27 maja 2012

Niedzielnik nr 35

Niedziela powoli zbliża się ku końcowi, a ja - mimo, że rewelacyjnie odpoczęłam - czuję niedosyt wolniejszych chwil. Czytam, ale już brak mi zapału do pisania i choć wiem, że powinnam notować uciekające szybko myśli o czytanych książkach, nie zawsze mam na to chęć.

Od tygodnia mamy w domu małego kota. Jego obecność jest doskonałym pretekstem do tego, by po pracy usiąść wygodnie z książką i śpiącym na kolanach kotem. A przecież gdy Wojtuś śpi, to nie będę otwierała komputera i stukała w klawiaturę, prawda?

Ostatnio pozwoliłam sobie na przyjemność snucia się między bibliotecznymi regałami. Przyjemność tym większą, że trafiłam podczas spokojnego przeglądania półek na kilka tytułów, które obiecywałam sobie przeczytać, a o których zapomniałam.

Mam nadzieję, że dzisiejszym "niedzielnikiem" zrehabilituję się w Waszych oczach. Na nadchodzący tydzień życzę Wam dobrych książek i przyjemności czytania:-)

26 maja 2012

Zakaz ruszania i piętki

Odwiedziła nas dziś Z. przynosząc wielką pakę jedzenia dla Wojtusia. Kotek został wygłaskany i wyprzytulany. Kociątko zmęczone wrażeniami zasnęło, a gdy późnym popołudniem wstało i łobuzowało ile wlezie.


W międzyczasie podłożyłam go do Nusi ciekawa jej reakcji:







Powiedziała, że chętnie go wyliże, ale jak nie będzie się ruszał. Jak zaczynał - pacała go łapką ku uspokojeniu. Szkoda mi się Wojtka zrobiło i czym prędzej go zabrałam.

Później, na wyraźną prośbę Z., podjęłam próbę zrobienia zdjęcia kocim piętkom. Przy hasającym Wojtusiu nie było to łatwe, ale udało mi się:



Resztę popołudnia i wieczór Wojtek spędził śpiąc na mnie (teraz też śpi). Dołączyła do nas Gusia, więc było mi buro, miło i ciepło.

25 maja 2012

Kolejka, domek i goście

Wojciech błyskawicznie opanował wiedzę o tym, że jedzenie dostaje się w kuchni oraz że jedzenie pojawia się szybciej gdy patrzy bacznie na człowieka.


Dziś przyszła niecierpliwie oczekiwana paczka z zooplusa. Zdecydowaliśmy się na wypróbowanie nowego żwirku i zamówiliśmy suchą karmę, do której dołączano domek z kartonu w drapakiem. W zestawie powinny być elementy łączące ściany, ale poradziliśmy sobie i bez tego. Nusia prezentuje efekt.

O efektach żwirku napiszę za kilka dni - na razie wygląda dobrze.

Odwiedzili nas dziś K. i Z. Obydwoje, o czym doskonale wiemy, odwiedzili nas ze względu na Wojciecha. Z. widział już Wojtusia kilka razy, ale dla K. było to pierwsze spotkanie z naszym zwierzyńcem i nie dała rady ukryć, że szczególnie najmłodszy z kociej rodziny przypadł jej do serca. Wojtuś większość wizyty K. przespał na jej kolanach, a kiedy przestawał spać udawał, że jest delikatnym koteczkiem:-)

Jutro będziemy ważyć Wojtusia:-)

24 maja 2012

Małgorzata Strzałkowska. Wyliczanki z pustej szklanki.



Wydane przez
Wydawnictwo Bajka

 Wlazł zarazek pod obrazek
małpę pchnęła pchła
w drzwiach bakterie żrą baterie
a szczur w berka gra.
 
Pamiętacie czasy podwórkowych zabaw? Niezbędne wówczas były nam wyliczanki. Popularne słowa rozbrzmiewały wśród wielu dzieci, a z wyjazdów wakacyjnych, oprócz muszelek, zasuszonych kwiatków lub słonej wody w butelce, przywoziło się nowe wyliczanki, nieznane dotychczas na podwórku.

