27 lipca 2009

Monika Szwaja. Gosposia prawie do wszystkiego.


Wydane przez

Wydawnictwo SOL

Maria Strachocińska, mogłaby być obiektem zazdrości. Ma cudowne mieszkanie w loftach w Żyrardowie, męża adwokata, żadnych obowiązków poza troską o domowe ognisko. No i ambicje na doktorat z literatury, podbudowane trzeźwą oceną swoich umiejętności i możliwości intelektualnych. I tylko z jednego powodu nie powinno się jej zazdrościć - jej życie przypomina złotą klatkę. Mąż na wieść, że Maria chce wrócić na uczelnię wyraża sprzeciw i czyni to na tyle energicznie, że kobieta trafia na tygodniową obserwację szpitalną ze wstrząśnieniem mózgu.

Maria ucieka z domowego piekiełka i w mieście sobie dotychczas nieznanym zaczyna nowe życie jako gospodyni domowa do wynajęcia. Wzorem bohaterki "Czwarta pięćdziesiąt z Pddington" pojawia się w wybranym przez siebie domu na miesiąc (góra sześć tygodni) i znika podejmując pracę u kogoś innego. Jest droga i warta każdej złotówki jaką jej pracodawcy na nią wydają. Jednak, czy życie gospodyni jest lepsze od życia doktora literatury? 

W najnowszej powieści Pani Moniki jest chwilami zabawnie, ale i mocno emocjonalnie. Co więcej - temat jaki autorka realizuje jest zawsze aktualny i ważny; wszak nie tylko w rodzinach z marginesu społecznego zdarza się przemoc. Sposób w jaki bohaterka radzi sobie z dopiero co odkrytym "ja" własnego męża może wydawać się zbyt definitywnym, ale czyż nie okazuje się być najlepszym?

Nie bez znaczenia dla odbioru powieści jest też miła atmosfera panująca na jej kartach (no, nie w chwili kłótni Marii z mężem) - Szczecin przygarnia bohaterkę z całego serca, podobnie jak czynią to ludzie, których Maria spotyka w tymże mieście. 

To powieść z optymistycznym wydźwiękiem - polecam:)

13 komentarzy:

Joanna Gołaszewska (kalio) pisze...

Szwaja wszystkie książki pisze w optymistycznym duchu. Lubiłam ją do ostatniej- Zatoka Trujących Jabłuszek czy jakoś tak. Tam przesadziła a kolokwializmami, co mnie drażniło. Ale oczywiście tę też zamierzam przeczytać, bo w gruncie rzeczy lubię Szwaję. Mimo wszystko:)
Czekam, aż kupią do mojej biblioteki.

Joanna Gołaszewska (kalio) pisze...

Zastanawiam się, dlaczego u Ciebie nie wyskoczyło zdjęcie. Wiesz może? Przecież się zalogowałam...

Joanna Gołaszewska (kalio) pisze...

Przepraszam za notłok komentarzy w dniu dzisiejszym, ale chyba się domyśliłam- tu chodzi o Twoje ustawienia. Nie mam więcej pytań:)))

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kalio,
mam wrażenie, że ta ksiązka jest inna od "Zatoki...". A co d zdjęcia - to tak, pewnie chodzi o ustawienia:)

Karolina.ja pisze...

Podoba mi się okładka. A temat ostatnio się chyba modny zrobił. Może dobrze.

A nie na temat to ciekawa jestem co myślisz o tym: http://stara-szafa.blogspot.com/2009/07/czasem-przyplacze-sie-taki-pomys-i-nie.html

jj-jj pisze...

Jak akcja dzieje się w Szczecinie, to muszę przeczytać, w końcu to moje miasto :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Karolino,
pomysł mi się podoba. Tylko kto weźmie na siebie obowiązki spinania całości? Myślę o tym od chwili, gdy powiesiłaś wpis i na razie to mnie nurtuje. Trzeba by albo zrobić bloga na dogadywanie się albo korzystać z dokumentów googla, żebyśmy wszyscy mieli wgląd w to, co się dzieje. Jak widzisz - ja już skupiam się na konkretach;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

JJ-JJ,
autorka pochodzi ze Szczecina, pracowała tam chyba w TV:) A portret miasta kreśli z dużą czułością:)

Karolina.ja pisze...

Prowincjonalna nauczycielko: ja na razie byłam ciekawa ile będzie osób chętnych: a wynalazki typu fora, listy dyskusyjne i dokumenty google na pewno się do tego przydadzą. A to kto będzie chciał czuwać nad całością - myślę, że to będzie największy problem.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Karolino,
powiesiłam ten sam komentarz u Ciebie;)
Ech, a mnie się zamarzył numer na rozpoczęcie roku szkolnego, stąd te konkrety:)

Karolina.ja pisze...

:) Ja myślałam raczej o późniejszym terminie.

Katarzyna pisze...

Od jakiegoś czasu chciałam się zapoznać z twórczością Szwaji, kiedy została wydana książka pod intrygującym tytułem "Klub mało używanych dziewic" - widać, że autorka ma poczucie humoru :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Katarzyno,
przyznam, że sięgnęłam po książki tej autorki dopiero na wieść o spotkaniu z nią w nieodległej bibliotece. I teraz - już po spotkaniu, na którym zrobiła na mnie czarujące wrażenie - podczytuję coś od czasu, do czasu:)