31 stycznia 2008

Kornel Makuszyński. O duchach, diabłach i kobietach.

Znam przygody Koziołka Matołka, małpki Fiki-Miki, Jacka i Placka, Basię, o którą była awantura i szalejącą Ewę. A pisania Makuszyńskiego dla dorosłych dotychczas nie znałam.

"O duchach, diabłach..." jest zbiorem czterech nowel. Nowel tryskających humorem i mądrością. Czyta się je świetnie, więc polecam.

Poniżej parę cytatów.

Interesy pana Zięby były czyste i uczciwe, jak zresztą wszystkie interesy na świecie, nie można bowiem zastanawiać się długo nad nieuleczalnym maniactwem pewnej kategorii ludzi, dlatego nazwanych prokuratorami, że dla nich najuczciwszy interes ma w sobie ziarnko złodziejstwa. Gdyby tym oszalałym ludziom pozostawić zupełną wolność działania, wtedy trzy czwarte ludzkości siedziało by w kryminale jedynie za doskonałą pomysłowość, albo za dobry żart.

Prawdziwe duchy, wielkich ludzi, dawno w wieczności zasiedziałe, mają miłe życie. Mieszka sobie taki nad Indiami, albo nad Morzem Śródziemnym, to mu dobrze. Myśli pan, ze taki się kiedy ruszy? Więc tylko my, biedacy, musimy urządzać najrozmaitsze kawały i kiedy kto wróci na ziemię, to udaje zaraz jakiegoś znacznego nieboszczyka. Ja jestem specjalistą jako Aleksander Wielki. Jeden pisarz wojskowy, którego tramwaj na śmierć przejechał, gra zawsze Napoleona, jeden krawiec wyspecjalizował się jako Dante. Cezara odgrywa jakiś guwerner, nikt nie chce ryzykować Newtona i Humboldta, bo do tego trzeba specjalnych wiadomości i nie można się kompromitować, bo tych wywołują wciąż tylko ludzie uczeni.

W piekle są bezrobotni, proszę pana. Otóż, widzi pan, kiedy świat jako tako uprawiał cnotę, czyli jak się u was mówi "żył po bożemu", było u nas pusto. Trzeba było zdobywać ludzi, trzeba było zabiegać, robić starania, wyprawy, połowy. Diabłów wysyłano na świat jak komiwojażerów i diabli wychodzili z siódmej skóry, aby zdobyć kogoś do piekła. (...) A dziś? Dzisiaj, drogi panie, do piekła zdąża tłum - sam, z własnej nieprzymuszonej woli, obrzydliwi tłum, ludzie nowi, nieinteresujący, ze złymi manierami, pachnący źle, źle ubrani, nijacy. Po cóż tu diabeł? Co drugi człowiek nauczył się kraść, co trzeci oszukiwać, co czwarty robić najbrudniejsze interesy, a każdy gra na giełdzie.

30 stycznia 2008

Joudi Picoult sfilmowana

Dziś na TVP1 zobaczyć będzie można ekranizację powieści Joudi Picolut "Świadectwo prawdy". Filmowa wersja nosi tytuł "Cała prawda".

Harry Potter i Insygnia Śmierci

Dziwnie mi się to czytało. Może dlatego, że latem czytałam źle tłumaczoną wersję i mimo kulawego tłumaczenia zostało mi co nieco w pamięci? A może w tym tomie nie ma zagadkowości i tego czegoś, co sprawia, że książka kusi, wabi i zachęca?

Mam wrażenie, że autorka nadmiernie rozbudowała wątki, a później na chybcika próbowała cos z nimi zrobić. Bo przecież to już ostatni tom...

Tłumacz książek o Harry Potterze powiedział: „Ta książka na pewno przetrwa, ale mam wątpliwości, czy będzie się cieszyć równą popularnością co »Opowieści z Narnii«, nie wspominając nawet o »Kubusiu Puchatku« czy »Władcy pierścieni«. Oczywiście dzieci sięgną po książki o małym czarodzieju, bo kiedyś ci, którzy w piątek w nocy ustawiali się w długich kolejkach po ostatnią część „Pottera”, też będą mieć wnuki i na pewno wspomną im, że była taka książka, ale czy Harry porwie nowe pokolenia, wątpię”.

