Przejdź do głównej zawartości

Rok minął nie wiedzieć kiedy...


8 marca 2011 roku przywieźliśmy do domu Duszkę. Wówczas miała jeszcze na imię Rodos i tak do końca nikt nie miał pewności, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. Owa niepewność nie była wynikiem braku znajomości fizyczności kociej, a tego, że kot trafiwszy do schroniska po śmierci swojej pani, zdziczał. Zanim włożono ją do transporterka podjęto kilka prób najmniej bolesnego i spokojnego wyjmowania jej w klatki. Warczała, gryzła, drapała i robiła wszystko to, co robi kot przerażony.

Zamieszkała za szafkami w kuchni. Kiedy wypłoszyliśmy ją z tamtego, mało sprzyjającego obserwacji miejsca, wcisnęła się za pralkę. Odsunęliśmy pralkę i w lukę wstawiliśmy transporter. Po kilku dniach kotka złagodniała, zaczęła się przymilać i jasne się stało, że dopadła ją ruja. 

Duszka najbezpieczniej czuła się w łazience. Zza pralki wyprowadziła się na kosz z praniem i o ile początkowo towarzyszyliśmy jej oswajając ją z naszą obecnością, tak później, gdy już otworzyliśmy drzwi, sama regulowała proces oswajania. I sama decydowała komu pozwoli się pogłaskać, a na kogo będzie syczała.

Latem okazało się, że Duszka ma cukrzycę. Zaczęło się codzienne badanie krwi, dopasowywanie dawki insuliny, dobieranie diety do stanu zdrowia i potrzeb kocicy. Unormowaliśmy chorobę na tyle, że Duszka przybrała nieco na wadze.

Wydaje się, że jest najcichsza z naszego zwierzyńca. Nie gaduli, nie drapie, nie domaga się głośno uwagi. Gdy czegoś chce, to siada na wprost nas i wpatruje się znacząco. Rano budzi mnie delikatnym dotykiem łapki lub ciamkaniem za moimi plecami. Brana na ręce lekko sztywnieje i czeka na to, co będzie się działo. Jeśli zaczyna się głaskanie Duszka nadstawia brodę, jeśli obcinanie pazurków, czy inne męki higieniczne - koteczka skarży się bezgłośnie. Niewątpliwie jest najstarsza. I może dlatego, od pewnego czasu, uważa za właściwe bycie rozjemcą sporów kocich. Gdy tylko pozostałe kotki zaczynają się ganiać wrzeszcząc, Duszka biegnie za nimi, gniewnie macha ogonem i patrzy na nie groźnie. O dziwo - rozchodzą się.

Duszka miała być kotem tymczasowym. Teraz, gdy ma cukrzycę, zostanie u nas. Nie wydaje się nam, by ktokolwiek umiał się nią zająć tak dobrze, jak my; znacie to uczucie?

Duszka to cichutki kot o silnej osobowości. Cieszę się, że jest z nami, że po traumie, jaką przeszła rozstając się ze swoją panią, trafiła do nas wzbogacając naszą rodzinę.

P.S. Zdjęcie można powiększyć.

Komentarze

magda pisze…
Kiedy odwiedziłam Was ,rok temu ,Duszka rezydowała za pralką,nie wiadomo było,czy wchodzić ,czy nie do łazienki...przerażona uciekała,miała szczęście,:)masz rację,nikt nie zaopiekuje się tak jak Wy ,i nikt nie obdarzy taką ilością miłosnych głasków,dużo zdrówka dla Duszki:)
abigail pisze…
Śliczna jest! Gratulacje dla Niej i dla Was :)
retro77 pisze…
To się jej fajny domek trafił :))
Barbarka pisze…
Fakt, też nie wiem kiedy ten czas mija. Myślę, że ciężko oddaje się komuś kotka tymczasowego, a jeśli wymaga opieki innej niż zwykła to nie wyobrażam sobie w ogóle, bo jak sprawdzić, że kot ma dobrą opiekę?
Duszka znalazłą u Was dobry dom, głaski dla Niej i pozdrowienia dla Was :)
hersylia810 pisze…
Zrobiłam powiększenie i... Duszka jest pięknością wśród burasków! głaski, głaski (wirtualne, więc nie ma strachu, że się przestraszy)
kociokwik pisze…
Abigail,
dziękuję:-)
kociokwik pisze…
Zawsze trudno oddawać tymczasa. Duszki nie dało się oddać:-)
Kochane, śliczne zwierzątko! Miała szczęście trafiając na tak wyrozumiałych i dobrych ludzi!
Ola pisze…
Wszystkiego dobrego Duszko, nie ma jak kochający dom :))
amyszka pisze…
Wielu takich rocznic Wam życzę :))
Głaski dla kici :)
mokusatsu pisze…
Udało jej się, że trafiła do Was. :) W powodzi niedobrych wiadomości o zwierzętach, które płyną z każdej strony ostatnio, dobrze jest poczytać o takich historiach, jak ta.

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...