Przejdź do głównej zawartości

Alain Surget, Anette Marnat. Dzieci pirata.


Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Z nadejściem wakacji mamy na rynku książek dziecięcych prawdziwe bogactwo książek o piratach. Są takie dla młodszych dzieci, dla tych, które uczą się dopiero czytać, ale i takie, które dzieci z przyjemnością przeczytają same. Do tej ostatniej kategorii z pewnością należy książka Alain Surget.

Bliźnięta, Mała Ludwika i Benjamin, mieszkają w przytułku. Ich mama nie żyje, a taty nie znają. Jedynym elementem łączącym dzieci z tajemniczym ojcem są tatuaże dzieci. Dzieci zmęczone złym traktowaniem w przytułku postanawiają uciec na koniec świata. 

Podczas ucieczki spotykają mężczyzn, którzy znają ich ojca. Znają, ale nie darzą go sympatią, więc postanawiają wykorzystać dzieci do walki z nim. Pojawia się ktoś, kto deklaruje dzieciom pomoc, ale czy można mu uwierzyć?

Opowieść o Małej Ludwice i Benjaminie jest zajmująca i ciekawa. Atmosfera historii sprzyja przygodzie i myślę, że nie tylko młodzi czytelnicy ulegną jej jeszcze silniej niż ja:)

Ilustracje są oszczędne w kolorystyce, utrzymane w tonacji czarno-białej i odcieniach szarości. Pod okładkami znajdują się barwne ilustracje przedstawiające jednego z piratów i jego statek.

Myślę, że warto podsunąć dzieciom serię „Czarnej bandery”.

Komentarze

joanna_czytelnik pisze…
Gdybym miała dzieci, pewnie już siedziałyby nad tą książką ;)

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...