Obawiam się, że wyliczanki z czasów mojego dzieciństwa straciły dziś na popularności. Wierzę jednak, że są dzieci, które wciąż za element konieczny do dobrej zabawy uważają wyliczankę. Jeśli znacie takie dzieci koniecznie podsuńcie im propozycje zawarte w książce "Wyliczanki z pustej szklanki". Poczucie humoru Małgorzaty Sztrzałkowskiej uwielbiam i - jestem przekonana - nie jestem w tym uwielbieniu osamotniona. 

Najdziwniejsze zestawienie słów, bohaterowie wyliczanek zupełnie niecodzienni i doskonała melodyjność tekstu sprawiają, że "Wyliczanki z pustej szklanki" mają szanse rozlać się, jak Polska długa i szeroka, by wzbogacić dziecięce zabawy.

23 maja 2012

Same sukcesy:-)

Uwaga sukces! Wojtuś sam znalazł drogę do łazienki i wdrapał się do kuwety! Być może robiłby to i wcześniej, ale jako nadgorliwiec nosiłam go wątpiąc w jego zdolności akrobatyczne (kuwetę mamy krytą, dużą). A tu - niespodzianka:-)

Kociątko odkryło już że drapak ma budkę, w której dobrze się śpi, że można wspinać się po wersalce i biegać po stole przed Z., wie, że w porze posiłków lepiej być w kuchni. Wie także, że gdy sen kota morzy to kot, dal swojej wygody i świętego spokoju, powinien wejść do transporterka.

Najmilsze jest chyba jednak to, że Wojtuś reaguje na imię:-)

P.S. Na froncie Ciotki - Wojtuś lekko drgnęło; już nie syczą, ale też nie tulą i nie liżą.

Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak. Piękna i mądra bajka o troskach zająca Grajka.


Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Zając Grajek z bajki Ewy Kozyry-Pawlak i Pawła Pawlaka jest towarzyski i dba o to, by w jego towarzystwie wszyscy czuli się dobrze dzięki muzyce. Niestety - z innymi sprawami Grajek radzi sobie nieco gorzej. Gdy zrozpaczony szuka u przyjaciół porady na temat tego, co zrobić ze zniszczonym deszczem domkiem, słyszy rzeczy, na które z racji swojej zajęczej natury, nie jest w stanie się zdecydować. 

"Piękna i mądra bajka..." jest dokładnie taka, jaką zapowiada się w tytule. Przekonuje o sile przyjaźni, o tym, że dobrze mieć wokół siebie życzliwych.

P.S. Zając, który gra melodię w rogu kolejnych stron jest rewelacyjny.

22 maja 2012

Dorota Gellner. Wścibscy.


Wydane przez
Wydawnictwo Bajka

Urocza bajka! Rodzina Wścibskich notorycznie podglądająca i podsłuchująca wszystkich składa się z taty, cioci, babci, dziadka, wnuczka, wnuczki oraz niani, psa i kota.  Całe to towarzystwo jest żywotnie zainteresowane życiem innych i wiedzę o tym, co robią zdobywa śledząc na szczudłach, filmując, podsłuchując, podglądając przez lornetkę, lupę, dziurkę od klucza, a nawet wysyłając się w paczce i udając dziennikarkę.

Nadmierna ciekawość nie jest jednak mile widziana i choć Wścibscy nic sobie nie robią z oburzenia sąsiadów pewnego dnia i ono muszą podjąć decyzję o zaprzestaniu wściubiania nosa w nie swoje sprawy. Dlaczego? Przeczytajcie. A ja wracam nacieszyć się frazami Doroty Gellner.

21 maja 2012

Danuta Wawiłow. Wszędzie pachnie czekolada.


Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Wiersze Danuty Wawiłow są tak ważną częścią polskiej poezji, że aż niezręczne byłoby ich oceniania. Wiadomo, że są godne polecenia i już!

