07 stycznia 2010

Kasja Ingemarsson. Żółte cytrynki.


Wydane przez
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria


"Żółte cytrynki" rozpoczynają, i to całkiem udanie, nową serię - "Książki do czytania". Oprócz komedii romantycznej, do jakiej zaliczono omawianą przeze mnie książkę, otrzymamy w serii także powieści obyczajowe i kryminalne. Zapowiada się interesująco:)


Bohaterką powieści Kasji Ingemarsson jest Agnes, którą poznajemy w dniu niezbyt dla niej szczęśliwym. Traci pracę odrzucając zaloty podstarzałego szefa, a jej chłopak - zamiast tulić ją i pocieszać - dzwoni z trasy koncertowej, by oznajmić, że się zakochał i wymienia Agnes na pewną damę z wielkim biustem. Dziewczyna żyje z niewielkich oszczędności i rozgląda się za nową pracą. Ale jeśli było się szefową sali we francuskiej restauracji, to mało chętnie wraca się do podrzędnego baru, podobnego temu w którym zaczynało się przygodę zawodową.


Świat sztokholmskich restauracji, świat kelnerów, kucharzy jest dość hermetyczny - mnóstwo ludzi z branży zna się, bo razem pracowali, bo ktoś znajomy pracował z kimś, kogo właśnie się spotyka. I tak oto Agnes znajduje szanse na spełnienie zawodowe - spotyka kucharza, z którym niegdyś pracowała, a on proponuje jej pracę u siebie, gdyż właśnie otwiera restaurację.


Agnes zakochana, zrozpaczona, uśmiechnięta, podekscytowana nowym wyzwaniem zawodowym - oglądamy ją w we wszystkich stanach emocjonalnych i mamy okazję, by jej sekundować, złościć się na nią, współczuć jej i by się z nią zaprzyjaźnić.


Ciekawostką, choć coraz bardziej charakterystyczną dla szwedzkich książek, jest doskonale zarysowane tło społeczne. Bezrobotny kupujący dom, emeryci zakładający stronę internetową o własnym ogrodzie, recenzja w piśmie, od której zależy "być albo nie być" restauracji i ludzi w niej pracujących.


"Żółte cytrynki" to smaczna lektura.

3 komentarze:

moni pisze...

haha bezrobotny kupujący dom mnie rozbawił ... dał szansę ;)?
smakowicie brzmi już sam tytuł i dla mnie to pierwsze spotkanie z autorką:) zapisuję na rozluźniające wieczory!

liritio pisze...

ja też chcę! ostatnio brak mi lżejszych lektur; tzn. ciągle czytam lżejsze, i brak mi kolejnych lżejszych do czytania - bo jakoś nie mam nastroju na coś myślącego bardzo w większych dawkach :) kiedyś mi przejdzie... a taką zachęcającą recenzję stworzyłaś, że muszę zanotować tytuł i zobaczymy;

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Moni,
:)

Litiro,
ja jak widzisz robię przerwy pomiędzy poważniejszymi - pedagogicznymi - lekturami, które obiecałam sobie przeczytać w początkach nowego roku:)