Przychylam się do oceny Andrzeja Polkowskiego.

29 stycznia 2008

Parafia p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa












Dumping?


Tesco sprzedaje "Harrego Pottera i Insygnia śmierci". To nic dziwnego. Podobnie robią inne hipermarkety. Teraz już nie trzeba książek kupować w księgarniach - można w kiosku, razem z gaetą albo bez, można na stacji benzynowej, a jeśli ktoś jest bardzo przywiązany do kupowania w księgarni - może wstąpić do empiku czy traffica - to markety książkowe.

Tesco sprzedaje HP po 39 zł w miękkiej okładce. I daje klientowi, co to kupuje u nich a nie gdzie indziej, talony na zakupy. Na kwotę 15 złotych. Czyli książka kosztuje 24 złote, bo tę piętnastkę i tak wydamy będąc w Tesco. Ale już na co innego... Nie na książkę. Podobnie robi Real; tylko bony ma dziesięciozłotowe.
Nie wiedziałabym o tym, gdybym na forum o książkach nie trafiła na list jakiegoś oburzonego księgarza.
A gdybym byla nieświadoma takiej zasady sprzedaży książki - nie kupiłabym jej. Może to dumping. Może tworzenie ułudy, że oto kupiłam książkę za 24 złote, choć przy kasie zapłacilam za nią 39 zł. Może... Ale mam książkę, a te 15 złotych w talonie wydam na codzienne zakupy - chleb, jogurt dla kota, coś do chleba...

Jestem w połowie czytania. Recenzja jutro rano:)))

28 stycznia 2008

Styczniowe kotki






Majgull Axelsson. Dom Augusty.

Jest to historia kobiet jednej rodziny, wywodzących się od Augusty. Bo w tej rodzinie liczą się kobiety, to one są osią rodziny i punktem odniesienia dla młodszych pokoleń.
Zastanowiłam się nad podobieństwem i różnicami w życiu Olgi, córki Augusty i Andżeliki, córki Karen, wnuczki Olgi, prawnuczki Augusty.

Olga była nieślubnym dzieckiem. Matka zajmowała się nią, do momentu, w którym urodzila swojemu mężowi synów. Wtedy poczuła nienawiść do córki, a tym, kto wciąż ją kochał, był mąż Augusty, ojczym Olgi Izaak. Otaczał ją opieką, troszczył sie o nią, uważał, że należy o nią dbać. Gdy Izaak uległ wypadkowi w pracy jego żona błagała ducha kopalni, by przywrócił mężowi zdrowie, a jako zadośćuczynnienie zabrał Olgę. Olga zniknęła, ale Izaak nigdy nie wyzdrowiał.

Andżelika także nie miała ojca, który zająłby sie jej wychowywaniam i dbałby o jej życie. Gdy jej matka związała się z Bakcylem dziewczyna nie zyskała czułego ojca, przeciwnie - w jej życiu pojawił się kolejny ktoś przed kim musiała uciekać, kogo musiała się bać i kto potrafił tylko na nią wrzeszczeć i wymierzać jej kary. Ona nie zniknęła, bo chciał tego jakiś duch - zniknęła, bo znikała codziennie, by ukryć się przed ludzką niechęcią i zapragnęła zniknąć na zawsze. Zostawiła jednak to co miała najcenniejsze, swój dziedziczny skarb - włosy.

Niesamowita to książka i trudno się o niej opowiada. Zrobiła na mnie duże wrażenie, choć nie tak piorunujące, jak "Kwietniowa czarownica"; znałam już sposób w jaki pisze Axelsson, wiedziałam mniej więcej czego się mogę spodziewać. Pewnie za niedługi czas sięgnę po trzecią wydaną w Polsce powieść tej autorki, bo uważam, że warto przeczytać jej książki.