W najnowszym zbiorze "Wszędzie pachnie czekolada" znaleźć można dwadzieścia pięć wierszy. Niektóre z nich opisują świat dziecięcej magii przedstawiając parasol mówiący po parasolińsku, Rupaki, czy kota kochającego kąpiele. Inne oswajają dziecię strachy - ciemny pokój, tupiącego króla, smutne, zimowe drzewo, groźnego psa. Są też i takie, które pozwajają dzieciom zdobyć wiedzę o tym, jak mówić o uczuciach i pragnieniach.

Bardzo lubię wiersze Danuty Wawiłow. Towarzyszą mi od dzieciństwa, a teraz - dzięki dzieciństwo mojej siostrzenicy - mam okazję zachwycać się nimi na nowo.

P.S. Pracownikom wszelkich korporacji dedykuję wiersz "Szybko".

Wojciech, nasz nowy tymczas

Wiadomość o kociaku, który nie ma opanowanego samodzielnego jedzenia i liczy sobie około 3, 4 tygodni życia, dotarła do nas 19 maja późnym popołudniem. Kot trafił do schroniska w tym samym dniu, wyglądał zdrowo, był zadbany i wiadomo było, że albo zaraz w schroniskowej klatce podłapie jakiegoś wirusa, albo - nie jedząc samodzielnie - będzie jadł rzadziej niż inne koty. Zdecydowaliśmy się dość szybko i tak oto trafił do nas Wojtek:



Przyrost umiejętności u małego kota jest porażająco szybki. Gdy go przywieźliśmy, i jeszcze wczoraj rano, nie dostrzegał toczącej się obok piłki, nie znał ścieżek łączących poszczególne pokoje i na widok starszych kotek zamierał w bezruchu. Dzień wczorajszy zakończył ganiając za piłeczką, atakując taśmy pakowe, wspinając się po drabince drapaka i grasując po naszym łóżku. Do kotów też jest śmielszy.

Polubił kurczaka, ze smakiem ciamka gerberka z indyka, chłepcze wodę i czasami, niewielkie dawki mleka. Dziś próbował nawet zmierzyć się z suchym, ale mu zabrałam; to na razie pokarm tylko dla kotów dorosłych.

Zapomniałam już, że mały kot w domu, oznacza podrapane i pogryzione ręce. Dziś, podczas porannej zabawy, Wojtkowi udało się nawet ugryźć mnie w powiekę.

W poprzednią noc budził nas o 2 i o 5. Dziś, z wieczornej drzemki ocknął się koło 1, a gdy już ponownie zasnął to spał aż do 6. Pograsował trochę i znów śpi; z brzuchem do góry na moich kolanach.

Wojtek wkrótce będzie szukał domu stałego. Polecamy się Waszej pamięci:-)

20 maja 2012

Jolanta Kwiatkowska. Rozsypane wspomnienia.



Wydane przez
Wydawnictwo MG

Niektóre tajemnice mają to do siebie, że ich ukrywanie rzutuje na całe życie osób w nie zaangażowanych. Tak właśnie jest w historii Małgorzaty i Piotra, którzy, by ukryć rodzinną tajemnicę zmuszeni są do podejmowania decyzji trudnych i w konsekwencji - odmieniających całe ich życie.

Gosia i Piotrek znają się od dziecka. Ich uczucie wrastało wraz z nimi, dojrzewało, by w końcu z młodzieńczego zauroczenia stać się dojrzałą miłością. Małżeństwo bohaterów książki przeżywa dobre i nieco słabsze chwile, ale małżonkowie cenią swoją obecność i cieszą się  owocem swojej miłości, córką Kasią. Niestety, szczęściu rodziny zagraża piętno choroby psychicznej; mama Małgorzaty chorowała i wydaje się, że jej wnuczka zachowuje się w inny, niż pozostałe dzieci, sposób.

Fabuła powieści skupia się na trzech ważnych elementach: wspomnianej już tajemnicy, której utrzymanie determinuje życie małżeństwa, wczesnego macierzyństwa i choroby psychicznej. Każdy z tych problemów jest bardzo istny, dogłębnie opisany, ale mam wrażenie, że pierwszy dominując w narracji przysłania tematy bardzo istotne i wciąż aktualne.

"Rozsypane wspomnienia" Jolanty Kwiatkowskiej to powieść, która wzrusza, zmusza do namysłu nad swoim życie, zachęca do tego, by docenić to, co się ma.

Ludwik Cichy. Kolorowe rymowanki.


Wydane przez
Wydawnictwo Wilga

Są wyliczanki nowe i są też te, które znamy z dzieciństwa. Autor zbioru "Kolorowe rymowanki"  postanowili przypomnieć wierszyki dawniejsze, te doskonale nam znane, ale chyba niezbyt dobrze opanowane przez najmłodsze pokolenie. Znajdziemy tu zatem wyliczankę o raku nieboraku, o aniołkach piszących do siebie listy, o Pixie i Dixi, czy o babie siejącej mak.

Wiem, że "kolorowa" seria bardzo podoba się mojej siostrzenicy. Sądząc po niej - książka Ludwika Cichego przypadnie do gustu młodszym dzieciom.

Urodziny Nusi

Oczywiście nie wiemy dokładnie kiedy są. Ale skoro do naszego domu trafiła 11 czerwca 2008 roku, a wówczas miała około3-4 tygodni, to postanowiliśmy świętować dziś. 
Zadziornie wygląda, prawda? 

Minęły już cztery lata wspólnego życia, a mnie wciąż się wydaje, że to tak niedawno Nuśka była maluteńkim kocim dzieckiem, któremu groziło uśpienie, a później usunięcie oka. Dziś kocica jest zdrową, dużą (no, przyznaję - nieco za dużą) przedstawicielką kociego rodu, w której obecności mamy mnóstwo satysfakcji.

*   *   *

W piątek odwiedziliśmy Doktora, by pokazać mu Nusiowe ślepko. Okazuje się, że naczynia wrastają w rogówkę i konieczna jest intensywna kuracja. No i od piątku aplikujemy Nuśce maść, co nie wywołuje u niej euforii. Potrzymacie kciuki za kocie oko? :-)

19 maja 2012

Moskwa Noir. Pod redakcją Natalii Smirnowej, Julii Goumen.


Wydane przez 
Wydawnictwo Claroscuro

W dużą radością powitałam powstanie serii "Noir", a szczególnie książkę, która ową serię zaczyna, czyli tom przedstawiający historie moskiewskie.

Książka podzielona jest na cztery rozdziały: "Zbrodnia i kara", "Martwe dusze", "Ojcowie i dzieci", "Wojna i pokój". W dwóch pierwszych rozdziałach zamieszczono po cztery opowiadania, w dwóch kolejnych - po trzy. Opowiadania zlokalizowane są w kolejnych dzielnicach Moskwy, a Autorki antologii przyznają, że zależało im na tym, by pokazać drugą stronę bogatego, kolorowego miasta; stronę mroczną, groźną i niekoniecznie tę, przez którą wiodą turystyczna szlaki.

Prospekt Leningradzki, Czyste Prudy, Nowy Arbat, czy Łubianka są świadkami wydarzeń krwawych, budzących grozę. Czytając opowiadania zebrane pod wspólnym tytułem Moskwa Noir miałam nadzieję, że to, o czym czytam jest jedynie fikcją. Nadzieja owa była jednak podszyta zwątpieniem, bo choć - i to też wiem od Autorek antologii - to Sankt Petersburg kojarzony jest poprzez twórczość Dostojewskiego i Gogola bardziej z mrocznymi klimatami - mnie w ten sposób kojarzyła się także Moskwa.

Trudno przedzierać się przez mrok. Trudno różnicuje się w mroku poszczególne elementy otaczającego nas świata. Mrok zasłania i jednocześnie odkrywa to, co w blasku dnia niewidoczne. Moskiewski mrok też jest trudny, bo wciąż podczas lektury poszukiwałam promienia słońca... Taka specyfika z pewnością znajdzie miłośników, a ja, choć musiałam czasami robić przerwy w lekturze, czekam na kolejne dwie książki wydane w serii Meksyk Noir i Barcelona Noir.

Natalia Usenko. Idealny dzień.


Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Ważne jak się skończy dzień, nieważne jak się zacznie. Prawda, że mądre? Tym bardziej, ze w tytułowym wierszu dzień rozpoczyna się mniej szczęśliwie niż chciałaby tego bohaterka.

Pozostałe zgromadzone w tomie "Idealny dzień" wiersze Natalii Usenko wiodą młodych czytelników przez przedziwne historie, przedstawiają im fascynujące postacie i zdumiewające zdarzenia. Olbrzym z jednym okiem, yeti, niewidzialny źrebaczek czy koza, której wydaje się, że w miejscach jej nieznanych trwa jest znacznie lepsza niż tu, gdzie się pożywia. To tylko niektóre z bogatej galerii postaci stworzonej przez Natalię Usenko. Autorka portretuje także różne potrawy, którym - dzięki jej słowom - przybywa znaczenia. 

Lubię sposób w jaki pisze Natalia Usenko. Cenię sobie jej humor i formułę poetycką. Mam nadzieję, że podzielacie lub podzielicie po lekturze moją sympatię. 

18 maja 2012

Delphine Durand. Mój Dom.

Wydane przez
Wydawnictwo Entliczek

"Mój dom" to książka, do której trzeba zajrzeć więcej niż jeden raz by docenić jej przekaz, urodę i humor. Pozornie (i po pierwszym z nią spotkaniu) można poczuć się zdezorientowanym  wielością szczegółów, postaci, rodzajów grafiki. Każda jednak kolejna lektura odsłoni przed Wami nowe, zaskakująco świeży sposób na określenie tego czym i jaki może być dom.

Szczególnie zachwyciło mnie w tym przedziwnym domu istnienie miejsca, w którym chowa się wszystko "co to nie wiadomo, gdzie na razie wsadzić". Tu Autorka popuściła wodze wyobraźni tworząc fascynujące kategorie pomysłów, rzeczy, idei.

Bogata galeria postaci i wyrafinowany, abstrakcyjny humor z pewnością przypadnie go gustu dzieciom. Także tym nieco starszym :-)

17 maja 2012

Wołanie o...

Sisi od wczoraj zintensyfikowała swoje działania zmierzające go tego, by nie pozwolić nam spać. Co gorsza - dziś udało jej się wybiec na korytarz, gdy wracaliśmy do domu. Przebiegła się aż do samego końca długiego korytarza, zakwiczała radośnie i dała się wziąć na ręce. Czas jakiś później zaczęła się domagać wypuszczenia na korytarz. Zawodziła stojąc pod drzwiami, skakała na klamkę raz za razem i nader chętnie porzucała ów proceder, gdy tylko zaczynałam się z nią bawić. 

Po około 2 godzinach ułożyła się do spania. Ciekawe, o której nas obudzi...

Brandon Mull. Baśniobór. Plaga cieni.


Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Z dużą przyjemnością wróciłam do Baśnioboru, choć przyjemność owa wynikała nie tyle z wydarzeń opisywanych w powieści, a samego spotkania z pozą Mulla i jej bohaterami. Dlaczego nie radowała mnie fabuła?

w Baśnioborze dzieje się tak źle jak nigdy wcześniej. Pewne, dotychczas pokojowo nastawione postacie, zmieniają swój sposób bycia, stając się krwiożerczymi, agresywnymi stworami. Zaczyna się od najmniejszych mieszkańców rezerwatu i rozpowszechnia coraz bardziej. Nikt, nawet dziadek Kendry i Setha, nie wie jak poradzić sobie z plagą. Co gorsza - musiał pozwolić dziewczynce opuścić Baśniobór i uczestniczyć w tajemniczym spotkaniu oraz jeszcze bardziej tajemniczej wyprawie.

