Przejdź do głównej zawartości

Agnieszka Krawczyk. Morderstwo niedoskonałe.


Wydane przez
Wydawnictwo SOL

Akcja najnowszej powieści Agnieszki Krawczyk toczy się w wydawnictwie, które - zgodnie z wolą prezesa - ma przede wszystkim robić pieniądze i by to osiągnąć, publikuje literaturę najróżniejszą, rzecz by można - przypadkową.

Jeden z nadesłanych rękopisów, stanowiący gniot wyjątkowy, okazuje się być tekstem dofinansowywanym przez ministerstwo kultury, a co za tym idzie - ma darmową reklamę. Zelektryzowany tymi faktami prezes nakazuje redakcji opracować książkę, skontaktować się z autorem i wydać ją jak najszybciej. Kłopoty zaczynają się już podczas próby wypełnienia pierwszego z poleceń szefa - książka pana Kusibaba została z racji swoich mizernych wartości literackich przepuszczona przez niszczarkę, a kontakt z autorem jest wyraźnie utrudniony.

Dalej jest ciekawiej, weselej, a rozmowy na temat przydatności nadsyłanych do wydawnictwa rękopisów mogą wzbudzić wiele cennych refleksji i uśmiechów. Dodatkowego smaku całości dodają fragmenty będące cytatami z prasy, a w książce prezentowane jako zbiór wydarzeń gromadzonych w ramach "Encyklopedii absurdów Adeli".

W ramach dalekich skojarzeń przemknęła przez myśl atmosfera panująca w biurze projektów, w którym pracował Lesio Joanny Chmielewskiej. Wydawnictwo, w którym Adela, Mareczek, Marta i Mizera zawiązują tajną grupę Zemsta shitu stanowi klasę samo dla siebie, a klimat w jakim bohaterowie powieści oddają się pracy twórczej zdecydowanie przypadł mi do gustu.

Agnieszka Krawczyk, którą poznałam dzięki "Magicznemu miejscu" ucieszyła mnie tym, że "Morderstwo niedoskonałe" osadziła w redakcji wydawnictwa. Idę jeszcze trochę pośmiać się nad wyjątkowo trafnymi obserwacjami, a Wam - ku zachęcie - przedstawiam fragmenty:

Wydawnictwo otrzymywało tygodniowo ze 30 maszynopisów pocztą i przez Internet. Większość z nich nie nadawała się kompletnie do niczego. Jeżeli autor dołączył kopertę ze znaczkiem, odsyłało mu się arcydzieło w te pędy, jeśli nic nie dołączył - przepuszczało przez archiwizator (czytaj: niszczarkę). [s. 29]

Była to jednak z najdziwniejszych grup, z jaką przyszło mu pracować. Pięć ciągle głodnych osób - bo na diecie - które kłóciły się ze sobą do upadłego. Każda z nich była wyznawcą i propagatorem innej diety: fasolowej, kapuścianej, węglowodanowej, białkowej i jeszcze jakiejś, być może polegającej na wchłanianiu jedynie światła słonecznego, bo Marek - mimo wielkiego wysiłku - nie był w stanie zrozumieć, o co w niej chodzi. [s. 68]

Komentarze

Cyrysia pisze…
Już drugą recenzje czytam tejże książki i zdążyła ona zaczepić się w moim umyśle. Chętnie więc poznam twórczość pani Agnieszki.
Maja Sieńkowska pisze…
Zamieszczone przez Ciebie fragmenty skutecznie mnie przekonały :D!
Evita pisze…
To już druga dziś pozytywna recenzja tej książki jaką czytam :) Czyli coś jest na rzeczy, i książkę trzeba zdobyć:)
Monika Badowska pisze…
Cyrysia,
:-)

Maya,
cieszę się:-)

Evita,
:-)
monotema pisze…
Namolnie kojarzy mi się tytuł z cyklem niedoskonałości Nepomuckiej. Nie kocham pani Krawczyk. Chyba chce błyszczeć za wszelką cenę, niestety...
Anonimowy pisze…
Szczerze mówiąc to kochana monotemo z książkami jest tak jak w tym przysłowiu i miłości.Jeden kocha córkę,a drugi teściową.ja czytałam poprzednie książki pani Krawczyk i bawiłam się czytając cudownie.Nawet tera na wspomnienie Magicznego miejsca,mimowolnie chce mi się śmiać.Tej nowości jeszcze nie miałm okazji czytać,ale już się na nią cieszę!
Monika Badowska pisze…
Monotema,
nie mam skojarzeń z Niepomucką. Hm, to śmiała teza, ta o błyszczeniu... Wyjaśnisz coś więcej?

Jolinko,
nie znam pierwszej książki - też dobra?

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...