Maciej Malicki. Wszystko jest.

To dziwna opowieść. W wiosce blisko gór i morza mieszka mężczyzna z Psem. Mieszka tam też Bardzo Bogaty i jego córka Łysa. Nieopodal przebiegają tory a ich bieg podzielony jest na dziesięciokilometrowe odcinki, poprawnym funkcjonowanim których zajmują się specjalne ekipy (jakoś tak mi się to Hłaskowo kojarzyło). We wsi mieszka Staruszka, która tworzy i sprzedaje nabiał oraz Janek, dla którego prawie każda rzecz, jakiej wykonania się podejmuje "prysc". Maciek za oknem widzi Agatę, wyjątkowo trudną do zdobycia górę. Półki z książkami w domu bohatera zastawione są utworami, które wymyśla jego przyjaciel. Wymyśla, opowiada siostrze, a ona je zapisuje, drukuje, oprawia i wysyła po jednym egzamplarzu Maćkowi.

Płyniesz, siedzisz, wędkujesz, jedziesz pociągiem, pal licho, wszystko jedno. Liczy sie powód. Siła, która nakazuje, wypycha i goni. Najważniejsza jest glowa, wzrok, słuch, węch, pamięć.

Do momentu otwarcia nowej książki przeczytałeś wiele innych książek, w których było coś z tego, o czym mówiła nowa. Po tak długiej wędrówce po tekstach odkryłeś, że nawet ta nieprzeczytana książka należy do twojego myślowego dziedzictwa.


P.S. Wkrótce odbędzie się spotkanie z Maciejem Malickim w cyklu Mistrz Słowa.

Ludmiła Ulicka. Sonieczka.

Czytanie było ulubionym zajęciem Sonieczki od wczesnego dzieciństwa, można powiedzieć od pieluch. (...) Czytać zaczęła w wieku siedmiu lat i przesiedziała nad książkami kolejne dwadzieścia. Zajęcie to tak ją pochłaniało, że wracała do rzeczywistości dopiero na ostatniej stronie.
(...)
Miała wyjątkową, wręcz genialną zdolność czytania i posiadała rzadką wrażliwość na słowo pisane. Czym to właściwie było? Zupełnym niezrozumieniem zasad gry leżącej u podstaw każdej twórczości, wyjątkową naiwnością dorastającego dziecka, brakiem wyobraźni, doprowadzającej do rozmycia granic pomiędzy immaginacją i rzeczywistością, a może czymś zupełnie innym - całkowitym zatraceniem się w świecie fantazji, kiedy wszystko, co zostaje poza jego granicami, traci wartość i sens?

Rzeczywistość upomniała się o Sonię. Ale z czytelniczego rozmarzenia zrodzila się jedna, ważna cecha jej charakteru - uważała się za szczęśliwą bez względu na to jak toczyło się jej życie.

27 stycznia 2008

Zamek nad Czarną Przemszą













Jhumpa Lahiri. Imiennik.



Opowieść o emigrantach bengalskich, którzy próbują ułożyć sobie życie w USA. O tym jak wielkie różnice istnieją między młodymi ludźmi, którzy urodzili się w Indiach i przyjechali do stanów, a ich dziećmi, urodzonymi już w nowej ojczyźnie ich rodziców.
O chłopcu, który miał na imię Gogol i który przez wiele lat nie znał przyczyny wyboru takiego imienia. O dzieciach, które męczyły się wśród niezliczonej liczby krewnych podczas pobytu w Kalkucie, tęskniących jednocześnie za własnym pokojem, hamburgerami i muzyką inną niż hinduska. O kobiecie, która poślubiła mężczyznę jakiego wskazali jej rodzice i pojechała z nim zgadzając się na odłączenie od najbliższych, zaistnienie w nowej kulturze, przymusową naukę wielu zwyczajów. O tym, że jak wiele znaczą rodzice w naszym życiu, dowiadujemy się po ich śmierci.

26 stycznia 2008

Książki o książkach

Znalazłam parę książek o książkach. Lubicie? Znacie inne?

“Imię róży” Umberto Eco
“Klub Dumas” Arturo Perez-Reverte
“Dom z papieru” Carlos Maria Dominguez
“Ex libris” Anne Fadiman
“Cień wiatru” Carlos Ruiz Zafon
“Porządek alfabetyczny” Juan Jose Millas
“Auto da fe” Elias Canetti
“Trzynasta opowieść” Diane Setterfield
“Miasto śniących książek” Walter Moers
“Kyś” Tatiana Tołstoj
“Klub Dantego” Matthew Pearl
“Jaskinia Filozofów” Jose Carlos Somoza
“Atramentowe serce” i “Atramentowa krew” Cornelia Funke
“Księga rzeczy utraconych” John Connolly
“Księgarz z Kabulu” Asne Seierstad
“Komedia książki” Istvan Rath-Vegh
“Moja historia czytania” Alberto Manguel
"Powieść" James Michener

Kolor w zimie


25 stycznia 2008

Terry Prattchet. Muzyka Duszy.

Bohaterka powieści jest wnuczką ŚMIERCI. Jej dziadek postanowił odejść i nagle okazało się, że Susan musi go zastąpić w wypełnianiu obowiązków.  Pewnego dnia znajduje klepsydrę młodego człowieka, muzyka, w której piasek przesypał się już do końca. Chłopak jednak żyje, a jego klepsyda wypełnia niebieskawy dym. W tym czasie świat rozbrzmiewa muzyką. Nową, dziwną, poruszającą ciała i umysły.

Akademia Muzyczna








24 stycznia 2008

Mary A. Monroe. Klub Książki.

Ostatnio pożyczam książki, które albo znam z recenzji, albo zaintrygują mnie tytułem/bohaterem/autorem. Tym razem powodem sięgnięcia po książkę był jej tytuł.

Powieść opowiada o przyjaźni pięciu kobiet, które poznały się dzieki książkom i ich wspólnemu omawianiu. Panie czytają klasykę i w niej znajdują rozwiązania swoich problemów. Stają się bardziej świadome siebie, mają zwiększone poczucie własnej wartości, gdy dyskutują z przyjaciółkami o wrażeniach z lektury. W tle - problemy rodzinne każdej z bohaterek książki.

Osip Mandelsztam. Podróż do Armenii.

Niewielkiej grubości książka zawiera trzy opowiadania Mandelsztama: "Szubę", "Prozę czwartą" i tytułową "Podróż do Armenii".

Mamy biblię prozy, ale jej nie cenimy. Są to opowiadania Zoszczenki. I tego jedynego pisarza, który pokazał nam człowieka pracy musieliśmy oczywiście wdeptać w błoto. A ja domagam się dla Zoszczenki pomników we wszystkich miastach i miasteczkach Związku Radzieckiego, jak dla dziadka Kryłowa w Ogrodzie Letnim.

Nie wiem jak dla kogo, ale dla mnie urok kobiety przybiera na sile, jeśli jest to młoda podróżniczka w delegacji naukowej, jeśli przeleżała pięć dni na twardej ławce pociągu do Taszkientu, jeśli świetnie orientuje się w łacinie Linneusza, jeśli określiła swoje stanowisko w sporze między lamarkistami i epigenetykami, a soja i bawełna nie są jej obce.

Kiedyś w Abchazji, na wysokości kilku setek stóp nad poziomem morza, natknąłem się na rozsypisko północnych poziomek. Niedorosłe lasy pokrywały wszystkie pagórki. Chłopi motykowali słodką czerwonkawą ziemię, przygotowując dołki pod botaniczną rozsadę. Uradowały mnie te koralowe pieniądze północnego lata. Dojrzałe żelaziste jagody wisiały jak trójdźwięki i pięciodźwięki. Śpierwały gromadnie, jak z nut.

