Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...
Komentarze
a raczej wbrew przesadom wierze, ze w piatek trzynastego nie moze mnie spokac nic zlego (bom w piatek trzynstego urodzona)
Wpisuję się po raz pierwszy :)
I bardzo chciałabym taka miłą książeczkę.
Pozdrawiam,
Iza
Pozdrawiam
Natomiast jeden przesąd dotyczący tego, że kobiecie w ciąży nie wolno niczego odmawiać (w sensie pożyczek) wykorzystywałam wręcz perfidnie w wiadomym okresie mojego życia:)
Pozdrawiam ;)
Tylko nie przechodzę pod drabiną, mam dziwne uczucie jak przebiegnie drogę czarny kot albo jak widzę kominiarza to instynktownie szukam guzika, w dzisiejszych czasach jest z tym problem, bo wszystko robione na zamek błyskawiczny. Ostatnio też złapałam się na tym, że 'odpukałam w niemalowane drewno'. Trudno jednak całkowicie nie wierzyć w te zabobony jak od najmłodszych lat są one przypominane, że człowiek już dla świętego spokoju robi te wszystkie dziwne rzeczy ;)
Pozdrawiam :)
Wierzę tylko dlatego, że raz w życiu stłukłam lustro i nigdy więcej nie chciałabym tego uczynić :-)))
No i zgłaszam się :)
A książkę z chęcią przygarnę:)
A nawet jeżeli w któryś wierzę to nie wiem, w który:D
Zresztą lubię koty, a już zwłaszcza czarne, więc nigdy mnie nie przerażało jeśli takowy przebiegł mi drogę. Czasem tylko "ścigam" się z kotem jak bohaterka "Czarki" próbując jemu przebiec drogę.
Swego czasu nawet sama próbowałam wprowadzić "przesąd" tłumacząc dzieciakom na podwórku, że może i coś jest na rzeczy z tym czarnym kotem, choć osobiście w swoim życiu nie zauważyłam tej korelacji, ale mało kto wie, że jeśli drogę przebiegnie czarna kotka, a już zwłaszcza kotna, to oznacza to nie pecha, ale szczęście i farta przez cały dzień. Byłam bardzo przekonująca i wiele z tamtych dzieciaków na wszelki wypadek mi uwierzyło, dzieki czemu mieszkająca w sąsiedztwie czarna kotna kociczka mogła bezpiecznie przebiegać przez drogę.
Nie wiem jednak czy nowy "przesąd" przyjął się na dłużej - widywałam się z tamtymi dziećmi tylko podczas wakacji u babci i niewykluczone, że "wygasł".
W liceum wierzyłam w kominiarzy. Moja droga do szkoły przecinała się z drogą kominiarzy idących do pracy i czasem aż brakło rąk, by uchwycić odpowiednią ilośc guzików. A nie wiem czy pamiętacie, ze trzeba było trzymać az do spotkania kogoś w okularach! Trzymało się, bo stawka była wysoka - można było uniknąć niespodziewanego wyrwania do odpowiedzi a kto wie, a nuż przepadłby jakiś sprawdzian czy kartkówka?
Drugą rzeczą w którą wszyscy odrobinę wierzyli w owych czasach były rejestracje samochodów. Chodziło o co najmniej dwie powtarzajace się cyfry obok siebie. Juz nie pamiętam co ktora oznaczała, w każdym razie napotkanie 99 miało ponoć przynosić pecha (chyba ze się potem spotkało kominiarza).
Zastanawialiśmy się czasem jak radzi sobie własciciel auta z taka rejestracją. Wsiada z zamkniętymi oczami, czy co?
wiki03@gmail.com
13sty- choć kupuję mieszkanie z numerkiem 13 :),
1 grosik w portfelu- który notorycznie gubię...
no masę tego mam! wszystkiego nie byłabym w stanie wypisać- zatem cichutko się zgłoszę-oby szczęście dopisało:)
Pozdrawiam i chyba nie muszę mówić, że ta książka jest wprost dla mnie :) Zgłaszam się do losowania :)
Natomiast nie uznaję żadnych przesądów "ciążowych" np. , że nie wolno patrzec na księżyc w pełni, bo dziecko urodzi się łyse, nie wolno przechodzić przez kałużę, bo będzie miało wodogłowie... i tym podobne bzdury. Najbardziej ubawił mnie przesąd, że jak w ciąży zachlapie się brzuch wodą (np. przy zmywaniu) to dziecko będzie...pijakiem!
I oczywiście żadnych czerwonych tasiemek od uroku! ;-)