12 sierpnia 2011

Amy Chua. Bojowa pieśń tygrysicy.

Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

"Bojowa pieśń tygrysicy" to historia, która poraża już w pierwszych zdaniach. Autorka, córka chińskich emigrantów, opisuje trudny proces wychowywania dzieci wedle zasad chińskich;  trudny, bo dzieci wzrastają wśród amerykańskich rówieśników i dostrzegają wyraźnie różnice w tym, co wolno i czego nie wolno im, a jakimi zasadami rządzi się wychowanie młodych Amerykanów.

Zakaz nocowanie u koleżanek, otrzymywania ocen słabszych niż 6-, należenia do grup sportowych, czy sformalizowanych, społecznych - przyznacie, że brzmi to kuriozalnie. Jak można nakazać dziecku otrzymywać tylko najwyższe oceny? A co ważniejsze - jak to wyegzekwować?

Amy Chua, z tego, co sobie zaplanowała, wywiązała się znakomicie. Jej dzieci ćwiczyły na fortepianie i skrzypcach po kilka godzin dziennie, posłusznie jeździły na lekcje do wirtuozów, prosto ze szkoły wracały do domu, by ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć... 

Myślę, że warto zwrócić uwagę na jedną rzecz, która podkreślał również autor książki "Pod presją". Wśród Azjatów, pracujących wytrwale i osiągających genialne wyniki w dziedzinach technicznych, niewielu jest naukowców, ludzi, którzy umieją wyjść poza stereotyp myślenia wykształcony w dzieciństwie i którzy odnoszą sukcesy za rozwiązania nieszablonowe. Coś za coś...

W moim odczuciu "Bojowa pieśń tygrysicy" jest historią nierównej walki jaką tradycja toczy ze współczesnym światem i jego pseudowartościami. Historią szalenie zajmującą, dzięki której mamy okazję zajrzeć do najprostszych relacji "rodzic - dziecko" w innej od zachodniej kulturze. Surowość, z jaką Amu Chua traktowała swoje córki idealnie odpowiada przekonaniu, że dzieci mają zobowiązania wobec rodziców, którzy poświęcą dla nich wiele, byle by widzieć efekty swoich starań. Bardzo konkretne, namacalne, efekty.

*   *   *

8 komentarzy:

Karolina pisze...

Warto dodać, że książkę czyta się bardzo lekko i nie brakuje w niej zabawnych sytuacji :) Chwilami rozumiałam też Amy i jej podejście do dzieci, mimo tego, że była dla nich bardzo surowa.
Ja na swoim blogu te wystawiłam jej dobrą opinię. :)

cyrysia pisze...

Z chęcią poznam relacje rodzic- dziecko, gdyż tematyka bliska memu sercu, dlatego z ciekawości przeczytam tę książkę.

Brahdelt pisze...

Czy naprawdę myślisz, że takie wychowanie i tacy rodzice istnieją tylko w kulturze chińskiej? Ja znam podobnych z autopsji, a Chinką nie jestem... ^^

nałogowiec literacki pisze...

Słyszałem już o tej książce,myśle że chyba bardziej niż mnie zainteresuje moą żonę. Pozdrawiam!!!

laponka pisze...

Zapowiada się ciekawie, poszukam w księgarni w najblizszym czasie.
Dziękuję za masę inspiracji!

Izabela mama Heleny pisze...

Wciąż mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Bo z jednej strony też czasem żałuję, że rodzice mi odpuszczali, a z drugiej - jako mama, czy chciałabym być dla mojej córki dyktatorką. Jedno jest pewne, metoda na "chińskiego generała w spódnicy" jest skuteczna, tylko czy byłabym w stanie na dłuższą metę wyzbyć się "miękkich" uczuć? W imię jakiegoś wyimaginowanego przyszłego sukcesu?
Ale z drugiej strony wizja dziecka, które wie, co to sumienność, regularność i odpowiedzialność jest bardzo kusząca. Tak czy inaczej - książka warta przeczytania!

Motylek pisze...

A ja swego czasu widzialam wywiad z autorka, ktora zrobila na mnie bardzo niekorzystne wrazenie. Presja na sukces bez grama milosci. Mimo wszystko wole zeby moje dziecko bylo szczesliwe niz zewby zostalo prezesem gieldowej spolki...
A poza tym, ta metoda "wychowawcza" sprawdzala sie autorce swietnie dpo pewnego momentu - a konkretnie az dzieci weszly w okres nastoletni i sie zbuntowaly. A ze byly dociskane przedtem okrutnie, to zbuntowaly sie BARDZO.
Pozdrawiam po dluzszej nieobecnosci,

Motylek
www.motylek-okruchy.blogspot.com

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Motylku,
witaj serdecznie:-)