23 stycznia 2008

Małgorzata Cichalewska. Lato Joanny.

Autorka urodziła się w Bartoszycach. I to był jedyny powód, dla którego zdecydowałam się pożyczyć i przeczytać książkę.

Główną bohaterką powieści jest Joanna, dziewczyna z maleńkiej wsi, która studiuje w Warszawie. Miasto jest dla niej niegościnne, ludzie niemili i bohaterka coraz częściej myśli o tym, by studia przerwać. Ludzie we wsi, z której pochodzi uważają, że jest zarozumiała, udaje wielką panią i współczują dwudziestodwulatce, że wciąż nie ma męża. Joanna przyjeżdza do domu. Pomaga matce, opiekuje się młodszym rodzeństwem. Poznaje "warszawiaka", mężczyznę który po złych doświadczeniach życiowych postanowił osiedlić się w maleńkiej wsi.

Joanna i Tomasz spędzają ze sobą coraz więcej czasu, podczas gdy wieś coraz głośniej szepcze o bezwstydzie dziewczyny i jej matki.

Całość kończy się happy endem. Opowiastka jest dobra na relaksujący wieczór:)

Autorka jest laureatką konkursu literackiego wydawnictwa TELBIT.

Jacek Dukaj. Perfekcyjna niedoskonałość.

Lubię sięgać po książki, których autorów nie znam, a które ktoś mi poleca. I takiem to sposobem zabrałam się za czytanie Jacka Dukaja. Prezentuje on ten typ pisarstwa, z którym się nie zetknęłam jakoś głebiej - fantastykę. Myślałam, że może polubię. Nie polubię. Z futuryzmem i postaciami-maszynami wyjątkowo mi nie po drodze.

Położenie jenu rąk względem tułowia, dystyngowany gest wachlarzem – wszystko mieściło się w bezpiecznym białym szumie komunikacji pozawerbalnej. De la Roche przykrywału się identycznymi sterownikami behawioru i nie spodziewału się zerwania konwencji ze strony inkluzji hołdującej najstarszym tradycjom. Inkluzje mniej konserwatywne, zamiast zapraszać phoebe’u do Ogrodów pod protokołem HS, dokonałyby po prostu osmozy informacyjnej. Poza pierwszą tercją jest to sposób najbardziej naturalny; rozmowa natomiast – to męczący powolny rytuał.

Wytrwałość moja uległa wyczerpaniu po przeczytaniu 1/4 książki, kiedy to Angelika wraz z lawiną błotną wisiała Adamowi Zamoyskiemu nad głową, a on sam ruszał na puszukiwania strefy -T, do której to strefy, jak bohater sądził, wiodła droga zaczynająca się na 30 st/140-150 st/10-90 st/5.

21 stycznia 2008

Izabela Szylko. Madonna z hiacyntem.

Znany aktor, Jacek Jarecki, dzięki amnestii, wychodzi po dziesięciu latach z więzienia. Był tam, bo zamordował swoją kochankę. On jednak twierdzi inaczej i po odzyskaniu wolności namawia byłą prokurator, kasztanowłosą Małgorzatę, by wznowiła śledztwo i udowodniła jego niewinność.

- Poznała pani tego Jareckiego?
Małgorzata dyskretnie spojrzała na mężczyznę w pokoju obok. Trudno go było nie poznać. Każde dziecko wiedziało kim jest Jacek Jarecki. W każdą środę po południu w programie pierwszym TVP walczył o życie swoich pacjentów jako doktor Zenon, a w soboty o dwudziestej w programie drugim rozprawiał się z nieuczciwymi wspólnikami jako gangster Kaszana. Jego twarz zachęcała do zakupu artykułów pierwszej potrzeby z co drugiego bilbordu, a kiedy pojawiał się na ulicy, podekscytowane nastolatki piszczały.


Lekko, dobrze i śmiesznie napisane. Mam nadzieję, że autorka nie poprzestanie na jednej powieści.

