24 maja 2012

Małgorzata Strzałkowska. Wyliczanki z pustej szklanki.



Wydane przez
Wydawnictwo Bajka

 Wlazł zarazek pod obrazek
małpę pchnęła pchła
w drzwiach bakterie żrą baterie
a szczur w berka gra.
 
Pamiętacie czasy podwórkowych zabaw? Niezbędne wówczas były nam wyliczanki. Popularne słowa rozbrzmiewały wśród wielu dzieci, a z wyjazdów wakacyjnych, oprócz muszelek, zasuszonych kwiatków lub słonej wody w butelce, przywoziło się nowe wyliczanki, nieznane dotychczas na podwórku.

Obawiam się, że wyliczanki z czasów mojego dzieciństwa straciły dziś na popularności. Wierzę jednak, że są dzieci, które wciąż za element konieczny do dobrej zabawy uważają wyliczankę. Jeśli znacie takie dzieci koniecznie podsuńcie im propozycje zawarte w książce "Wyliczanki z pustej szklanki". Poczucie humoru Małgorzaty Sztrzałkowskiej uwielbiam i - jestem przekonana - nie jestem w tym uwielbieniu osamotniona. 

Najdziwniejsze zestawienie słów, bohaterowie wyliczanek zupełnie niecodzienni i doskonała melodyjność tekstu sprawiają, że "Wyliczanki z pustej szklanki" mają szanse rozlać się, jak Polska długa i szeroka, by wzbogacić dziecięce zabawy.

2 komentarze:

magda pisze...

Za moich dziecięcych lat ,czyli 60-tych,ulubioną naszą wyliczanką była:siedzi baba na cmentarzu ,trzyma nogi w kałamarzu,przyszedł duch ,babę w brzuch,baba fik a duch znikł,"nie sądzę żebym mogła ją powtórzyć mojej wnuczce ,pewnie miałaby senne koszmary po tym,chyba byliśmy odporniejsi,silniejsi psychicznie,jak to powojenne pokolenie.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

:-)