Brandon Mull w interesujący sposób pokazał emocje bohaterów i to jak reagują w sytuacji, w której rozwiązanie nie istnieje lub nikt go nie zna. Ważnym elementem wydarzeń w "Pladze cieni" jest także aura nieufności, która powoli ogarnia bohaterów; nie będąc pewnie tożsamości przywódcy mają również wątpliwości co do jego lojalności. Mam także wrażenie, że Seth - dotychczas będący jedynie źródłem kłopotów - nieco zmądrzał. Sięga po pamiętniki, przyznaje się do wykroczenia, by powiedzieć o niepokojących obserwacjach, zaczyna zwracać uwagę na innych i dostrzegać to, że od konsekwencji jego czynów zależni są najbliżsi i mieszkańcy rezerwatu.

Czytanie "Baśnioboru" przenosi mnie w ów magiczny świat rezerwatu. Czuję niepokój Kendry, odwagę podszytą brawurą Setha, lęki dziadków rodzeństwa. Smok napawa mnie przerażeniem, mieszkańcy lasu wydają się niepokojąco bliscy, a moc tkwiąca w Kendrze prowokuje do tego, by marzyć o sile, którą można przysłużyć się dobru.

Oczywiście - nie zdradzę zakończenia historii opowiadanej przez Brandona Mulla. Życzę Wam jednak, abyście emocjonowali się lekturą, abyście dostrzegli w niej także "drugie dno", to, które mówi o naszej walce z plagami cienia.

P.S. Część 1, część 2.

16 maja 2012

Justyna Szymańska. Nie ma innej opcji.


Wydane przez
Wydawnictwo Prozami


"Nie ma innej opcji!" to książka spójna, dobrze napisana, z bohaterkami pełnymi życia i wyrazistymi. To książka dla kobiet; właśnie dla "kobiet", a nie "kobiet po pięćdziesiątce", "kobiet-singli", "młodych kobiet" - każda z nas znajdzie w tej książce coś dla siebie lub nawet kawałek siebie, swoich doświadczeń.

Przeplatanie różnych historii robi tej książce dobrze; pobudza ciekawość i sprawia, że kibicujemy Alinie, Monice, Jolce. Podczas Targów miałam przyjemność zamienić z Autorką kilka słów i dopytać ją o to, którą z bohaterek tworzyło się jej najtrudniej. Okazało się, że największym wyzwaniem była Monika - kobieta, która uczy innych jak być w związku będąc singlem.

Mogłabym pisać same dobre rzeczy, bo historie opisane w "Nie ma innej opcji!" bardzo mi się podobały. Myślę jednak, że właściwsze będzie zaproszenie Was do lektury najnowszej powieści Justyny Szymańskiej.

P.S. Pani Justyna ma piękny charakter pisma:

Joanna Chmielewska. Las Pafnucego.

Wydane przez
Wydawnictwo Kobra Media

"Las Pafnucego" to historia grupy zwierząt zamieszkującej las, ich wzajemnych relacji oraz relacji ludzi i zwierząt. Kontynuując "Pafnucego" Joanna Chmielewska zapełniła las niedźwiedzia zwierzętami uciekającymi z lasu spalonego i dała tym samym szansę na powstanie nowych rodzin, w tym niedźwiedziej. Pafnucy miał Balbinę i to z nią eksplorował las, odpowiadał na niezliczone, wścibskie, pytania wydry Marianny, wędrował do leśniczego i siedzib innych ludzi. 

Choć to Pafnucy jest tytułowym bohaterem w tej książce aż iskrzy się od zwierzęcych osobowości, barwnych postaci, przezabawnych sytuacji i zdarzeń, które choć groźne, sprawiają, że wspólna praca mieszkańców lasu stanowi o dobrym zakończeniu.

Do przeczytania. Koniecznie przeczytać powinni "Las Pafnucego" ci, którzy lubią zwierzęta, ciętą ironię Joanny Chmielewskiej i w głębi duszy są dziećmi.

15 maja 2012

Grzegorz Kozera. Droga do Tarvisio.


Wydane przez
Wydawnictwo Dobra Literatura


Książka zaskoczyła mnie wiekiem bohatera. Spodziewałam się młodzieńca 20-25 letniego, który wobec odrzuconej miłości wyrusza w podróż ku zapomnieniu, który w kolejnych odwiedzanych miastach będzie robił wszystko, by zapomnieć o gardzącej jego uczuciem kobiecie. To, że bohater jest w wieku średnim, stanowi przyjemne zaskoczenie i pozwala spojrzeć na jego sytuację w szerszym, niż widoczny na pierwszy rzut oka, kontekście.

