzji:-)

http://pisanyinaczej.blogspot.com/ pisze...

Jak zwykle piszesz profesjonalne recenzje, a ja jak zwykle zastanawiam się skąd czerpiesz do tego siły? Musisz mieć niesamowitą osobowość

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

PisanyInaczej,
dziękuję za dobre słowo:-)

Kinga pisze...

o, czy zatem mogę się spodziewać recenzji thrillera? :)

Agnesto pisze...

A ja nadal mam zapotrzebowanie na lektury spokojne, miłe i przyjaźnie nastrojowe ;-) Wciągam powyższą propozycję na listę do przeczytania. Pozdrawiam!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kingo,
aż tak to chyba nie:-) Będzie recenzja książki o lubelskim komisarzu:-)

Agnesto,
miłej lektury:-)

magdalena pisze...

Doskonała recenzja. Dziękuję. Teraz na pewno przeczytam tę książkę:)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Magdaleno,
cieszę się:-)

nahaszim@gazeta.pl pisze...

Wspaniała recenzja, z pewnością sięgnę po tę książkę. Ten żal i rozpacz emanujące z cytatu o marchewce i chudej prędze wołowej - bezcenne!:) Pozdrawiam serdecznie:)

Aneta pisze...

Zachęciłaś mnie do tej książki, a juz Twoje słowa "już podczas pierwszego spaceru nabawia się kontuzji" wprost zmuszają mnie do siegnięcia po tę lekturę.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Nahaszim,
dlatego dałam ten cytat:-)

Aneto,
miłej lektury:-)

Kal pisze...

Zdecydowanie plusem tej książki jest duże poczucie humoru i przezabawne przemyślenia bohaterki. Najwyższy czas przestać traktować odchudzanie i diety jako coś poważnego i zacząć się z tego śmiać :).

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kal,
:-)