Przejdź do głównej zawartości

Droga za TM wiedzie przez jezdnię...

Czasami tak jest... Było tak też wczoraj. Spacerowaliśmy, a na jezdni leżał duży, piękny, szaro-biały kot w drgawkach. Z. przeniósł go z jezdni na chodnik i kiedy dzwoniłam, by zapytać bardziej doświadczonych, co zrobić z kotem potrąconym przez samochód, kot umarł.

Umarł bez swojego człowieka. Umarł, bo jego człowiek uznał, że dobrze jest, by kot miał "wolność". Wczoraj ten piękny kot nie wrócił do czyjegoś domu. I pewnie innym kotom się to zdarzyło. I wciąż się zdarza... 

Często nadużywany cytat z Małego Księcia w tym przypadku nie wydaje się być nadużyciem:
Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.
Odpowiedzialny także za to, że Twój kot odszedł za Tęczowy Most bez Ciebie. Po zderzeniu z autem na jezdni.

Komentarze

amyszka pisze…
Bardzo to smutne ...:((
[*]
jagus161 pisze…
Smutne ale jakże prawdziwe :(
Anonimowy pisze…
To faktycznie smutne, ale nie zgodzę się z cudzysłowem przy słowie wolność. Mieszkam w domu z ogrodem i nie trzymam moich kotów (znajd znikąd) zamkniętych na klucz. Zdaję sobię również sprawę z tego, że nie mogę ich uwiazać w ogrodzie, dla kota płot czy parkan nie jest żadną przeszkodą, aby wyjść do pobliskiego lasu, gdze tyle ciekawych rzeczy się dzieje. Te zwinne jaszczurki, uciekające ptaki czy chrząszcze... I wiem, ze któregoś dnia mogą nie wrócić z jakiejś fascynującej wyprawy, cały czas się tego boję, ale dla mojego dobrego samopoczucia nie mam prawa skazać ich na kilkanaście lat w zamknięciu. Co nie oznacza, że nie oczekuję za każdym razem z niepokojem ich powrotu z eskapady... Każda śmierć jest smutna, bo ostateczna. (Myślisz, że nie szkoda mi upolowanej myszy, przyniesionej mi w prezencie przez dumną kotkę?)
Pozdrawiam gorąco i czekam na dalsze relacje i zdjęcia z życia koteczek.
Aga
magda pisze…
A, może wystarczyłoby gdyby kierowca czasami zwolnił widząc przebiegającego kotka,byłam świadkiem jak przyśpieszył,bezsilność i wściekłość długo mnie nie opuszczały,moja kotka żyje w domu ,mieszkam przy głównej ulicy,wiem ,że byłaby szczęśliwsza na wolności,ale jeśli miałoby jej się coś stać!!!!Każde życie jest ważne,trzeba je szanować i uczyć tego dzieci.
rzeka pisze…
Bardzo to smutne i przykre... Miałam niedawno podobną przygodę... Ciągle nie mogę zapomnieć tego kota...
Straszna i smutna jest opisana przez Ciebie historia:-(
mokusatsu pisze…
Dzisiaj jechałam z moją koteczką do weterynarza. Jak zwykle wzbudzałam zainteresowanie ludzi wokół, zazwyczaj tych, którzy sami mają koty. Zaczepiły mnie dzisiaj 3 osoby i każda z nich miała kota WYCHODZĄCEGO. Czasem jeszcze próbuję ich przekonać, że to zła decyzja, ale oni reagują na to niemal agresją i są przekonani o tym właśnie, że kot powinien mieć wolność. Jedna pani nawet dzisiaj z dumą opowiadała, że jej koteczka jest tak mądra, że nie wychodzi na ulicę. Po czym dodała, że to przez jej doświadczenie, bo już raz została potrącona przez samochód :/
Daria Nowak pisze…
Moje koty nie wychodzą z domu i nigdy wychodzić nie będą. Są 100% domowe, rozpieszczone, nałóżkowe i... bezpieczne!
Qra Domowa pisze…
MOJE KOTY SĄ ŁÓŻKOWE,PARAPETOWE,FOTELOWE.....ACH NIE MIŁABYM MIEJSCA TU I CZASU WYMIENIAC...WSZYSTKIE ,KTÓRE SĄ I PRZYJDĄ JESZCZCZE SĄ Z ULICY ,Z ZAKŁADA PO DRUGIEJ STRONIE ZE SCHRONISKA.....ALE JAK JE ZAMKNĄĆ???...NIE MAM SERCA I MOŻLIWOŚCI...DOM Z OGRODEM....MAM JE PRZYWIĄZAĆ? ZAMKNĄĆ...ONE BUDZĄ MNIE O 4,5 RANO BO JUZ NIE MOGĄ SIE DOCZEKAĆ POWIETRZA....I TARASU I KUMPLI Z ZAKŁADU..TAK CHCIAŁABYM ABY BYŁY TYLKO W MOIM OGRODZIE...ŻAŁUJĘ ,ŻE WYCHODZA....TAK STRACIŁAM JEDNĄ KOTKĘ....PRZEZ PĘDZĄCY SAMOCHÓD NA ULICY Z OGRANICZONĄ PRĘDKOŚCIA DO 40....WIEM ,ZE CIE NIE PRZEKONAM...ALE JAK MIESZKAŁAM W BLOKU MÓJ KOT NIE WYCHODZIŁA ...A PO 14 LATACH WYPROWADZIŁ SIE ZE MNĄ DO DOMU ...I PRZEZ 4 LATA ŻYŁ W OGRODOWYM RAJU....I BYŁO TO PO NIEJ WIDAĆ...POZDRAWIAM I ŻYCZĘ MIŁEGO DNIA:))
Qra Domowa pisze…
HIHIH IALE JA NIESKŁADNIE TO WSZYSTKO NAPISAŁAM:)))
Też ostatnio widziałam przejechanego kota, to było na wsi, gdzie niestety prawie 100% kotów jest wychodzących i co jakiś czas któryś odchodzi za Tęczowy Most... :( Szkoda mi tych kociaków.
kociokwik pisze…
Dziękuję za komentarze.
kfiatek pisze…
Niestety bardzo prawdziwe - nie chce się wierzyć ilu ludzi nadal puszcza swoje zwierzaki luzem nie przejmując się ich bezpieczeństwem ;(
pepe pisze…
Pozwolę się nie zgodzić z Twoją opinią, że kot odszedł bez swojego człowieka. To właśnie Wy, którzy nie pozwolili na to aby umierał pomiędzy sznurem samochodów i chcący ratować ostatnie z jego siedmiu żyć - byliście jego. I nawet jeśli trwało to tylko chwilkę to byliście bardziej jego niż ktokolwiek inny w jego sześciu poprzednich życiach.

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...