Wędrówka przez miejsca dotychczas nieznane, a nawet jeśli znane, to nigdy nie odwiedzone z ukochaną, po rozstaniu z Mat stają się dla bohatera swoistą pielgrzymką. Są chwile wspomnień o wspólnym szczęściu, cierpień jakie ponosić musi mężczyzna i to nie tylko cierpień wynikającym z ograniczeń fizyczności bohatera, przypadkowe spotkania, zachwyty odczuwane wobec zetknięcia się ze Sztuką, tworzą obraz tego jak wiele trzeba doświadczyć, by "zasłużyć" na miłość.

Wędrówka przez Europę jest niczym zdobywanie kolejnych kręgów wtajemniczenia. Czasami w historii opisywane są wydarzenia, które nie mają kontynuacji i nie są szeroko umotywowane (znajomość z Prażanką, polscy pielgrzymi karmieni przez policję), które jednak mogą stwarzać wrażenie, że ich przejście jest niezbędnym etapem do osiągnięcia szczęścia.

Zakończenie też mnie zaskoczyło. Gdybym napisała, że pozytywnie, brzmieć mogłoby to dziwnie w kontekście tego jak Autor sfinalizował losy swojego bohatera, ale nie umiem znaleźć lepszego słowa. 

14 maja 2012

Znów mnie nie było...

ale już jestem. W nocy spały na mnie Sisi i Gusia. Gusia dopadła mnie również popołudniu i leżałyśmy sobie, ja z książką, ona na mnie. Duszka wyjadała mi z talerza surówkę z kapusty z roszponką, Nusia od świtu zachęcała do gry w piłkę, czyli wszystko dobrze i nic się nie zmieniło.

Tylko zimno jest... Czekamy aż będzie cieplej... Będzie?

Spacer po Warszawie

Minione cztery dni należały do dni bardzo intensywnych. Rozmowy, spotkania, uśmiechy, zachwyty nad książkami, czas na spacer po mieście, dyskusje, mnóstwo chwil z ludźmi dawno nie widzianymi lub widzianymi po raz pierwszy, choć wydaje się, że są znani od dawna.









Dziękuję tym, którzy poświęcili mi czas. Tym, dzięki którym, pobyt w Warszawie był świętem.


 Znak czasów
 Jakub Ćwiek

  Gratuluję!

Wydawnictwu Media Rodzina również gratuluję!
 
Mam sentyment do zdjęć robionych ze schodów




Przepiękny atlas, który - jak wskazał pan na zdjęciu - nie nadąża za zmianami terytorialnymi.


 Stefano Redaelii


 Janusz Głowacki wspierał promocję książki swojej córki.
Wierszem Agnieszki Frączek moja siostrzenica zdobyła wyróżnienie w Międzyprzedszkolnym Konkursie Recytatorskim :-) Tym o żabie, która chciała być damą...
 Tanya Valko




 Kilka słów wymienionych z Szewachem Weissem bardzo mnie wzruszyło.
Jedna torba podróżna zamieniła się w dwie, co z pewnością zrozumiecie patrząc na zdjęcie poniżej:

"Rozsypane wspomnienia" dostałam od Jolanty Kwiatkowskiej z prośbą o uważną lekturę. Książki Świata Książki otrzymałam w prezencie; dziękuję:-) W olbrzymim tomie "Służby specjalne" znalazłam oddzielny rozdział o Johnie Le Carre. Singer to nie ten znany, od "Sztukmistrza z Lublina", ale przedwojenny reporter. Zwabiona Waszymi zachwytami postanowiłam przyjrzeć się bliżej "Alei Bzów". "Faraona" wręczył mi Konrad  Lewandowski; mam jeden z 50 drukowanych egzemplarzy książki.

P.S. Ścienny kalendarz z Kotem Simona można było kupić za 1 zł. Ale już mi się nie zmieścił...