26 sierpnia 2010

Guy Grieve. Zew Natury.


Wydane przez
Wydawnictwo Dolnośląskie

Guy Grieve pracował w dziale marketingu "The Scotsman" i czuł, że jego życie toczy się na jałowym biegu skazując żonę, syna i jego samego na bezustanny stres z powodu zagrożenia utratą pracy, długami i brakiem określonego celu. Czuł, że musi COŚ zrobić. Tym czymś - mającym uratować kondycję psychiczną i finansową rodziny Guya - był wyjazd mężczyzny na rok na Alaskę. Zaskakujące, prawda?

Może i zaskakujące, ale i budzące zainteresowanie. Guy, jako typowy żółtodziób, nie zdawał sobie sprawy z tego, jak trudne może być życie na Alasce. Wylądowawszy w Galenie, maleńkiej wiosce nad brzegiem Jukonu, wciąż miał przekonanie, że da radę, a czekające na niego zadania - choć trudne - nie są wszak niemożliwe do zrealizowania. Na szczęście Guy trafił na Dona, który traktując go nieco jak szalonego naiwniaka, postanowił mu pomóc.

"Zew natury" to zapis ciężkiej pracy, radości, dni bezsilności, strachu, ale i tych przepięknych, dających satysfakcję. We wspomnieniach Autora dostrzegamy olbrzymią życzliwość Alaskan, bezlitosną i jednocześnie zachwycającą przyrodę, wysiłek jaki należy włożyć, by wytrwać z dala od rodziny, budujące się między człowiekiem i psami więzi. Guy Grieve dzieli się swoim doświadczeniem, opisuje szczegółowo swoją pracę, a na końcu opowieści zamieszcza kilka informacji praktycznych, które mogą pomóc osobom chętnych do tego, by jak on, spróbować zamieszkać w dzikim miejscu.

"Zew natury" zapewnił mi fascynującą podróż na Alaskę. I choć nie mogę sobie teraz pozwolić, by zamieszkać u brzegów Jukonu, z wielką uwagą przeczytałam owe praktyczne wskazówki Guy'a Grieve'a.

8 komentarzy:

Sara (sarusia5@onet.eu) pisze...

Nigdy nie słyszałam o tym autorze, ale chętnie poznałabym "życie na Alasce":)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Sara,
bo to chyba jedyna książka:) Ale pisać - szczególnie o Alasce - potrafi:)))

Meme pisze...

Ciekawa jetem "Życia na Alasce", więc może kiedyś przeczytam ;)

Miranda pisze...

Na Alaskę się nie wybieram, ale z chęcią przeczytam o wyczynach pana Grieve, zwłaszcza że po Twojej recenzji mogę mieć uzasadnioną nadzieję, że książka mi się spodoba. Liczę, że będzie to ciekawsza "mroźna" lektura niż "100 pocztówek..." ;)

Pozdrawiam (:

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Meme,
:)

Mirando,
ta książka jest zdecydowanie inna od "100 pocztówek...":)

Sara (sarusia5@onet.eu) pisze...

Aha, w takim razie się nie dziwie:)

Lirael pisze...

Kiedyś z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów serialu "Przystanek Alaska", tak więc z pomocą pana Grieve chyba odświeżę znajomość z tym tajemniczym zakątkiem świata.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Lirael,
polecam:)