31 października 2010

Maeve Binchy. Kurs wieczorowy.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

O Meave Binchy przeczytałam u Kasi.Eire za co jestem Autorce bloga Notatki Coolturalne niezwykle wdzięczna:) Nabrałam ochoty na którąś z powieści Pani Binchy, powędrowałam do biblioteki, przyniosłam książkę do domu i odstawiłam na półkę, gdzie stała tak długo, że aż musiałam przesunąć termin jej oddania. Ale było warto, bo w jesienny dzień - słoneczny i wietrzny - nie ma nic lepszego niż zanurzenie się w prosto i ciepło opowiedzianą historię o ludziach, których łączyło jedno - chęć nauczenia się języka włoskiego.

Narracja przechodziła od bohatera do bohatera, a opowieść przypominała mi pajęczą sieć, która  wychodząc od pewnego punktu rozrasta się, łączy ze sobą coraz więcej elementów i tworzy przepiękną konstrukcję - silną i zwartą.

W pewnej szkole, mieszczącej się w niezbyt dobrej dzielnicy, zostaje uruchomiony pilotażowy kurs języka włoskiego. Nauczycielką zostaje Signora, kobieta, która wraca do Dublina po wielu latach spędzonych na Sycylii. Organizatorem i opiekunem kursu jest Aidan, nauczyciel, który był przekonany, że właściwym ukoronowaniem jego kariery nauczycielskiej będzie objęcie stanowiska dyrektora szkoły. Obydwojgu zależy na tym, by kurs się odbył i z radością witają każdego z trzydziestu uczestników spotkań, których tematem jest kultura Włoch i język włoski.

Powoli poznajemy wszystkie te osoby, które we wtorki i czwartki uczą się włoskiego. Przyglądamy się ich życiu, dowiadujemy się o trapiących ich kłopotach i tym, co ich cieszy. Poza tym - oczyma Signory - przyglądamy się współczesnej Irlandii. Ciekawe są więzi, z początku nieuświadamiane, które łączą bohaterów powieści, relacje jakie się rodzą między osobami tak od siebie różnymi jak np. operatywna bogata kobieta i młody mężczyzna pracujący dla mafii.

"Kurs wieczorowy" to ciepła opowieść o przyjaźni, miłości, o ludziach i spełnianiu marzeń. Historia opowiedziana tak udanie przez Maeve Binchy jest źródłem spokoju i zapewnia miło spędzony czas. Pewnie poszukam w bibliotekach innych książek tej Autorki, ale już nie pozwolę im czekać tak długo na moją uwagę.

7 komentarzy:

kasia.eire pisze...

Cieszę się, że Ci się podobała. Miałam duszę na ramieniu, kiedy otwierałam tę stronę, bałam się, że mnie wyśmiejesz za takie rekomendacje. Ja ją uwielbiam, ale po napisaniu o niej na blogu pomyślałam,że może ona jest taka, jak te straszne okładki, a ja z miłości do Zielonej Wyspy i ludzi tutaj, tego nie widzę.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kasiu,
:) Autorkę śmiało zaliczyć można do tej grupy pisarzy, którą tworzą ci umiejący zajmująco opowiadać historie:) A swoją drogą - okładki ohydne i chyba kierując się nimi w bibliotece książki Pani Binchy ustawia się na specjalnej półce z romansami;)

kasia.eire pisze...

Nauczycielko - fakt, Prószyński straszną jej krzywdę uczynił tymi okładkami. Uważam, że z innymi byłaby bardzo popularna, a tak bardziej wytrawni czytelnicy w ogóle po nią nie sięgną

Futbolowa pisze...

Okładka bardziej jak z horroru, niż 'ciepłej opowieści', ale nie zniechęcam się :)

Iza pisze...

Również zaliczam się do fanów Binchy (choć ostatnio jakoś nie sięgam- pewnei brak mi odpowiedniego nastroju:)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Futbolowa,
nie zwracaj uwagi na okładkę;)

Iza,
a może to jest tak, że po książki Pani Binchy trzeba sięgnąć, a nastrój sam się zrobi?:)

Iza pisze...

Prowincjonalna nauczycielko- coś w tym jest:)