30 kwietnia 2009

Znalezione i fajne...



Make your Stick Figure Family at FreeFlashToys.com

Na półce czekają...




Piotr Wierzbicki. Zapis świata. Traktat metafizyczny.


Wydane przez

Wydawnictwo Iskry

"Zapis świata" to zapis Wierzbickiego rozmyślań nad światem, zastanawiania się nad światem. Książka jest kapitalnie napisana - jest napisana w kapitalnym języku. Wierzbicki obrał taki a nie inny język i wyjaśnia swój wybór:  Ufam, że prawo do tych "prostych słów" daje mi sama natura przedmiotu. Pytania o prapoczątek świata, o naturę bytu, o granice czasu i przestrzeni, o sens istnienia, o zagadkę śmierci i narodzin atakują nas w  n a s z y m  języku, w zwykłym języku naszej spontanicznej ciekawości świata. Czy nie wydaje się właściwe, aby odpowiedzi na te pytania udzielane nam  były w  t e j  s a m e j  mowie?

Pięknie prowadzi nas autor przez swoje zadziwienie i przez swoją ciekawość. Znalazłam tylko jedno miejsce, które chciałabym, żeby było napisanie jaśniej - chodzi o fragment rozważań dotyczący nicości - parę linijek na stronie 129, kiedy Wierzbicki zastanawia się nad jeszcze jedną koncepcją powstania świata. To jest jedyne miejsce niedopisane, a jeśli niedopisane, to mnie swędzi. Chciałabym, żeby Wierzbicki dopisał tekst do tego, co jest na stronie 129.

Mam w tej książce kilka tekstów, które można wyjąć z całości i które pięknie się obronią. Ponazywałam te teksty, np. Opowiadanie o durnym Kosmosie na stronie 165 albo Opowiadanie o umieraniu Jana Kowalskiego, które idzie od strony 147.

Książka jest świetna, a już zaczyna się tak ładnie, jak mało która książka. Czytajcie:

Gdy zdumiewam się zagadką swych narodzin, gdy ogarniam spojrzeniem niedole i piękności świata, gdy słucham odartej z ciała, zapatrzonej w martwą strukturę istnienia Kunst der Fuge Jana Sebastiana Bacha, gdy, zadarłszy głowę, wlepiam wzrok w nonszalancko zarzucony przez kogoś na niebo szal Mlecznej Drogi, za którym czają się niewidzialne miliardy galaktyk pędzących coraz szybciej, coraz szybciej ku krańcom bytu, dopada mnie w jednej najkrótszej chwili, w jednym mgnieniu jakiś dziwny głód. Moje bebechy żądają, abym p o j ą ł. Wszystko. Tym razem wszystko. Dokumentnie i do tego od razu.

Moje bebechy żądają, abym p o j ą ł. - jak dotąd jest to dla mnie fraza roku.

Podsumowanie podróży w czasie


Plany były takie:

W tej podróży poznawać będę Aleksandra Wielkiego Maurice Druon (starożytność), młodość uniwersytetów według Jan Baszkiewicza (średniowiecze), sprawdzę kim był Król przeklęty i co łączyło go z Kacperem Ryxem w opowieści Mariusza Wollnego (renesans), by później albo odwiedzić salony i kuchnie z Elżbietą Kawecką (XIX w.) albo poznać historię rodzinną Wielkiego Ambasadora Polszczyzny (XIX w.).

Wyszło jak wyszło, czyli tak:

Robert Traba „Wschodniopruskość” - historia Prus w latach 1914-1933.

Tomasz Łysiak „Szalbierz” i „Bliznobrody” – lata trzydzieste XIII wieku,

Sara Waters „Złodziejka” - wiktoriańskie i klimat, i rozmach,

Frigyes Karinthy „Podróż wokół mojej czaszki” - medycyna lat trzydziestych XX wieku,

Tadeusz Konwicki „Bohiń” - historie rodzinne

Stef Penney „Czułość wilków” - bezdroża kanadyjskie XIX wieku

Małgorzata Stawiak-Ososińska. „Ponętna, uległa, akuratna… Ideał i wizerunek kobiety polskiej pierwszej połowy XIX wieku” - kobiety sprzed stu pięćdziesięciu laty

Mariusz Wollny. „Kacper Ryx i król przeklęty” - dole i niedole królewskiego detektywa.

Dziękuję za kolejną wyzwaniową przygodę mając nadzieję, ze nie jest ona ostatnią:)

Mariusz Wollny. Kacper Ryx i król przeklęty.


Wydane przez

Wydawnictwo Otwarte

Bycie detektywem w XVI wieku bywało kłopotliwe. Tym większym stawało się problemem, gdy król, który obdarzał detektywa pismem zatwierdzającym jego działania, umierał. A następny król okazywał się być wymuskanym, zniewieściałym i – nie bójmy się tego słowa – odrażającym Francuzem (tak... mowa o Henryku Walezym).

Nieco żałuję, że nie dane mi było przeczytać pierwszej części przygód Ryksa. Ale i z tego, co czytałam wywnioskowałam dość łatwo, że ów młody mężczyzna jest znajdą, a przygarnięty przez karczmarkę traktuję ją jak matkę i otacza opieką. Kacper Ryks wzbudza sympatię. Jest detektywem, potajemnie kocha i świetnie włada bronią. Oprócz tego studiuje medycynę. Zna w Krakowie kogo trzeba, by sprawnie wykonywać funkcję inwestygatora królewskiego.

Podziwiam autora za drobiazgowość z jaką odmalowywał życie w ówczesnym Krakowie. Niemniej obrazowo pisał o dworze królewskim we Francji i o obyczajach tam panujących (Henryk po przybyciu do Polski zachwycił się istnieniem widelców i wychodków, co wiele mówi o dotychczasowym poziomie życia króla).

Kacper Ryx sprawnie radzi sobie odkrywaniem tajemnic zagadkowych morderstw, walczy o własne życie i o miłość. Akcja powieści toczy się sprawnie, a szeroki kontekst społeczny dodaje jej tylko smaku:)

Polecam, szczególnie miłośnikom powieści historycznych.

Podróż

Wyjeżdżamy dziś na Mazury. Z racji pogody letniej poczekamy z podróżą do wieczora, bo nie poczekanie grozi nam wszystkim ugotowaniem się w samochodzie.

Mam już kupione psie ciasteczka dla Ciruchny:)))

29 kwietnia 2009

Łyżka dziegciu w święcie książki

Będąc prowincjonalną nauczycielką postanowiłam wykorzystać okazję i zaprosić do swojej szkoły Wielki Świat wykorzystując w tym celu Światowy Dzień Książki. Miało to polegać na tym, że my (trzy nauczycielki) przygotujemy uczniom i innym nauczycielom święto, którego centralną postacią będzie książka, a organizatorzy ŚDK udzielą nam wsparcia w postaci materiałów promocyjnych oraz zamieszczą na swojej stronie informację o działaniach przez nas realizowanych.

Zamówiłam materiały korzystając z formularza kontaktowego na stronie ŚDK. Nie dostałam odpowiedzi, ani materiałów. Zamówiłam materiały pisząc pod jeden ze wskazanych adresów korzystając z firmowej poczty. Nie dostałam odpowiedzi, ani materiałów. Zadzwoniłam. Pani odesłała mnie do Pana, Pan chciał odesłać do Pani, ale wykazałam się uporem i odesłać się nie dałam. Pan westchnął, kazał napisać e-maila wyszczególniającego jakie materiały są nam potrzebne i ile ich, po czym obiecał wysłać wszystko kurierem.

Materiały przyszły pocztą. Mniej było, niż zamówiłyśmy, plakatów, zakładek, kartek. W kopercie za to znajdowała się faktura nakazująca nam pokryć koszty wysyłki. Choć nigdzie nie była umieszczona informacja, że zamawiający owe koszty pokrywa. Gdy zadzwoniłam zapytać, dlaczego zaskoczono nas tak niemile i podniosłam argument o braku informacji usłyszałam „Gdy ktoś zamawiał telefonicznie zazwyczaj o tym uprzedzano”. Zabrakło mi słów.

Informacji o tym, co planujemy zrobić (a teraz – co zrobiliśmy) na stronie nie zamieszczono.

Miałam nadzieję, że organizatorzy ŚDK, czyli Polska Izba Książki, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, Izba Księgarstwa Polskiego, Stowarzyszenie Księgarzy Polskich, Polskie Towarzystwo Wydawców Książek są gwarantem profesjonalizmu.

P.S. Świętowanie się udało:) 

28 kwietnia 2009

Edyta Szałek. Sen Zielonych Powiek.



Wydane przez

Wydawnictwo Replika

"Lubię moją samotność. Nie rozumiem ludzi, którzy się jej boją. Samotność pozwala na zaczynanie każdego dnia od nowa bez obawy, że jest się za kogoś odpowiedzialnym (...)".

Po lekturze tego fragmentu pomyślałam, że udziałem bohaterki były doświadczenia, których nie sposób nazwać miłymi.  Jej samotność stała się fasadą odgradzająca od życia i wskazująca na to, że mimo wrażenia jakie próbuje sprawiać – samej jest jej sobie w tym życiu niewygodnie.

Gdy owa samotność przerodziła się w impuls, by pójść z mężczyzną znanym z widzenia do jego mieszkania i by uprawiać seks z jego żoną, zirytowałam się. Bo po cóż głosić hasła o samoszczęsliwości, jeśli natychmiast czynem się im zaprzecza? Czy ktoś prawdziwie lubiący samotność, rozmiłowany w niej ulegałby przygodnym pokusom?

Po doczytaniu książki do końca moje postrzeganie bohaterki zmieniło się ponownie… Wydawało mi się, że pojęłam jej psychiczne zawirowania, że ulegając iluzji (tak jak chciała tego autorka) zbyt spiesznie oceniłam Gretę i jej funkcjonowanie społeczne.

Książka poruszyła mnie – choć inaczej niż się spodziewałam – i okazała się być niespodzianką. Bardzo dużą i bardzo dobrą.

Sen i trochę szaleństwa

Nusia spała wczoraj pod kocem. Co się zazwyczaj nie zdarza. Przytuliła się do Z. , a gdy się kręcił podnosiła łepetynkę i zaspanymi ślepkami spoglądała z nadzieją, że to już koniec owego wiercenia się i ona będzie mogła spać w spokoju. Sypia coraz częściej...

Wieczorem podebrała gumkę do włosów z szafki. Leżałam już w łóżku, ale zamiast skupić się na czytanej książce, zerkałam na Nusię zaśmiewając się po cichu. Nusia gumkę podrzucała, nakładała ją na każdą z czterech łapek, robiła przez nia fikołki, a już najśmieszniejsze było, gdy wpychała ją pod materac, by za chwilę - jakby odkrywając coś szalenie ciekawego - wydłubywać ją stamtąd, wpychając łapki aż po pachwiny.

27 kwietnia 2009

Jakub Ćwiek. Ciemność płonie.


Wydane przez

Wydawnictwo Fabryka Słów

Czułam, że rozpoczynanie książki Jakuba Ćwieka po godzinie dwudziestej trzeciej nie jest najlepszym pomysłem. Ale jednocześnie moje odczucia nie pozwoliły, bym zarzuciła lekturę.

Akcję powieści autor osadził na znanym mi katowickim dworcu PKP. Zapewne nie znam go aż tak dobrze jak bohaterowie powieści, ale częste podróże pociągami wyjeżdżającymi z tej stacji pozwoliły mi nabrać orientacji (choć pewnie można byłoby powiedzieć, że patrzyłam nie widząc).

Obok podróżnych, podobnych do mnie, czekających na pociąg, leniwie przeglądających prasę w „taniej gazecie”, czy niecierpliwie zerkających na zegarek, bo pociąg, bo bilet, bo kolejka… na dworcu są bezdomni, złodzieje, naciągacze. Wśród tych „mieszkających” na dworcu ukrywają się Wybrańcy. Niestety bycie Wybrańcem nie jest niczym, co może zachwycać, gdyż po Wybrańców sięga płonąca Ciemność…

Ćwiek rewelacyjnie odmalował dworcową rzeczywistość, dodając do niej elementy grozy/fantastyczne i zrobił to na tyle sugestywnie, że owa dodana rzeczywistość idealnie przylega do zastanego, dworcowego świata. Gdy już jestem kilkanaście godzin po lekturze nie mogę otrząsnąć się z wrażenia, że autor nie opowiedział nam o wszystkich mrocznych tajemnicach opisywanego przez siebie fragmentu miasta, że pozwolił nam zajrzeć przez dziurkę od klucza, przez którą zobaczyliśmy jedynie Ciemność i jej zachłanność.

To moja pierwsza książka Jakuba Ćwieka. I obiecuję sobie, że nie ostatnia, bo zlekceważenie jego twórczości wydaje się piętnować winą zaniechania.

P.S. Ostrzegam – nie dałam rady odłożyć książki wcześniej niż po przeczytaniu ostatniej strony. 

Małgorzata Stawiak-Ososińska. Ponętna, uległa, akuratna… Ideał i wizerunek kobiety polskiej pierwszej połowy XIX wieku.



Wydane przez

Wydawnictwo Impuls

Czując na plecach oddech kończącego się wyzwania „Podróże w czasie” postanowiłam powędrować do wieku XIX.  I od razu mogę stwierdzić – Małgorzata Stawiak – Ososińska wykonała tytaniczną i rewelacyjną pracę.

Z wielką przyjemnością czytałam o  życiu codziennym kobiet w I połowie XIX wieku. Oczywiście było to życie uzależnione od tego, w jakiej rodzinie przyszło się owej niewieście urodzić. Przedstawicielki rodów burżuazji stać było by garderobę wysyłać do prania za granicę, a drobnoszlachcianki ręce i twarz myły w niedzielę i święta, a kąpiel brały tylko przed Wielkanocą.  Zdumiało mnie, że szkoły klasztorne, mimo największej liczby nauczanych przedmiotów, miały najniższy poziom ze wszystkich, które kształciły kobiety. Spodobało mi się nazywanie szkół elementarnych trywialnymi;)

Bardzo podobały mi się uwagi z dawnych poradników dotyczące pisania listów i podróży, w którą „koniecznie należało wziąć ze sobą: szkatułkę do klejnotów, pism, wekslów, pieniędzy; kładzie się w niej także papier, atrament, pióra, lak, opłatki, zapas kart wizytowych, dobry pulares, kilka czarnych i czerwonych ołówków, pióro kruszcowe lub rogowe z kałamarzykiem szrubowanym, z którego za pomocą szubki tyle atramentu w piórko się wpuszcza, ile tego trzeba (…)”

Przeciekawy okazał się być trzeci rozdział, w którym autorka omawia role kobiet w rodzinie.  Podrozdziały opisujący ideał córki, żony, gospodyni czytałam z niemalże z wypiekami na twarzy, by skonstatować, że wiele się w obowiązkach kobiet nie zmieniło;)

Wszelkim nienasyconym wiadomościami o życiu dziewiętnastowiecznych kobiet na ziemiach polskich, autorka proponuje w bogatej bibliografii  poradniki, pamiętniki, wspomnienia, listy, słowniki i encyklopedie, czy też artykuły ukazujące poszczególne obyczaje, warstwy społeczne, itp. Mnie do serca przemówiło zamieszczenie w aneksie wierszowanych porad dla kobiet.  I zadaję sobie pytanie, czy jestem dobrą gospodynią, wszak:

"Dobra gospodyni myśli:

O chlebie i wodzie,

O drobiu i trzodzie,

O przędzy, warzywie,

O krowie, mleczywie,

O krupach i mące

O ziółkach na łące,

O tkackiej robocie,

O ulu i kwiatku

A na ostatku

O kundlu i kocie".

26 kwietnia 2009

Jem zdrowo i strzelam gole!


Wydane przez

Wydawnictwo EneDueRabe

Cóż za smakowita książka! A jaka zdrowa! Dwie piłkarki i jedenastu piłkarzy opowiadają młodym czytelnikom o swoich zwyczajach żywieniowych i zdradzają przepisy na dania, które potrafią przyrządzić najlepiej. Wśród sław piłki nożnej znajdziemy Lukasza Podolskiego, Thierry’ego Henry’ego, Stevena Gerrarda, którzy podkreślają w wypowiedziach jak ważne dla zdrowia, kondycji i sukcesów w sporcie jest właściwie jeść.

W każdym przepisie podano czas gotowania i czas przygotowania, liczba dzieci, które najedzą się porcją proponowaną przez sportowca oraz wartość energetyczną dania.

Część książki poświęcono „Radom i wskazówkom”. Autorzy wyszczególnili tu grupy żywieniowe, po które powinniśmy sięgać najczęściej i te, których każdy młody człowiek marzący o uprawianiu sportu, powinien się wystrzegać.

Strona wizualna książki zasługuje na ogromny plus, wykorzystano bowiem fotografie omawianych produktów i to tak ma tak sugestywne działanie, że z trudem powstrzymałam się przed pobiegnięciem do sklepu po mleko, banany i truskawki i zrobieniem koktajlu jaki lubi Miroslav Klose;)

W Europie zarejestrowanych jest dwadzieścia trzy miliony graczy w piłkę nożną. Gwiazdy futbolu trafiają na okładki tabloidów, ich życie jest szeroko omawiane wśród fanów sportu, dla wielu są ideałami wartymi naśladowania. Moim zdaniem warto, by dzieci dbały o zdrowie i kondycję wzorując się na słynnych piłkarzach.

Zachęcam do lektury i wykorzystania „Jem zdrowo i strzelam gole!”.

Philip B. Kerr. Marcowe fiołki.



Wydane przez

Wydawnictwo Red Horse

Premiera 8 maja 2009!

