15 czerwca 2009

David Gilman. W szponach Lucyfera.


Wydane przez

Wydaniwctwo Egmont

Z początku wydawało mi się, że jest to powieść dla młodzieży. Piętnastoletni bohater i uprawiane przez niego sporty ekstremalne stwarzały wrażenie, że dorosły czytelnik przeczyta owszem książkę Gilmana, ale bez tak silnego zaangażowania jak zrobi to młody człowiek.

Max Gordon na stokach Pirenejów bierze udział w zawodach sportów ekstremalnych. Podczas jednego ze zjazdów widzi mnicha uciekającego na nartach przez mordercą. Strzały wywołują lawinę, ranny mnich odkopuje chłopaka spod śniegu, by potem sam osunąć się w przepaść. Zanim zginie zdąży podzielić się z Maxem pewną tajemnicą.

Sekret mnicha Zabali dotyczy katastrofy jaka spotka Ziemię. Akcja powieści toczy się na dwóch kontynentach, a fabuła wymaga choć podstaw wiedzy o ekologii, CERN-ie i różnych podobnych sprawach, o których podczas lektury - wiedziona ciekawością - doczytywałam w internecie.

Bohater powieści ma jeszcze coś, oprócz szalenie sprawnego umysłu i odwagi, w chwilach silnego zagrożenia utożsamia się z niedźwiedziem. Nagle wyostrzają mu się zmysły, nabiera potężnej siły, a zwierzęta odczuwają w nim dzikość i ulegają jego potędze.

Max Gordon przypominał mi nieco Bonda. Jamesa Bonda, tyle tylko, że uboższego o wyraźnie zarysowaną sferę erotyczno-romansową, wszak Max ma lat piętnaście i na razie skupia się na tym, by ratować świat. Choć piękna Sophia, w której płynie krew plemienia Tuaregów nie jest chłopcu obojętna...

Jak się domyślacie popołudnie z tak ekscytującą powieścią upłynęło błyskawicznie:)

P.S. thedangerzone.co.uk

Brak komentarzy: