Przejdź do głównej zawartości

Szczęście

Na środku pokoju, w którym przyjmujemy gości, stoi karton. Duży. W przedpokoju stoi mniejszy. Na szafce w przedpokoju, w koszykach, leżą koty. Na podłodze pełno kocich zabawek, a spod szafki nocnej w sypialni wystaje ukradziona lampka w kształcie połówki kuli. Wersalkę i przykrytą nią białą kapę przyozdabia gumka wekowa, a klamkę - subtelnie powiewająca podczas gonitwy miara krawiecka. Plastikowe butelki przygotowane w sobotę do wyrzucenia nagle znalazły się każda w innym miejscu, a torbę, w której miały zostać wyniesione ktoś próbował wepchnąć pod tapczan. W progu pokoju dziś przywitała mnie ładowarka do telefonu, a kable komputerowe bywają w naszym domu zawijane w coś, co pozwala im mieć warstwę ochronną. Pobudka rzadko kiedy jest pobudką z budzika albo własnej woli; delikatne drapanie w plecy lub mniej delikatne wielokrotne przebieganie po śpiących uświadamia z całą mocą, że trzeba już wstać. Na suszącym się na balkonowej suszarce prześcieradle widać ślady stóp, a pieska sąsiadów leżąca na ich parapecie stykającym się z naszym i spoglądająca tęsknie na nasz balkon, nie czeka przecież na nas. Chodząc po kuchni musimy uważać na porozkładane tu i ówdzie nonszalancko ogony, zwane przez nas "anakondami", a przynosząc do domu zakupy jesteśmy więcej niż pewni, że zanim trafią do odpowiednich dla siebie miejsc, zostaną wnikliwie skontrolowane. Podobnym zainteresowaniem cieszą się nasze jedzenie i picie. Kawa jest wciąż na nowo zagrzebywana, a smakowite zapachy dobywające się z niektórych talerzy wywołują prawdziwą sprzeczkę o zawartość tychże. 

I trudno o piękniejszą chwilę, gdy zmęczenie bierze górę na człowiekiem, a kot przychodzi, by owo zmęczenie przegnać mruczeniem. I, gdy ciężar leżący na kolanach powoduje dziwną lekkość. I, gdy kocie ciepło przepędza smutki, kiepski nastrój, by zostawić optymizm i szczęście.

Komentarze

Jednym słowem jak to w kocim domu...
ewung pisze…
Pięknie to napisałaś :-)
Agnieszka pisze…
Prawdziwy dom, w którym mieszkają koty. Świetnie napisane!!
madziaro pisze…
oj, skądś to znam, odkąd z nami jest Leeloo w końcu wiem, że mam kota w domu - te zabawki na środku pokoju, ukradzione gumki recepturki i magnesy z lodówki, ładowarki od telefonów akurat chowam ;)
I jedynie ciężaru kota nie czuje się na kolanach tylko na klacie i ramieniu, bo Lilka tylko tak chce siedzieć/spać. Najlepiej wtulając się w szyję
Barbarka pisze…
aby na pewno "ślady stóp"?? nie łap przypadkiem? :))
i, niech pomyślę, niestety nie będę oryginalna, skąd ja to znam? :)
jeszcze bym tylko dodała, że dla mnie największe szczęście to przyjść do takiego mieszkania i wtulić nos w sieściucha, mojego sierściucha, który mruczy czasem w takich sytuacjach..
kociokwik pisze…
Dziękuję Wam za dobre słowa:-)

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...