Przejdź do głównej zawartości

Monika Szwaja. Gosposia prawie do wszystkiego.


Wydane przez

Wydawnictwo SOL

Maria Strachocińska, mogłaby być obiektem zazdrości. Ma cudowne mieszkanie w loftach w Żyrardowie, męża adwokata, żadnych obowiązków poza troską o domowe ognisko. No i ambicje na doktorat z literatury, podbudowane trzeźwą oceną swoich umiejętności i możliwości intelektualnych. I tylko z jednego powodu nie powinno się jej zazdrościć - jej życie przypomina złotą klatkę. Mąż na wieść, że Maria chce wrócić na uczelnię wyraża sprzeciw i czyni to na tyle energicznie, że kobieta trafia na tygodniową obserwację szpitalną ze wstrząśnieniem mózgu.

Maria ucieka z domowego piekiełka i w mieście sobie dotychczas nieznanym zaczyna nowe życie jako gospodyni domowa do wynajęcia. Wzorem bohaterki "Czwarta pięćdziesiąt z Pddington" pojawia się w wybranym przez siebie domu na miesiąc (góra sześć tygodni) i znika podejmując pracę u kogoś innego. Jest droga i warta każdej złotówki jaką jej pracodawcy na nią wydają. Jednak, czy życie gospodyni jest lepsze od życia doktora literatury? 

W najnowszej powieści Pani Moniki jest chwilami zabawnie, ale i mocno emocjonalnie. Co więcej - temat jaki autorka realizuje jest zawsze aktualny i ważny; wszak nie tylko w rodzinach z marginesu społecznego zdarza się przemoc. Sposób w jaki bohaterka radzi sobie z dopiero co odkrytym "ja" własnego męża może wydawać się zbyt definitywnym, ale czyż nie okazuje się być najlepszym?

Nie bez znaczenia dla odbioru powieści jest też miła atmosfera panująca na jej kartach (no, nie w chwili kłótni Marii z mężem) - Szczecin przygarnia bohaterkę z całego serca, podobnie jak czynią to ludzie, których Maria spotyka w tymże mieście. 

To powieść z optymistycznym wydźwiękiem - polecam:)

Komentarze

Szwaja wszystkie książki pisze w optymistycznym duchu. Lubiłam ją do ostatniej- Zatoka Trujących Jabłuszek czy jakoś tak. Tam przesadziła a kolokwializmami, co mnie drażniło. Ale oczywiście tę też zamierzam przeczytać, bo w gruncie rzeczy lubię Szwaję. Mimo wszystko:)
Czekam, aż kupią do mojej biblioteki.
Zastanawiam się, dlaczego u Ciebie nie wyskoczyło zdjęcie. Wiesz może? Przecież się zalogowałam...
Przepraszam za notłok komentarzy w dniu dzisiejszym, ale chyba się domyśliłam- tu chodzi o Twoje ustawienia. Nie mam więcej pytań:)))
Monika Badowska pisze…
Kalio,
mam wrażenie, że ta ksiązka jest inna od "Zatoki...". A co d zdjęcia - to tak, pewnie chodzi o ustawienia:)
Karolina.ja pisze…
Podoba mi się okładka. A temat ostatnio się chyba modny zrobił. Może dobrze.

A nie na temat to ciekawa jestem co myślisz o tym: http://stara-szafa.blogspot.com/2009/07/czasem-przyplacze-sie-taki-pomys-i-nie.html
jj-jj pisze…
Jak akcja dzieje się w Szczecinie, to muszę przeczytać, w końcu to moje miasto :)
Monika Badowska pisze…
Karolino,
pomysł mi się podoba. Tylko kto weźmie na siebie obowiązki spinania całości? Myślę o tym od chwili, gdy powiesiłaś wpis i na razie to mnie nurtuje. Trzeba by albo zrobić bloga na dogadywanie się albo korzystać z dokumentów googla, żebyśmy wszyscy mieli wgląd w to, co się dzieje. Jak widzisz - ja już skupiam się na konkretach;)
Monika Badowska pisze…
JJ-JJ,
autorka pochodzi ze Szczecina, pracowała tam chyba w TV:) A portret miasta kreśli z dużą czułością:)
Karolina.ja pisze…
Prowincjonalna nauczycielko: ja na razie byłam ciekawa ile będzie osób chętnych: a wynalazki typu fora, listy dyskusyjne i dokumenty google na pewno się do tego przydadzą. A to kto będzie chciał czuwać nad całością - myślę, że to będzie największy problem.
Monika Badowska pisze…
Karolino,
powiesiłam ten sam komentarz u Ciebie;)
Ech, a mnie się zamarzył numer na rozpoczęcie roku szkolnego, stąd te konkrety:)
Karolina.ja pisze…
:) Ja myślałam raczej o późniejszym terminie.
ktrya pisze…
Od jakiegoś czasu chciałam się zapoznać z twórczością Szwaji, kiedy została wydana książka pod intrygującym tytułem "Klub mało używanych dziewic" - widać, że autorka ma poczucie humoru :)
Monika Badowska pisze…
Katarzyno,
przyznam, że sięgnęłam po książki tej autorki dopiero na wieść o spotkaniu z nią w nieodległej bibliotece. I teraz - już po spotkaniu, na którym zrobiła na mnie czarujące wrażenie - podczytuję coś od czasu, do czasu:)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...