Cała Polska śpiewa pieśń, mistrzem Polski GKS












Zdjęcie wlepki skopiowałam ze strony GKS-u.

Tatiana Polakowa. Smak lodowego pocałunku.

Nie wiem skąd się to bierze, ale w Rosji kryminały piszą kobiety, a głównymi bohaterami owych kryminałów, dzielnymi odkrywcami tajemnic, są również kobiety.

Polakowa jest reklamowana na okładce jako najpopularniejsza rosyjska autorka powieści kryminalnych. Cóż...

Olga Riazancewa jest, zdaje się, kimś z tajemnych służb, komu nakazuję się współpracę z policją, gdy jest się przekonanym, że owa policja nie jest w stanie poradzić sobie z zadaniem. Olga jest w stanie. To, że zdarza się jej upić do nieprzytomności, to, że z szefem łączą ją dość pogmatwane stosunki (ni to ojciec, ni to kochanek, ni to Cerber) i to, że generalnie sypia chętnie z duża gromadą śledczych nie specjalnie dopełna obraz szanowanej agentki.

Mam wrażenie, że Polakowa, to mizerne popłuczyny po Marininie.

Olga Tokarczuk. Bieguni.

Czekałam na tę książkę zwabiona recenzjami. Znalazlam kilka przemawiających do mnie fragmentów, ale nie mogę powiedzieć, bym książką się zaczytywała - bardziej kartkowałam strony w poszukiwaniu frazy przykuwałącej wzrok.

Nie byli prawdziwymi podróżnikami, bo wyjeżdzali po to, by wrócić.

Każdy kto kiedykolwiek próbował pisać powieści, wie, jakie to ciężkie zajęcie, to niewątpliwie jeden z najgorszych rodzajów samozatrudnienia. Trzeba cały czas pozostawać w sobie, w jednoosobowej celi, w całkowitej samotności. To kontrolowana psychoza, paranoja z obsesją zaprzęgnięte do pracy.

Nauczyłam się pisać w pociągach, hotelach i poczekalniach. Na rozkładanych stolikach samolotów. Notuję w czasie obiadu pod stołem albo w toalecie. Piszę w muzeum na schodach, w kawiarniach, w zaparkowanym na poboczu samochodzie. Zapisuję na skrawkach papieru, w notesach, na pocztówkach, na skórze dloni, na serwetkach, na marginesach książek.

Jeszcze jeden fragment jest tu.




20 stycznia 2008

W jaskini hazardu...





















W Gliwicach jest NOT PUB. Ulicy nie pamiętam, ale jeśli ktoś szedłby od strony dworca to musi minąć rynek i pójść prosto po jego prawej krawędzi przecinając jeszcze uliczkę lub dwie. Podejrzewam, że mieszkańcy miasta zapytani o to, gdzie mieści się stara siedziba Naczelnej Organizacji Technicznej, bez wahania wskażą miejsce.

W pubie są stoły do bilarda (poola), piłkarzyki, dart, jakieś inne świecące maszynerie i są dwie rozrywki, na które trudno byłoby trafić gdziekolwiek.
Jest stół do snookera i jest symulator golfa (podobno jedyny na Śląsku).
Ceny za godzinę:
- bilard 11-13 zł,
- snooker 15 zł,
- golf 55 zł.
P.S. Na zdjęciach ze stołem jest stół do snookera.


Erick-Emmanuel Schmitt. Przypadek Adolfa H.

Autor opisuje dwa życiorysy Hitlera. Jeden, który świetnie znamy z historii, drugi opierający się na tym, że Adolf dostaje się na Akademię Sztuk Pięknych i zostaje uznanym malarzem.
Od połowy książki czytałam tylko popychana ciekawością; intrygowało mnie do jakich konkluzji zawiodą autora jego opowieści.

*   *   *
W czasie, gdy zabieralam sie za czytanie Schmitta Marta Fox poddała w wątpliwość uczciwość jego pisania. Można o tym przeczytać tu.