Bernhard Gunther to prywatny wywiadowca, który pracował niegdyś w policji. Odszedł, gdy okazało się, że wszelkie działania podporządkowane są partii i to partia decyduje, kto z racji urodzenia czy narodowości zasługuje na pracę w policji, a kogo należy z policji – często brutalnie – wykluczyć. Czasy sprzyjają wykluczaniu z jakiegokolwiek życia – narodowi socjaliści, po wygranej w wyborach Hitlera, rosną w siłę i próbują zarządzać każdym aspektem istnienia w Niemczech. Co nie wszystkim się podoba. Niespokojne czasy sprzyjają paradoksalnie tym, który funkcjonują na granicy prawa. Zagadkowa śmierć córki i zięcia znanego i majętnego przedsiębiorcy budzą zdumienie, a jest ono tym większe, że młodzi małżonkowie zostali zabici z powodu… To też nie jest jednoznaczne.

Bernhard Gunther to twardziel, nieco podobny – jak mówi mu sam Goering – do bohatera „Sokoła maltańskiego”. Jest dyskretny, silny, czasami aż chciałoby się powiedzieć, że bezmyślnie szczery. Nie pozostając obojętnym na kobiece wdzięki, umiejętnie dostrzega kiedy kobieta chce go wykorzystać. Prywatny wywiadowca budzi niechęć niektórych z dawnych współpracowników, a gdy zaczyna zbyt mocno angażować się w zadanie, które przed nim postawiono – napotyka na opór ze strony tych, którym jego praca wyjątkowo nie sprzyja.

Philip Kerr napisał dobry kryminał. Trudno nie polubić bohatera, którego wykreował (i cieszyć się należy, że to pierwsza z cyklu książek z Bernhardem Guntherem), a jeszcze trudniej nie uznać, iż Berlin lat trzydziestych XX wieku postrzegany oczyma wywiadowcy jest intrygujący, mimo, że groźny.

Autor nie omieszkał przemycić w swojej powieści wielu ironicznie cierpkich słów określających Niemców, a szczególnie tych nazywanych „marcowymi fiołkami”, czyli tych, którzy wielką miłością do NSDAP zapałali po 1933 roku.

Dużo w tej książce jest smaczków. I to nie zawsze związanych z główną – kryminalną – fabułą powieści. Oczyma bohatera widzimy jak przygotowywano Berlin na Igrzyska Olimpijskie, obserwujemy zwycięski bieg Jesse Owensa, czy realizację Ustaw Norymberskich. Lata poprzedzające II wojnę światową należą w moim odczuciu to najciekawszych w historii i stąd też może wynika ów zachwyt z jakim śledziłam obyczajowe tło powieści Kerra.

Spędziłam świetne popołudnie z powieścią angielskiego pisarza – prawnika:)

P.S. Strona autora.

25 kwietnia 2009

My jesteśmy kotki trzy...









Cecylia u wrót kina

Sigrid Undset. Krzak gorejący.


Wydane przez

Instytut Wydawniczy PAX

Sigrid Undset przykuła mnie do siebie na parę dni. Jej pisanie – tak bardzo inne od tego jak pisze się teraz – zachęca, by czytać uważnie, by poświęcić każdemu słowu czas, by współodczuwać z bohaterami ich wątpliwości, uniesienia i upadki.

Paul Selmer jest przedsiębiorcą. Ma żonę, dzieci, powodzi im się dobrze. Jednak od pewnego czasu odczuwa dziwną, zdaniem jego otoczenia, tęsknotę. Dziwną, bo tęskni do Boga. I to nie tego, którego Istnienie głosi się w religii państwowej, a tego, który wyłania się z kościołów i słów księży; Paul chce zostać katolikiem.

Jego decyzja spotyka się z brakiem zrozumienia wśród najbliższych – żona zabrania mu „zarażać” dzieci, matka drwi z jego katolickich ciągot, a gdy obydwie zaczynają podejrzewać, że wraz z przystąpieniem do wspólnoty katolickiej Paul zacznie pomagać najuboższym i trwonić tym samym majątek rodzinny stają się doprawdy niemiłe.

Autorka wystawia na próbę wiarę i zasady swojego bohatera – zostawia go żona, jego najbliższy przyjaciel rozwodzi się, po czym żeni się  z młodą i piękną, kobieta, którą kiedyś kochał okazuje mu ponownie swoją miłość i przywiązanie. Paul trwa jednak przy Bogu jakiemu zawierzył, choć owo trwanie okupione jest wysiłkiem, wielogodzinną modlitwą i zaprzeczaniem własnym porywom.

W pisaniu Sigrid Undset jest głębia. Autorka skłania czytelnika do angażowania się w czytany tekst, nie pozwala pozostać obojętnym.

P.S. Zgodzicie się ze mną, że kiedyś pisało się inaczej niż współcześnie? Intensywniej?

Sabina Colloredo. Zeus. Król bogów, mężczyzn i bardzo wielu kobiet.


Wydane przez

Wydawnictwo Egmont

"Hotel Olimp" to seria, która przedstawia młodym czytelnikom mity greckie zupełnie inaczej niż robił to świetnie nam wszystkim znany z czytania Pan Jan Parandowski.

Mitologia opowiedziana przez włoską autorkę jest bardzo ironiczna, ukazuje całkiem ludzkie wady i zalety bogów, a że głównym bohaterem tej części cyklu jest Zeus - Sabrina Colloredo skupia się na jego życiu i miłostkach.

Poniżej fragment rozmowy Hery i Gai:

"- Musisz nauczyć się negocjować z mężczyznami - skarciła ją - Im więcej rozkazujesz, tym bardziej robią to, co chcą. Chodzi tu o ich honor, a honor jest dla nich wszystkim, nie zapominaj o tym!

- Czasem wydają się tak tępi, babciu!

- I często tacy są, skarbeńku, ale nie możesz absolutnie im tego wypominać. Brakuje im pokory, ale mają dużo innych zalet.

- A jakich?

- Na przykład mają... No wiesz, są...

- Rozumiem. Nic ci nie przychodzi do głowy."

Myślę, że ta książka pomoże młodszym czytelnikom polubić opowieści mitologiczne, a starszym dostarczy sporo uśmiechu.

P.S. Na końcu książki umieszczono listę "Gości Hotelu Olimp", która z pewnością pomoże skojarzyć bogów z książeczki Sabiny Colloredo z bogami mitów greckich.

