21 października 2010

Marcin Pilis. Łąka umarłych.


Wydane przez
Wydawnictwo SOL

W miarę odwracania kolejnych stron powieści Marcina Pilisa czułam jak wokół serca zaciska mi się coś, czego nazwać nie umiem. Książka napawała mnie strachem, a umiejętnie dawkowana wiedza o tym, co wydarzyło się w Wielkich Lipach i o tym, jakie wpływ owe wydarzenia będą miały na życie wielu pokoleń, podsycała ten strach.

Fabuła powieści toczy się w kilku planach czasowych. Jest rok 1942, który poznajemy z zapisków Jerzego Hołotyńskiego, rok 1970, w którym jego syn przyjeżdża do Wielkich Lip i do obserwatorium astronomicznego odziedziczonego po przodkach i wreszcie - 1996 rok - rok odwiedzin Karla Straucha, oficera Wermachtu, który w Wielkich Lipach szuka wyzwolenia od przeszłości.

Nie chcę Wam zdradzać zbyt wiele, bo uważam, że wędrówka przez wydarzenia powieści jest doznaniem doprawdy robiącym wrażeniem. Dość będzie zatem powiedzieć, iż Wielkie Lipy to wieś skazana przez swoją głupotę i żądzę na wymarcie, to pewnego rodzaju skansen, w którym należy dożyć swych ostatnich dni, miejsce, o którym prawie zapomnieli już wszyscy (wydaje się, że zapomniał o niej też i Bóg).

Żałuję, że nie czytałam pierwszej powieści Marcina Pilisa, bo jeśli była tak przejmująca jak "Łąka umarłych", to żałować należy. Autorowi należą się ogromnym brawa za stworzenie opowieści, która nie pozostawia czytelnika obojętnym, która sprawi, że kwestia rozliczeń z przeszłością nabiera nowego znaczenia, która pokazuje jak wielkie krzywdy mogą sobie wzajemnie wyrządzać ludzie kierując się tylko tym, że mogą.

5 komentarzy:

Futbolowa pisze...

Nie ma co żałować - wszystko można nadrobić, czyż nie? :)

Edith pisze...

ja już nie mogę się doczekać aż przeczytam, zapowiada się naprawdę ciekawie.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

utbolowa,
oczywiście, można:) Ale lubię czytać po kolei;)))

Edith,
jest taka jak się zapowiada:)

kornwalia pisze...

Intrygujące. A okładka godna pochwały!

beatrix73 pisze...

Też mnie zaciekawiłaś, tym bardziej, że ostatnio również czytałam dość mocną rzecz polskiego pisarza, o którym (jak i o tym) wcześniej zupełnie nie słyszałam. Okładka faktycznie intrygująca.