13 czerwca 2010

John Grogan. Złapać życie za ogon.

Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

Autor bestsellerowego "Marley i ja" był przez wiele lat felietonistą w "Tha Philadelphia Inquirer", a w książce, o której piszę zebrano te felietony pogrupowawszy je wokół tematyki rodzinnej, tematów o zwierzętach i tych dotyczących jak najszerzej rozumianego "życia".

O ile opisując swoje życie z Marley'em, a szczególnie jego końcówkę, Autor napisał coś, co spowodowało, że straciłam jawił mi się jako nieczuły, tak w tekstach prasowych jawi się jako życzliwy obserwator patrzący z wnikliwością na opisywany świat. Trudno zatem takiemu człowiekowi odmówić przyjaznego zainteresowania, prawda?

Pierwsze, co zdumiało mnie podczas lektury, to sposób w jaki John Grogan pisał swoje teksty. Sposób to bowiem zupełnie odmienny od tego, w jakim pisane są nasze, polskie, felietony. Należało zatem przestawić się na inny sposób czytania, a później można było już tylko znajdować przyjemność w pisaniu Autora.

Tematyka felietonów jest, jak już pisałam powyżej, różnorodna i trzeba, aby konkretny tekst przypadł komuś do gustu, by go polubił, bo chyba w przypadku takich tekstów zebranych w książce nie da się powiedzieć, ze równie zajmujące były wszystkie. Mnie wzruszyły te, często pisane z humorem, w których Autor pisze o dorastaniu dzieci, o tym, jak rodzice z absolutnych autorytetów stają się kimś, kogo nastolatkowie się wstydzą. Analiza ludzkiego zachowania na wieść o katastrofach, już po 11 września 2001 roku, skłoniła do refleksji, podobnie jak tekst o starości. Najsilniejsze chyba jednak wrażenie zrobił na mnie felieton z 13 października 2006 roku dotyczący wybaczania.

Cieszę się, że okazałam Autorowi zaufanie i zdecydowałam się na lekturę "Złapać życie za ogon".

Brak komentarzy: