07 lutego 2010

Arundhati Roy. Bóg rzeczy małych.

Ucieszyłam się na widok tej książki stojącej na półce w bibliotece. Pomyślałam, że z przyjemnością przeczytam "Boga rzeczy małych" wypełniając przy okazji swoje wyznaniowe zobowiązanie. Sięgnęłam po książkę, wczytałam się w fabułę i po niej więcej 1/3 książki doszłam do wniosku, że nie dam rady. Z przykrością stwierdziłam, że męczą mnie imiona bohaterów, ich przedziwne, poplątane historie, retrospektywne opowieści, że jestem znużona książką, którą zachwyca się wiele osób i która wszak została wyróżniona Booker Prize.

Poległam. Może to nie był dobry czas na Arundhati Roy.

7 komentarzy:

Fanatyk pisze...

Witam,

zapraszam do udziału w akcji 52ksiazki.pl. Zapraszamy do współpracy i kontaktu.

ps. komentarz spokojnie można usunąć - po prostu chciałem się jakoś skontaktować :)

pozdrawiam.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Fanatyku,
dziękuję za zaproszenie. Przyglądałam się już Waszej inicjatywie i zastanawiałam nad nią. Pomyślę jeszcze nad rozreklamowaniem jej na blogu ( w imię szerzenia czytelnictwa), choć do mnie ona raczej adresowania nie jest;) Nie będę zakładać, że przeczytam w roku 520 książek, bo i tak liczba sięgająca wysoko powyżej czterystu jest sporym wyzwaniem i przyjemnością:)

Fanatyk pisze...

Nie wiem skąd liczba 520 ale tak czy inaczej, z góry dziękuję :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Fanatyku,
czytam niemalże 500 książek w roku, więc chyba nielogiczne byłoby zobowiązywanie się, że przeczytam 52 książki:)

Anonimowy pisze...

Bog Rzeczy Malych jest najbardziej wzruszajaca ksiazka jaka czytalam, szkoda ze nie masz cierpliwosci aby sie wglebic w jej urok

Perła pisze...

Ja myślę, ze do tej książki trzeba dojrzeć. Ja tez kilka lat temu odłożyłam ją z powrotem na półkę. Teraz znów zaczynam się przymierzać. Cierpliwości :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Perło,
:)