01 lipca 2011

Magdalena Zarębska. Kaktus na parapecie.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

"Nie oceniaj książki po okładce" głosi stare porzekadło, ale mimo wszystko muszę, po prostu muszę to napisać - okładka jest świetna! Prawie tak świetna, jak cała książka! "Kaktus na parapecie" czyta się jednym tchem! 

Mikołaj, główny bohater książki chodzi o czwartej klasy i ma wszystko, a nawet - trochę za dużo. Jest rozkapryszonym, niesamodzielnym, egoistycznym dzieckiem, które ciągle z czegoś jest niezadowolone. Delikatnie mówiąc, trudno go polubić.

Ale pewnego dnia wszystko się zmienia, z nie do końca wyjaśnionych (według mnie) przyczyn Mikołaj przenosi się do lat 70. XX. Ten, kto żył w Polsce w tamtych czasach pamięta pewnie jeszcze co to znaczy.... Mikołaj nagle musi stać się samodzielny (pierwszy raz w życiu nosi klucz powieszony na szyi), najczęściej je chleb z dżemem (bo ciężko cokolwiek innego kupić w sklepach) i ze zgrozą odkrywa, że w telewizji są tylko dwa kanały (w jednym emitują program o świniach, a w drugim - posiedzenie sejmu). Mimo wszystko, świat z przeszłości ma swoje plusy: Mikołaj ma CZAS na czytanie, spotkania z kolegą, wędrówki po mieście. Mikołaj zaznaje WOLNOŚCI: ma więcej swobody, a rodzice nie chowają go pod kloszem. Mikołaj DOŚWIADCZA zupełnie nowych rzeczy: sprzątania po sobie, stania w kolejkach, wyprawy na grzyby. Nie zdradzę jakie jest zakończenie książki, żeby nie psuć Wam lektury. Kupcie tą książkę, jeśli widzicie, że Wasze dzieci zaraziły się wirusem "ja chcę", albo po prostu chcecie im wytłumaczyć co znaczy "komuna".

Kolejny raz, sięgając po książkę wydawnictwa Skrzat, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona! "Kaktus na parapecie" to świetna obserwacja zmieniającej się rzeczywistości, giętki język i zabawne opisy. Nie będziecie się nudzić, gwarantuję. Jako osoba urodzona w 1982 nic nie pamiętam z czasów opisywanych w książce. Mimo tego, a może właśnie dzięki sugestywnym opisom autorki, po lekturze doceniłam naszą rzeczywistość; mimo jej wszystkich wad - mamy wybór.

"Kaktus na parapecie" to najlepsza lekcja historii o latach 70.XX wieku! 

Izabela, mama Heleny

2 komentarze:

Aneta pisze...

Okładka sympatyczna rzeczywiście. NAleżę do osób oceniających po okładce. Dla mnei okładka to konstytutywna część książki. Choć nie powiem lubię być mile zaskoczona treścią przy słabej okładce.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Aneto,
:-)