22 sierpnia 2011

Agnieszka Krawczyk. Morderstwo niedoskonałe.


Wydane przez
Wydawnictwo SOL

Akcja najnowszej powieści Agnieszki Krawczyk toczy się w wydawnictwie, które - zgodnie z wolą prezesa - ma przede wszystkim robić pieniądze i by to osiągnąć, publikuje literaturę najróżniejszą, rzecz by można - przypadkową.

Jeden z nadesłanych rękopisów, stanowiący gniot wyjątkowy, okazuje się być tekstem dofinansowywanym przez ministerstwo kultury, a co za tym idzie - ma darmową reklamę. Zelektryzowany tymi faktami prezes nakazuje redakcji opracować książkę, skontaktować się z autorem i wydać ją jak najszybciej. Kłopoty zaczynają się już podczas próby wypełnienia pierwszego z poleceń szefa - książka pana Kusibaba została z racji swoich mizernych wartości literackich przepuszczona przez niszczarkę, a kontakt z autorem jest wyraźnie utrudniony.

Dalej jest ciekawiej, weselej, a rozmowy na temat przydatności nadsyłanych do wydawnictwa rękopisów mogą wzbudzić wiele cennych refleksji i uśmiechów. Dodatkowego smaku całości dodają fragmenty będące cytatami z prasy, a w książce prezentowane jako zbiór wydarzeń gromadzonych w ramach "Encyklopedii absurdów Adeli".

W ramach dalekich skojarzeń przemknęła przez myśl atmosfera panująca w biurze projektów, w którym pracował Lesio Joanny Chmielewskiej. Wydawnictwo, w którym Adela, Mareczek, Marta i Mizera zawiązują tajną grupę Zemsta shitu stanowi klasę samo dla siebie, a klimat w jakim bohaterowie powieści oddają się pracy twórczej zdecydowanie przypadł mi do gustu.

Agnieszka Krawczyk, którą poznałam dzięki "Magicznemu miejscu" ucieszyła mnie tym, że "Morderstwo niedoskonałe" osadziła w redakcji wydawnictwa. Idę jeszcze trochę pośmiać się nad wyjątkowo trafnymi obserwacjami, a Wam - ku zachęcie - przedstawiam fragmenty:

Wydawnictwo otrzymywało tygodniowo ze 30 maszynopisów pocztą i przez Internet. Większość z nich nie nadawała się kompletnie do niczego. Jeżeli autor dołączył kopertę ze znaczkiem, odsyłało mu się arcydzieło w te pędy, jeśli nic nie dołączył - przepuszczało przez archiwizator (czytaj: niszczarkę). [s. 29]

Była to jednak z najdziwniejszych grup, z jaką przyszło mu pracować. Pięć ciągle głodnych osób - bo na diecie - które kłóciły się ze sobą do upadłego. Każda z nich była wyznawcą i propagatorem innej diety: fasolowej, kapuścianej, węglowodanowej, białkowej i jeszcze jakiejś, być może polegającej na wchłanianiu jedynie światła słonecznego, bo Marek - mimo wielkiego wysiłku - nie był w stanie zrozumieć, o co w niej chodzi. [s. 68]

7 komentarzy:

cyrysia pisze...

Już drugą recenzje czytam tejże książki i zdążyła ona zaczepić się w moim umyśle. Chętnie więc poznam twórczość pani Agnieszki.

Maya pisze...

Zamieszczone przez Ciebie fragmenty skutecznie mnie przekonały :D!

Evita pisze...

To już druga dziś pozytywna recenzja tej książki jaką czytam :) Czyli coś jest na rzeczy, i książkę trzeba zdobyć:)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Cyrysia,
:-)

Maya,
cieszę się:-)

Evita,
:-)

monotema pisze...

Namolnie kojarzy mi się tytuł z cyklem niedoskonałości Nepomuckiej. Nie kocham pani Krawczyk. Chyba chce błyszczeć za wszelką cenę, niestety...

jolinka pisze...

Szczerze mówiąc to kochana monotemo z książkami jest tak jak w tym przysłowiu i miłości.Jeden kocha córkę,a drugi teściową.ja czytałam poprzednie książki pani Krawczyk i bawiłam się czytając cudownie.Nawet tera na wspomnienie Magicznego miejsca,mimowolnie chce mi się śmiać.Tej nowości jeszcze nie miałm okazji czytać,ale już się na nią cieszę!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Monotema,
nie mam skojarzeń z Niepomucką. Hm, to śmiała teza, ta o błyszczeniu... Wyjaśnisz coś więcej?

Jolinko,
nie znam pierwszej książki - też dobra?