Przejdź do głównej zawartości

Jak się ma koty to budzik jest zbędny

Ostatnio postanowiłam wstawać później niż dotychczas. Założyłam, że spać będę dłużej o całe 14 minut. Okazało się jednak, że moje postanowienie nie dotarło do kociej świadomości; one wiedzą, że już powinnam wstać i - co najważniejsze - dać jeść.

Dziś Duszka wystąpiła w roli budzika. Zaczęła od drapania w łóżko na wysokości mojej głowy. Dała się pogłaskać, ale widząc, że nie wstaję drapała znów. I już się nie pozwoliła głaskać. Przy trzecim drapaniu już się nie obudziłam, więc Duszka uczyniła gest, który czyni rzadko. Dotknęła mnie łapką. I to nie byle gdzie. Otóż Duszka położyła mi łapkę na ustach i zaczęła delikatnie głaskać mnie po ustach. Na moje błagalne "Duszku, jeszcze 5 minut" odeszła zasmucona, że wzgardziłam jej gestem i poprosiła Sisi o pomoc.

Sisi załomotała drzwiami zmuszając mnie do wyjścia spod kołdry. Duszka, nadal urażona, uczyniła mi przyjemność i zjadła podane śniadanie. 

A ja poszłam poleżeć jeszcze przez 5 minut.

Komentarze

amyszka pisze…
To nie wiesz że kotki mają zamontowany budzik ?
One wiedzą lepiej kiedy masz wstać ;))
Jak pracowałam to Filip zawsze mnie budził na chwilę przed budzikiem ,a ja byłam mu za to bardzo wdzięczna ,bo nie cierpię dźwięku budzika ;)
Jak zmienia się czas pobudek, to koty muszą mieć trochę czasu na przestawienie ...
Znam to z autopsji ;)
To miałaś szczęście, że zjadła to śniadanie! Mogła się bardziej obrazić;-)
abigail pisze…
też myślę że mi by sumienie nie pozwoliło już zasnąć ;) :D.... jak to tak delikatną Duszkę zlekceważyć, a hałaśliwą Sisi nie?. To zupełnie niepedagogiczne :P...
kociokwik pisze…
Amyszko,
wiem, wiem...

Anko,
ano - mogła;-)

Abigail,
o tej godzinie nie da się działać pedagogicznie.

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...