27 kwietnia 2011

Hanka Lemańska. Chichot losu.


Wydane przez
Wydawnictwo Alex Springer
 & Wydawnictwo Zysk i S-ka

Okres świąteczny sprzyjał literaturze lekkiej i takie, którą można bez żalu porzucić na rzecz spaceru z siostrzenicą:-) Książka Hanki Lemańskiej spełnia te warunki i była doskonałą, na czas ów, lekturą.

Joanna jest młodą, wykształconą, dążącą do sukcesu i braku zobowiązań kobietą. Na prośbę koleżanki reaguje z niechęcią, ale ostatecznie decyduje się ją spełnić. O co Joannę prosi Elżbieta? O opiekę, trzydniową, nad Łukaszem i Aśką oraz rudym kotem. Gdy okazuje się, że kilkudniowa opieka zamieni się w długotrwałą, bo Elżbieta zginęła w wypadku, życie Joanny staje na głowie. Musi przywyknąć do dzieci, do troszczenia się o nie, a odzwyczaić od spokojnego przesypiania nocy, pełnej dyspozycyjności w pracy i innych zwyczajów, które wypełniały jej życie.

Historia o kobiecie, nie ukrywajmy, dość egoistycznej i konsumpcyjnie nastawionej do życia, która nagle zmienia się w przykładną matkę (acz zastępczą) jest w moim odczuciu tak nieprawdopodobna, że aż miła w lekturze. Miła tak, jak na przykład bajka, w której wszystko dobrze się kończy.

9 komentarzy:

Kasiek pisze...

Ciągnie mnie do tej książce po Twojej recenzji jeszcze bardziej, ale wydaje mi się taka cienka i treściowo właśnie okropnie slodka.

toska82 pisze...

Kojarzy mi się to z filmem, tylko tam bohaterka siostrzeńcami się zajmuje - tytułu sobie nie moge przypomnieć

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kasiek,
książkę ratuje przez zupełnym zasłodzeniem humor:-)

Toska,
tytuł chyba taki sam jak książka:-)

Czytanka pisze...

Myślę, że może być popularna, bo telewizja polska właśnie emituje serial na jej podstawie. Tylko, że tam nie ma rudego kota. Ciekawa jestem jakie są jeszcze inne różnice?

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Czytanka,
ja sięgnęłam po książkę właśnie przez film - nie widziałam go co prawda, ale zaintrygowała mnie fabuła przedstawiana w zapowiedziach:-)

Agnesto pisze...

"Chichot..."czytałam już dawno, wydanie ze skórką banana na okładce... Podobało mi się, bo choć z półki tzw. babskich czytadeł, to mądre i pozytywne, a w każdym razie zapadające w pamięć. Serialu nie oglądam, bo emisja pokrywa się z innym programem na innym kanale, ale niewykluczone, ze jak gdzieś kiedyś będą powtórki...
Książkę chętnie sobie przypomnę.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Agnesto,
ciekawe, czy Twoje wrażenie przy ponownej lekturze będą inne niż przy pierwszej.

Aneta pisze...

Mam to samo wydanie kupione kilka lat temu jako dodatek do jakiegoś czasopisma. Dawno ją czytałam, ale z tego, co pamiętam, to mi się podobała, ale bez fajerwerków. Serial wiem, że jest, ale nie widziałam.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Aneto,
no właśnie - bez fajerwerków.