Przejdź do głównej zawartości

Siostra Emmmanuelle. Mam sto lat i chciałabym wam powiedzieć.

Wydane przez
Wydawnictwo Esprit

Ostatnio rozsmakowałam w czytaniu rozmów, wywiadów, więc z dużą przyjemnością sięgnęłam po zapis rozmowy jaki Jacques Duquesne i Annabelle Cayrol przeprowadzili z Siostrą Emmanuelle ze Zromadzenia Sióstr Matki Bożej z Syjonu.

Siostra przeżyła 100 lat. Zmarła w zeszłym roku. 20 lat swojego życia (i to te dwadzieścia, które zaczęły się po 65 urodzinach) spędziła w dzielnicy ubogich w Kairze. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek o niej słyszała, więc tym większa moja radość z lektury.

Siostra Emmanuelle jest fascynująca. Opisując swoje wstąpienie do Zgromadzenia mówi o potrzebie Absolutu, którą zaspokoić w niej mógł tylko Bóg. Owo zaspokojenie, nasycenie Miłością Boga dało jej siłę i entuzjazm, dało determinację i pozwoliło na spełnienie marzenia o tym, by pomagać biednym.

Cała rozmowa z Siostrą pełna jest wykrzykników, tak że czytając ją miałam wrażenie, że po pierwsze Siostra cały czas się śmieje, po drugie zmęczona jest tłumaczeniem oczywistości i wymaga od ludzi (nie tylko tych rozmówców), by dziwili się nie temu, o czym ona mówi, lecz temu światu, który czynią sobie coraz bardziej nieprzyjaznym.

Uderzyło mnie porównanie jakiego dokonała Siostra między kairskimi ubogimi a współczesnymi Europejczykami. W Europie panuje "depresja i posępność", podczas gdy " W dzielnicy nędzy było zupełnie inaczej! Dlaczego? Ponieważ w miejscu całkowicie ogołoconym, w świecie gdzie nie ma nic, cóż pozostaje? Pozostaje człowiek."

W książce nie omija się trudnych tematów: wspomina się o celibacie księzy, o dopuszczalności środków antykoncepcyjnych, o tym, co jest charyzmatem Sióstr Matki Bożej z Syjonu, o dialogu między religiami.

Interesująca rozmowa z fascynującą kobietą, polecam:)

Komentarze

Beata Woźniak pisze…
już wiem gdzie kupić:) Lubię takie ksiązki:) pozdrawiam
Monika Badowska pisze…
Montgomerry,
miłej lektury:)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...