Przejdź do głównej zawartości

Konrad T. Lewandowski. Magnetyzer.



Akcja powieści rozgrywa się w Warszawie w czasie rządów Marszałka Piłsudskiego. Jest policjant i trudna do rozwiklania sprawa - seria samobójstw popełnianych przez młode kobiety. Śledztwo ujawnia, że wszystkie samobójczynie przed śmiercią stały się szczególnie pobożne. Policja szuka fałszywego księdza.

Rozumiem, że autor, by uwiarygodnić tło powieści, zaprosił na karty swojej książki literatów z Ziemiańskiej i wojskowych z Wieniawą-Długoszewskim na czele. Ale jakoś tak w trakcie czytania miałam wrażenie, że sprawa śledcza zeszła na dalszy plan. Pojedynek komisarza z bandziorem mający pokazać, kto choć na chwilę przejmie władzę nad Warszawą, tajemniczy Tata Marceli, z rozkazu którego porwano rzeczonego komisarza Jerzego Drwęckiego. Taaa.... zdecydowanie bardziej odczuwałam zainteresowanie dwudziestoleciem międzywojennym niż aferą kryminalną. A nie jestem przekonana, że autorowi dającemu swej powieści podtytuł "Powieść kryminalna retro" właśnie o to chodziło.

I jeszcze jedno. Na okładce umieszczono zdjęcie/obraz Pałacu Staszica. W stopce wydawniczej jest informacja - projekt okladki Iwona Jabłońska. Ten sam obraz (pełniejszy) znalazłam w wiki. To kto z kogo skopiował bez podania źródła?

Tymczasem Boy-Żeleński kontunuował swój zapalczywy wykład.
- Jeszcze do tego dojdzie, że panowie prałaci znajdą sposób, aby i was obłożyć podatkiem - powiedział w pewnej chwili do Tuwima.
- Niech mnie pocałują w moją żydowską dupę - odparł z prostotą poeta.
- A tak detalicznie, Juluś, która połówka jest u ciebie bardziej starozakonna? - zainteresował się Fiszer.
- Ba, gdybym to ja wiedział! - Tuwim podrapał się w głowę. - Niby przedziałek jest, a rozeznać się trudno.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...