16 maja 2011

WTK - podsumowując

Podsumowuję, bo zdaje się, że należałoby uporządkować wrażenia. Po pierwsze uświadamiam sobie, że im staranniej się przygotuję przed wyjazdem, im dokładniej próbuję opanować program, tym po Targach czuję się bardziej sfrustrowana, bo najczęściej nie dotrę nigdzie tam, gdzie - jak mi się wydaje w domowym zaciszu - bym chciała. Przykład? Niedzielna dyskusja o pisaniu na temat książek w Internecie, dyskusja, na którą bardzo chciałam iść, a o której, po trzech dniach spędzonych w pałacu, zapomniałam. Co gorsza - nie wiem, czy się odbyła i czy gdziekolwiek znajdę jakieś wnioski, ewentualnie zapis.

Po drugie -  w dobie zakupów internetowych środek ciężkości targów z książek przesuwa się na ludzi. Owszem książki są ważne, ale ważniejsi chyba okazują się być ich autorzy. Dostępność pisarzy i piszących celebrytów staje się magnesem i przyciąga na targi książki sporo osób - łowców autografów lub po prostu lubiących poobcować z gwiazdami.

Uświadamiam sobie, że najbardziej na Targach lubię być pierwszego dnia. To niezwykły dzień, bo lekko nerwowy (czy ktoś przyjdzie?), nasycony nadzieją, a jednocześnie najbardziej pusty i dzięki temu sprzyjający rozmowom toczącym się w niespiesznej, pełnej energii, atmosferze. W niedzielę już wszyscy są zmęczeni i poddenerwowani, a czas na rozmowy staje się mocno ograniczony.

Oczywiście - cieszę się, że byłam na WTK. Mimo, że nie było wielu znaczących wydawnictw, że widać było pewne, kłopotliwe, niedociągnięcia organizacyjne. Cieszyła mnie obecność antykwariuszy, świetna czerwona kanapa do rozmów z autorami, każda z przeprowadzonych rozmów. Na to, co złościło spuszczę zasłonę milczenia.

P.S. Zdjęcia.

4 komentarze:

izusr pisze...

Ale te niedociągnięcia zawsze były, są i będą. Przecież nie może nic być perfekcyjne ;). Ale ja widzę, że w Warszawie na Targach to przynajmniej sporo miejsca jest, jakaś przestrzeń, u nas na wrocławskich promocjach jest zawsze ścisk i duchota. Chociaż może to tylko na zdjęciach wydaje się, że było tak luźno? :>

Lady Aga pisze...

Ja jakoś wolałam "stare" targi - z większym rozmachem, lepsze wydawnictwa, specyficzna atmosefra, której w tym roku w ogóle nie było. No i Krzysztof Ibisz jako "pisarz" (mignął mi gdzieś po drodze) sprawił, że mi szczęka opadła. O tempora...

Ale generalnie świetnie się z moją sześciolatką bawiłam - gdybym byłą sama, pewnie wróciłabym rozczarowana;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Izusr,
zdjęcia robiłam kilka minut po 10 w czwartek. Później już było mocno ciasno, więc nawet nie próbowałam wyciągać aparatu.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Lady Aga,
jest nowa klasa "pisarzy" - celebryci;-) Dla dzieci atrakcji było mnóstwo - my z Helą zaczęłyśmy od chodzenia krok w krok za Dorą by później utknąć na stoisku wydawnictwa muzycznego, które prezentowało jako wabik różne instrumenty;-)