Przejdź do głównej zawartości

Środa

Wizyta u doktora minęła spokojnie. Transporter ze zdejmowanym dachem zdecydowanie zwiększył komfort wyjmowania Nusi na stół, a na stole, pod dłońmi lekarza, to ona już jest idealnie grzeczna. I tylko po cichutku, nieśmiało próbuje zejść ze stołu. Jutro jedziemy znów.

W oczku jeszcze nie ma poprawy; za mało czasu minęło od chwili przyjmowania leku. Nosek się goi, ale Nusia ma tendencje do kichania i niestety - kichając rozrywa sobie gojące się miejsce. Trochę to błędne koło.

Opanowaliśmy już też aplikowanie leków, na takie mniej kłopotliwe. Nusia szybciej jest wolna, pozwala się w miarę bezpiecznie smarować i zakraplać, a i nam jest lżej, gdy kocinka nie wyrywa się i nie płacze rozpaczliwie.

Duszka posmutniała, gdy nasz gość wyjechał. Na szczęście szybko wrócił i Dusia jest noszona i przytulana przez tego, przez kogo sobie życzy. Gusia też korzysta z obecności gościa. Leży na jego kolanach, burczy i miłośnie spogląda mu w oczy.

Sisi przypomniała sobie, że za drzwiami jest długi, szalenie atrakcyjny korytarz. Stoi pod drzwiami i zaśpiewuje nostalgicznie prośby o zabranie jej na spacer. Nieskutecznie, rzecz jasna, ale bardzo donośnie.

Komentarze

abigail pisze…
a na smyczy jakby sobie sisi radziła?
kociokwik pisze…
Abigail,
nie wiem, ale nie chcę próbować. Kiedyś pozwoliliśmy jej wychodzić na podobny korytarz - wyła pod drzwiami dniem i nocą, wedle upodobania i fantazji.
Anonimowy pisze…
Typowe zachowanie dla drapieżnika. Coś za coś. Pani np. raz dziennie wypuści Sisi na korytarz albo pójdzie na spacerek a przestanie prosic. Może jakiś kompromis? Bo myślę że wkrótce się obrazi albo coś ze złości nabroi. Coś na ten temat wiem przez dziewięc lat żyliśmy pod jednym dachem z cudownym i kochanym tchórzofretkiem
kociokwik pisze…
Anonimowy,
musi im wystarczyć balkon (10m2).

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...