22 czerwca 2010

Starsze...

Dziś wcześnie rano odwiedziłam bibliotekę i podczas czekania na zamówione książki przeglądałam zawartość pudła z książkami "do wzięcia". Nic tam dla siebie nie znalazłam, ale trafiłam na coś, co uznałam za warte pokazania Wam. Zbiór poezji zachodnioeuropejskiej oznaczony był poniższym exlibrisem:


Dziś podczas porządkowania sali lekcyjnej przed wakacjami trafiłam na książkę towarzyszącą mi w latach dziecięcych, którą kiedyś zaniosłam do pracy i tam zostawiłam. Przyjrzałam się ze wzruszeniem pokolorowanym obrazkom, przeczytałam dzieciakom wiersze i zrobiłam kilka zdjęć:
Miłe są takie wędrówki w przeszłość, prawda? Macie jakieś książki, które znalezione po latach budzą szczególne wspomnienia?

14 komentarzy:

Skarletka pisze...

Ja mam taką książkę "O komarze i orkiestrze" - mój tata dostał ją w pierwszej klasie podstawówki jako nagrodę za dobre stopnie, a potem przekazał ją swojej jedynaczce, czyli MI :) Ogromny mam sentyment do tej książki i już planuję, że kiedyś też podam ją dalej :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Skarletko,
u moich rodziców w piwnicy stoi karton z książkami z naszego - siostry i mojego - dzieciństwa:) Muszę się kiedyś do niego dobrać:)

Matylda_ab pisze...

hehe Wierszyk o Grzesiu i piasku jest kultowy! :))))
Ja mam do dziś książeczkę z dzieciństwa autorstwa Elizabeth Shaw "Jak Bettina wracała ze szkoły" (Nasza Księgarnia rok 1978, przełożyła Helena Bechlerowa!!). Poklejona,bo okładki się rozłaziły. Pokolorowana kredkami, choć niektóre kreski nie stanowią żadnych rysunków. :) Podobno uwielbiałam tę książkę: duże rysunki i 2-3 linijki tekstu. Znałam ją na pamięć i w pewnych momentach zdarzało mi się płakać. Ech, cudowna opowieść.

o Tu http://archiwumallegro.pl/shaw_elizabeth_jak_bettina_wracala_ze_szkoly-977311311.html znalazłam małe zdjęcie. :))

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Matyldo,
ja uwielbiałam książeczki wydane w serii "Poczytaj mi mamo":)A z takich mocno poklejonych to miałam "Pokój na poddaszu", baśń o Królewnie Śnieżce i "Andruty" Brzechwy:)A kolorowałam tylko Tuwima - nie wiem czemu;)

Motylek pisze...

Oczywiście! Mnóstwo!
Największym sentymentem darzę wierszyki Tuwima z kilkoma wydartymi przeze mnie kartkami - usiłowałam sama "czytać" nie mając jeszcze roku. Sama też dodałam kilka "ilustracji"...
Druga z książek to Baśnie Andersena - egzemplarz, który dostała moja mama i czytała jako dziecko, potem czytała baśnie mi, mimo, że ja już doskonale umiałam sama czytać.
Obbie książki (i jeszcze sporo innych) przytargałam ze sobą za wielką wodę.

Pozdrawiam,
Motylek

A verbis ad verba pisze...

"Poczytaj mi Mamo" to seria książeczek, które zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy. Ze wzruszeniem wspominam również wiersze Brzechwy w twardej oprawie z pięknymi ilustracjami oraz Ewy Szerburg-Zarębiny - z ilustracjami malowanymi lekkimi pociągnięciami akwarel. Oczywiście również cała seria o Muminkach, ale także Baśnie Andersena. Oj, mnóstwo książek towarzyszyło mi w dzieciństwie, do których teraz mam wielki sentyment. A pamiętasz bajki na czarnych płytach? :-) Czy ktoś jeszcze dziś wie co to jest adapter? ;-) Na winilowych krążkach mam do dziś "Jacka i Agatkę", "Lato Muminków" i kilka innych bajek. Pozdrawiam!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Motylku,
miło, że się odezwałaś ponowie:)Ja pamiętam wydanie wielotomowe Andersena, które miała ciocia. Za każdą wizytą u niem zaczytywałam się w baśniach i traciłam świat z oczu:)

A verbis ad verba,
z bajek na winylach pamiętam tylko Robinsona i Piętaszka. Do dziś umiem zaśpiewać piosenkę towarzyszącą bajce;)

LOTTA pisze...

Witaj, bardzo lubie twoj blog, trafilam przypadkiem:) A powroty do przeszlosci ksiazkowe sa niesamowite:) Np ''Galka od lozka" ''Babcia na jabloni"..
zapraszam na moj blog ksiazkowy

http://polsko-finskie-zycie.bloog.pl/

lotta

Grzesiek. pisze...

Mnie kiedyś denerwowało, kiedy ktoś przy mnie recytował "Idzie Grześ przez wieś". Teraz tylko się śmieję i recytuję razem ;]
Co do takich wzruszeń - chyba jeszcze jestem za młody ;)

maioofka pisze...

"Bajki samograjki" Brzechwy, co pewnie wynikało z faktu, że SAMA uważałam się za niebywały talent muzyczny i robiłam każdej "potencjalnej" widowni przedstawienia z piosenkami i recytacją ;) Książka ta już się rozpada, ale nadal mam ją przy sobie.
Lektury dzieciństwa to cudowny wehikuł czasu :))

Motylek pisze...

Zaglądam tu w miarę regularnie, choć nie zawsze komentuję.
Moja mama miała, a teraz ja mam, wydanie Baśni Andersena jednotomowe z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Ale mam też wydanie trzytomowe - dostałam je na urodziny, i mam je z resztą tutaj też.

Motylek

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Lotta,
miło mi, że lubisz i że odwiedzasz:)

Grzesiek,
;)

Maioofka,
oj ja też byłam dzieckiem uwielbiającym recytować wiersze przed szeroka publicznością. Ale później poszłam do szkoły;)

Motylku,
:)

Agnes pisze...

O jeju, ten Tuwim to wydanie takie jak Dziadek do orzechów, uwielbiam!
Co do książek, mam takich mnóstwo, wracam do nich, czytam i piszę o nich.
Bajka o Królu Cukrowym, Fortele Jonatana Koota, Szkatułka z malachitu, Moja babcia czarownica...

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Agnes,
można się u Ciebie zaczytać:)))