Adam Zalewski. Cień znad jeziora.


Wydane przez

Wydawnictwo Grasshopper
Premiera 22 maja 2009!
Adam Zalewski, autor „Białej Wiedźmy” i „Rowerzysty”, kolejny raz zaprasza czytelników do przejmującej literatury z pogranicza thrillerów i literatury męskiej. Powieść „Cień znad jeziora” jest kontynuacją poprzednich powieści w dość swoisty sposób – autor pozwolił bohaterom na spotkanie. I tu moje pierwsze zdumienie – bohaterem „Białej Wiedźmy” nie był ten, kogo o to posądzałam. 

W powieści wracamy do miasteczka, nieopodal którego znajduje się leśne jeziorko. Związana z nim legenda rzuca cień na teraźniejszość mieszkańców Cedar Peak. Miasto paraliżuje strach przed nienazwanym.

Pisanie Zalewskiego oprócz tego, że daje nam posmakować grozy, wabi siłą męskiego charakteru w jaką pisarz wyposażył swoich bohaterów. Postacie w „Cieniu znad jeziora” są twarde i bezwzględne wobec zła – jeśli są mężczyznami oraz silne i obdarzone ciepłem – jeśli są kobietami. Trochę ten świat może wydać się staroświecki, ale równocześnie w pełni zaspokoi gusta tych, którzy cenią sobie realia sprzed rewolucji kulturowej znoszącej pełne właściwe płciom cechy zachowań.

Dobrze się czyta prozę Zalewskiego. Jest świetna warsztatowo i zachwyca dopracowaniem szczegółów. Trochę bałam się, że pisanie powieści wywodzących się z poprzednio stworzonej fabuły osłabi wyraz utworów Zalewskiego, ale moje obawy nie znalazły odzwierciedlenia.

24 kwietnia 2009

Antoine de Saint-Exupery. Twierdza.


Wydane przez

Wydawnictwo Muza

O "Twierdzy" trudno mi cokolwiek napisać, bo mam do tej książki bardzo osobisty stosunek. Nie umiem powiedzieć, czy to jest traktat moralny, czy rozprawa filozoficzna, czy, jak napisano na okładce najnowszego wydania - dzieło stylizowane na wspaniałą prozę biblijną. Ja "Twiedzę" czytam w kółko, we fragmentach, najczęściej bardzo krótkich i nie po kolei. Jest to książka, z kórej można wypreparować najwięcej cudownych aforyzmów, wspaniałych myśli, zapierających dech w piersiach spostrzeżeń, a jednocześnie jest to jedyna książka, która mimo tego, iż zawiera mnóstwo osobnych fraz nie tracących na znaczeniu kiedy je wyjąć z całego tekstu - zachwyca mnie. Nie mogę czytać Paulo Coelho czy innych pisarzy, którzy budują te swoje zbiory aforyzmów, a "Twierdza" mnie zachwyca. Nie można podrobić Saint-Exuper'ego, tak jak nie można podrobić Marka Grechuty.

 

Więcej o "Twierdzy" nie umiem napisać, więc podzielę się fragmentem, który najbardziej lubię. Wiem, że nie tylko ja lubię ten tekst, bo kiedyś, dawno temu, w zimową noc usłyszałam w radiu kiedy prowadzący audycję czytał:

"Rozmyślałem zwłaszcza na widok jednego, który był ślepy, a do tego utracił jedną nogę. Tak stary, że stał już u progu śmierci, i zdawało się, że skrzypi przy każdym poruszeniu jak stary wiatrak; odpowiadał na moje słowa powoli, bo był posunięty w latach i tracił już jasność mowy; ale stawał się coraz bardziej świetlisty i jasny, i coraz lepiej rozumiał, w co przemienia się jego życie. Drżącymi dłońmi pracował nadal nad ażurowymi cackami, które były jak coraz subtelniejszy eliksir. On zaś, odchodząc w tak cudowny sposób od swego starego wyschłego ciała, stawał się coraz szczęśliwszy, coraz bardziej niedotykalny. Coraz bardziej niezłomny. I umierał, nie wiedząc o tym, z rękoma pełnymi gwiazd..."

23 kwietnia 2009

Katarzyna Bielas. Dzianina z mięsa.


Wydane przez

Wydawnictwo Czarne

Katarzyna Bielas publikuje w Gazecie Wyborczej.  Jej wywiady z dwudziestoma dwoma osobami wydano niedawno w postaci książki. Co ważne – wszyscy rozmówcy autorki są artystami – uprawiają performance, są aktorami, reżyserami, kompozytorami, czy pisarzami.

W tomie znalazły się rozmowy i takie, od których oderwać się nie mogłam, i takie, które jedynie pobieżnie przejrzałam nie znajdując upodobania w działalności, którą rozmówca Katarzyny Bielas się para. Bez względu jednak na to, mogę zdecydowanie powiedzieć, iż autorka tak przeprowadza wywiady, że jednocześnie wyciska na nich swoja osobowość i jest niemalże niewidoczna.  Trochę brakuje mi podsumowania odautorskiego jako ostatniego słowa po wywiadach, ale jeśli by pójść tropem minimalnej obecności autora w wywiadach, zrozumiały staje się brak tego, co mnie wydawało się właściwym dopełnieniem.

Zachwyciłam się rozmową z Januszem Gajosem, z dużą przyjemnością przeczytałam słowa Janusza Głowackiego. Dzięki wywiadom prowadzonym przez autorkę „poznałam” kilka osób – np. Alonę Frankel, Krzysztofa Wodiczko i kilka jeszcze postaci, w których istnieniu, przyznaję, nie wiedziałam.

Jednak największym zyskiem dla mnie jest możliwość przeczytania ostatniej rozmowy – rozmowy z Philippem Groningiem, reżyserem filmu „Wielka cisza”.


Obejrzałam ten film. I jestem bardzo wdzięczna Katarzynie Bielas, że spośród wielu rozmówców wybrała Groninga. Bez tej rozmowy nie wiedziałabym o Kartuzach i „Wielkiej ciszy”.

Myślę, że nie tylko nie tylko w tej rozmowie można znaleźć natychnienie do podążania śladami artysty, który opowiada o swoim życiu i twórczości Katarzynie Bielas.

Miłych poszukiwań:)

Martine Murray. Henryśka wielka odkrywczyni.


Wydane przez

Wydawnictwo Zielona Sowa

I znów Henryśka doprowadziła mnie do łez. Oczywiście ze śmiechu:) 

Henryśka zaniepokojona tym, że Ryśka traci barwę postanawia wyruszyć na wyprawę odkrywczą. Wyprawa ma odkryć dobry dom dla Ryśki, gdyż tylko szczęśliwa Ryśka będzie kolorowa.

„Jeśli nie wiesz, co to znaczy, spytaj swojego taty, bo tatusiowie lubią opowiadać o rzeczach, na których się znają. Zalecam ci jednak czujność. Tatusiowie mogą wiedzieć wiele na temat golfa albo NIEMIECKICH FILOZOFÓW, albo jak naprawić zepsutą rzecz, ale nie mają najmniejszego pojęcia o Ryśkach ani o staniu na głowie.”


Henryśka jest dzielną dziewczynką, która nawet gdy się czegoś boi, wie, że na niej spoczywa odpowiedzialność za powodzenie wyprawy. Umie zaopiekować się zagubioną przyjaciółką, nieco nieznośnym bratem Albertem  i namówić koleżankę do wyprawy na Szeroko Obszerne Długie Odjazdowe Wybrzeże Zagubionych Skarpetek (ale nazwa!!!).

Jestem pełna podziwu dla wyobraźni autorki i ilustratorki. Uzyskały doskonałe połączenie barw, ilustracji i tekstu.

Żelazko

mamy z tych ciężkich, co się długo nagrzewają i długo trzymają ciepło. Gdy wczoraj skończyłam prasowanie, żelazko zostało ciepłe, ale nie gorące. Natychmiast ułożyła się przy nim Sisi i grzała boczki, aż do całkowitego wychłodzenia żelazka. I jeszcze wieczorem spoglądała na mnie polegując obok żelazka jakby pytając, czemu nie grzeje, skoro grzało?

Światowy Dzień Książki


Książkomaniakom, książkolubom, miłośnikom lektur różnej maści życzę udanego świętowania!

Po informacje na temat tego, co i gdzie się dzieje zapraszam na stronę: www.swiatowydzienksiazki.pl

Promocjami cenowymi kuszą: Merlin, Empik i KDC.

P.S. W koniuszkach palców mam recenzje dwóch książek - "Dzianiny z mięsa" i "Henryśki - wielkiej odkrywczyni". 

22 kwietnia 2009

Uprzejmie donoszę,

iż Gusia zasnęła podczas gdy Z. robił jej maltretację kota. Dmuchanie w brzuch i myzianie po łepetynce wprawiło ją w tak doskonały stan, że biedaczce się przysnęło. Wybudzona nagle przez siebie samą zrobiła wielki wytrzeszcz i z niedowierzaniem popatrzyła wokoło. Widząc Z. i czując głaski ułożyła się wygodnie i pozwoliła na kontunuację maltretacji.

20 kwietnia 2009

Arto Paasilinna. Wyjący młynarz.


Wydane przez

Wydawnictwo Kojro

(kiedyś Punkt)

To moje pierwsze spotkanie z tym fińskim pisarzem i już cieszę się na myśl o tym, że nie ostatnie – na półce na lekturę czeka „Fantastyczne samobójstwo zbiorowe”. Ale póki co – pora na kilka słów o „Wyjącym młynarzu”.

W Suuskoski pojawia się obcy mężczyzna. Kupuje młyn i remontuje go, by pracą młynarza zarobić na życie i jednocześnie włączyć się w lokalną społeczność. Gunnar Huttunen początkowo budzi ciekawość mieszkańców wsi, później ich ostrożną akceptację. Gdy wszystko wydaje się być na właściwej drodze ku sielskiemu życiu wsi z młynarzem i młynarza ze wsią okazuje się, iż Huttunen czasami wyje. I na dodatek potrafi naśladować zwierzęta i przedrzeźniać ludzi. To już – przyznajmy szczerze – takie całkiem normalne nie jest…

Wieś jaką opisał Arto Paasilinna podobna jest wielu innym wsiom. Znajdziemy tu życzliwych i nieżyczliwych, plotkarzy i tych, którzy szanując siebie szanują innych, głupców i mądrych. Wśród niewielkich społeczności najłatwiej dostrzec mechanizmy rządzące tłumem – przewodzi nie ten, który ma coś sensownego do powiedzenia, lecz ten, za którym stoją władza lub/i pieniądze. Co gorsza – częstym skażeniem małych grup społecznych jest brak akceptacji okazywany odmienności. Wszelkie te zjawiska bardzo dokładnie i jednocześnie z dużą ironią opisał Paasilinna.

Autor pokazał również jak wiele jest w stanie znieść człowiek odrzucony i jak bardzo potrafi dopasować swoje życie do warunków w jakich – poprzez odrzucenie – przyszło mu żyć; jak silnie zmienia swoje potrzeby, by nie czuć dyskomfortu w sytuacji w jakiej się znalazł.

Ciekawy jest również problem dotyczący odmienności – kiedy ktoś różniący się od innych jest wariatem? Jaki moment świadczy o konieczności odseparowania? Czy zaangażowanie w pracę kosztem snu jest już początkiem szaleństwa? I czy w szpitalu dla obłąkanych są obłąkani?

Świetna książka…

Jenny Downham. Zanim umrę.


Wydane przez

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Nie byłam pewna, czy mam chęć na tę książkę. Ale trochę na przekór sobie, z ciekawości, zaczęłam  czytać historię umierającej na raka szesnastoletniej Tessy.

Nie znajdziemy w „Zanim umrę” łzawego sentymentalizmu, a jedynie bunt nastolatki. Bunt ów spotęgowany jest, jak się wydaje, przez świadomość, że Tessie pozostało już niewiele dni życia.

