Przejdź do głównej zawartości

Luiza Piotrowicz. Wszystkie moje matki.

Wydane przez
Wydawnictwo Replika

Niespełna trzydziestoletnia Weronika, wychowywana przez rodziców adopcyjnych, podczas jednej z wizyt w domu rodzinnym odkrywa w pokoju ojca list napisany do niej przez biologiczną matkę. Martyna, wbrew temu co wie, Weronika żyje, ale ma świadomość zbliżającej się śmierci i chciałaby spotkać się z córką. Dla Weroniki - uporządkowanej, funkcjonującej według konwenansów, samotnej pani prawnik - ów list jest niewytłumaczalnym impulsem do zmian. Porzuca pracę, wsiada w pociąg i pojawia się w domu biologicznej matki, w której miejscowi upatrują nadludzkiej mocy. Pobyt na wsi, w otoczeniu Martyny, psa, kotów, ale bez gazet, telewizji, radia, internetu, staje się dla Weroniki swoistymi rekolekcjami. Opowieść o demonie samotności nękającym wszystkie kobiety z rodziny skłania do zastanowienia się nad własnym życiem, do  - wbrew strachowi - poddania go analizie i rozkwitu samoświadomości.

O ile adopcyjna matka Weroniki należała do kobiet, które naturę zagłuszają wszelkimi możliwymi sposobami, to jej biologiczna matka żyła w jedności z naturą, czerpała z niej mądrość. Zafascynował mnie ten właśnie rys w powieści, to odwołanie do sił pierwotnych, z których czerpać mogą wszystkie kobiety, o ile chcą i potrafią.  Owo połączenie z Naturą, wyczulenie na zjawiska, myśli, emocje, wiedza o następstwach jakie niesie ze sobą przeszłość, o rytmie życia stanowią dla mnie wartość nie do przecenienia. Są również silnie związane z moimi wspomnieniami z dzieciństwa, kiedy wierzyłam, że moja babcia umie wszystko, że w jej domu, ogrodzie dokonują się cuda w zupełnie naturalny sposób. Mam świadomość tego, co po swojej mamie odziedziczyła moja mama i co ja otrzymałam w darze od nich obydwu. Niestety - nie ze wszystkich ofiarowanych mi umiejętności/zdolności korzystam. Może to się zmieni?

Książka Luizy Piotrowicz stała się dla mnie pretekstem do zastanowienia się nad kobiecą linią mojej rodziny. Linią silną, może w pewnym stopniu z siłą nie do końca uświadomioną, ale skoro nawet moja siostra tytułuje blog o swojej córce "Helena córka Izabeli", to musi coś w tym być:)

P.S. Wywiad z Autorką.

Komentarze

chiara76 pisze…
o, widzę, że też ją już czytałaś i podobała Ci się...no właśnie, widzę, że ta refleksja nad kobietami w rodzinie dotyka wszystkich czytelniczek tej książki...;)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...