Pewnego dnia dziewczyna wypisuje na kartce to, czego chce doświadczyć zanim umrze. Jest tu seks obok narkotyków, prowadzenie auta i daleka podróż, miłość i kradzież w supermarkecie. Wraz z upływem dni i przyspieszonym (nie tylko przez chorobę) procesem dojrzewania zmieniają się priorytety Tessy. Chce przeżyć wiosnę, ujrzeć córeczkę koleżanki…

Interesujący jest zamysł autorki, by połączyć nastoletnie pragnienia z prawdą o śmierci. Zastanawiałam się jak wiele w egoizmie bohaterki jest nastolatkowego egocentryzmu, a jak silnie na jej zachowania wpływa nieuchronność pożegnania najbliższych.

Kiedy Tessa zaczyna realizować pierwotną listę zachciewajek staje wobec konieczności sprzeciwienia się ojcu. Ojcu, który zawsze jest przy niej, któremu najtrudniej pogodzić się z myślą o tym, że dziewczyna nie wyzdrowieje. Troskliwość ojca zderzona z postawą córki, która pogodziła się ze swoją śmiercią i która chce w ostatnich przed nią chwilach zażyć życia (jej zdaniem prawdziwego) w pigułce, to kolejny świetnie przedstawiony problem w tej powieści.

Nie żałuję czasu poświęconego na książkę Jenny Downham. Co więcej, cieszę się, że przeczytałam „Zanim umrę”.

Malarska wyprawa w literacki świat – warsztaty promujące książkę „Wizjokrąg” Mike’a Wilksa.


Empik i Wydawnictwo Egmont Polska zapraszają młodzież w wieku 12-15 lat na warsztaty twórcze promujące książkę „Wizjokrąg” autorstwa malarza Mike’a Wilksa. Spotkania odbędą się w salonach Empiku w Krakowie, Toruniu, Bydgoszczy, Warszawie
i Radomiu, w dniach 23 – 30.04. 2009.

„Wizjokrąg” to tajemny fantastyczny świat obrazów, w którym różne rzeczywistości przeplatają się ze sobą.  Autor – malarz - Mike Wilks, dzięki swojej wyobraźni ożywił gatunek fantasy i stworzył plastyczną, wciągającą opowieść dla młodzieży. Książka zachwyciła czytelników na całym świecie, teraz trafiła także do Polski.

O warsztatach:

Uczestnicy warsztatów podzieleni na grupy będą tworzyć obraz składający się z kilku elementów. By zdobyć wiedzę o tym, w jaki sposób go wykonać, będą musieli sprostać kilku zadaniom, takim, jak: zakupy malarskie, poszukiwanie kształtów i kolorów, czy kreacja baśniowego stwora. Poszczególne elementy warsztatów przygotowane są
w oparciu o treści zaczerpnięte z książki. W finale zabawy obrazy wszystkich grup zostaną sklejone w jeden wspólny „wizjokrąg”. Animatorzy ukryci pod postacią literackich Strażników Piątej Tajemnicy ocenią walory prac (pomysłowość i kreatywność) i nagrodzą zespoły odpowiednią ilością pigmentów. Forma spotkań rozwija wyobraźnię, pomysłowość i giętkość myślenia. Pobudza do własnej twórczości i obcowania ze sztuką. Przede wszystkim jednak zachęca do sięgnięcia po książkę, która z pewnością zachwyci nawet najbardziej wymagających czytelników literatury fantasy.

Warsztaty angażują twórczo uczestników w wesołą zabawę inspirowaną elementami fabularnymi książki. Zapraszamy serdecznie do udziału w spotkaniach, tym szczególniej, że część z nich zbiega się z obchodami Światowego Dnia Książki (23. kwietnia)
i jest to znakomita okazja do świętowania!

TERMINY WARSZTATÓW

23 kwietnia, godz. 11.00
Empik Kraków, Rynek Główny 5

23 kwietnia, godz. 12.00
Empik Toruń Starówka, ul. Wielkie Garbary 18

·     24 kwietnia, godz. 10.00
Empik DTC, Bydgoszcz, ul. Gdańska 15

·     29 kwietnia, godz. 11.00
Empik Junior Warszawa, ul. Marszałkowska 116/122

·     30 kwietnia, godz. 11.00
Empik Radom CH M1, ul. Grzecznarowskiego 28

Antoine De Saint-Exupery. O sens życia.



Wydane przez

Państwowy Instytut Wydawniczy

Przed omówieniem fragmentu twórczości De Saint-Exupery’ego mam tremę. Bo jakże pisać o pisarzu Wielkiego Formatu, o pisarzu, który w poetycki, choć nieco narwany, sposób potrafił zachwycić słowem podobnie jak zachwycał energią życia, jego smakowaniem i czerpaniem z niego aż do utraty tchu.

W zbiorze „O sens życia” zobaczymy De Saint-Exupery’ego autora opowiadania, reportażystę oraz autora przedmów. Opisana w jego reportażach Moskwa tchnie innością, wygląda tak, jak wyglądać może miasto rosyjskie postrzegane przez Nie-Słowianina. Smaczku dodaje fakt, iż autor portretuje Moskwę z lat trzydziestych XX wieku – miasto –potęgę, które zaczyna istnieć dla nowego porządku świata. Hiszpanię autor odwiedził i opisał w drugiej połowie lat. Z jego słów wyłania się Hiszpania ogarnięta wojną domową.

Wizyty w regionach ogarniętych wojną, czy wśród narastających teorii totalitaryzmu autor stawia przed nami pytania o sens życia, o sens każdego z naszych gestów, o działania, w których odnajdujemy siebie (ale co stanowi o naszym jestestwie?).

Eliza i jej dzieciątko szukają domu...


Niechby do chociaż był dom tymczasowy... Może ktoś mógłby pomóc? Eliza ma zapewniony talon sterylizacyjny po tym, gdy skończy karmić Kociątko.

Kontakt - niekochane.org

19 kwietnia 2009

Ekranizacja "Bez mojej zgody" J. Picoult

Elisabeth Rynell. Hohaj.



Wydane przez

Wydawnictwo słowo/obraz terytoria

Po lekturze „Czułości wilków” pomyślałam, że długo przyjdzie mi teraz czekać na kolejną tak poruszająca książkę. Myliłam się, co zrozumiałam po przeczytaniu kilku słów powieści szwedzkiej pisarki.

„Hohaj” to bezdroża. Bezdroża, w których człowiek poznaje sam siebie w dziwną wyrazistością, dzięki którym odkrywać może własne cienie i blaski, z istnienia których dotychczas nie zdawał sobie sprawy.

W powieści autorka przedstawia nam dwie historie miłości. Miłość spełniona, choć obarczona początkowo wieloma zahamowaniami, wieloma obawami znajduje swój punkt krytyczny na szpitalnym łóżku. Miłość spełniająca się wydobywająca Srebrną Inę z mroku nieświadomości własnej siły i przywracająca Aronowi chęć do zaistnienia w życiu.

W tej książce słowa znaczą dużo więcej niż tylko to, co mogłyby znaczyć napisane przez kogoś innego i opowiadające inna historię. Być może brzmi to dziwnie, ale im więcej czytałam tym silniej odczuwałam ich głębię. To nie sa słowa sucho opisujące fakty, one skłaniają do przeżywania wraz z bohaterami ich uniesień i klęsk.

Obydwie historie splatają się w momencie, który nasycony poczuciem beznadziei skazuje bohaterów na świadomość świata bez miłości. Bez miłości im właściwej. Bez tej, która napędza życie.

„Zobaczyłam piękno świata. Czasami nie ma nic okrutniejszego niż to piękno. Nie mieścimy się w nim. Wypluwa nas, tak jak wypluwa się ości i niejadalne włókna. Chce się pozbyć naszego ciężkiego, wilgotnego zapachu.”

Pozostaję pod wielkim wrażeniem.

Renata Naprawa, Alicja Tanajewska, Ewa Korzeniewska. Program zintegrowanej edukacji wczesnoszkolnej w szkole podstawowej masowej lub w szkole podstawo


Wydane przez

Wydawnictwo Harmonia

Treści pedagogiczne proponowane przez Panie Tanajewską i Naprawę, po moich doświadczeniach z ich poprzednimi publikacjami, wzbudzają zaufanie.

„Program zintegrowanej edukacji…” przygotowany jest rzetelnie. Autorki we wstępie tłumaczą zasady tworzenia indywidualnych programów edukacyjnych, wskazują na czynności, które powinny poprzedzić takież tworzenie, podpowiadają kto powinien zaangażować się w pracę nad konstruowaniem programu, aby był on zgodny z przepisami i najlepiej służący rozwojowi dziecka. Autorki podają opracowany przez siebie wzór indywidualnego programu edukacyjnego, przypominają metody pracy z dzieckiem.

Kolejne części książki zawierają szczegółowe treści i oczekiwane osiągnięcia ucznia dopasowane do poszczególnych klas w ramach nauczania zintegrowanego. Treści nauczania zostały podzielone na: edukacje środowiskowa, polonistyczną, matematyczną, ruchową, plastyczną, techniczną, muzyczną i informatyczną.

„Program zintegrowanej edukacji…” to doskolane przygotowana pomoc. Pamiętajcie o niej przygotowując programy dla swoich uczniów.

Ewa Karwan-Jastrzębska. Hermes 9:10



Wydane przez

Wydawnictwo Egmont

Urodziny Feliksa okazują się być dniem niezwykłym. Kot, Ferdynand, zabiera go na spotkanie w domu Dróżniczki Starej Stacji, na którym to spotkaniu chłopiec dowie się, że ze względu na swoje imię – Szczęśliwy - ma do wykonania poważne zadanie. Feliks ma uratować świat przez Wielkim Mrokiem, Wątpliwościami i wszelkimi działaniami Mroku, których następstwem jest utrata radości życia.

Podoba mi się w tej książce obecność kota:), tajemnica, która zainteresuje każde dziecko i to, że świat, w który Ferdynand wprowadza swojego przyjaciela Feliksa jest światem pociągów. Dróżniczka, Stacja Bez Powrotu, Świat Semaforów, czy wreszcie Hermes – pociąg wiozący chłopca, Ferdynanda i kota Pino na ratunek Matyldzie i do walki z Wielkim Mrokiem są tym, co my pamiętamy doskonale z podróży na kolonie, wakacyjnych wojaży do babci, czy dojazdów na studia;) i jednocześnie tym, o czym współczesne dzieci wiedzą trochę mniej (przynajmniej te, które znam ja). Powieść „Hermes 9:10” pozwoli im poczuć owego podróżniczego ducha, którego nie zastąpi ani jazda autobusem, ani też własnym autem.

17 kwietnia 2009

Gaja Grzegorzewska. Żniwiarz.

Wydane przez
Wydawnictwo EMG

We wsi spokojnej, choć chyba nie wesołej na opustoszałej drodze między polami kukurydzy Żniwiarz zabił młodą kobietę. Odebrał jej życie i nieco godności jej ciału – pozostawił ją bez głowy.

Śledztwo prowadzi policja, we wsi pojawia się natrętny Bergen – prowadzący program kryminalny oraz wynajęta przez matkę ofiary cud urody pani detektyw.

Każdy z poszukujących bada zależności małej wiejskiej społeczności próbując zrozumieć kto i dlaczego zabił dziewczynę. Policjant, producent telewizyjny i detektyw zatajają przed sobą nawzajem własne odkrycia, gdyż – dość nieoczekiwanie – śledztwo nabrało cech rywalizacji. Związki pomiędzy śledzącymi podsycają jedynie ową zagadkowość.

Julia, bohaterka czytanej przeze mnie powieści „ Noc z czwartku na niedzielę”, jest w „Żniwiarzu” łagodniejsza niż w kolejnej (chronologicznie) powieści, co zdaje się być właściwsze ze względu na miejsce osadzenia akcji powieści. I choć nie można jej zarzucić naiwności nieco rozbrajające są jej poczynania. By o stosunku do mężczyzn nie wspomnieć…

Mam nadzieję móc wkrótce uczestniczyć w spotkaniu autorskim Pani Gai Grzegorzewskiej:)

Kotki południowe