09 marca 2011

John Blundell. Margaret Thather. Portret Żelaznej Damy.

Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka


John Blundell zawiadywał londyńskim Institute of Economic Affairs, o którym powiadają (przynajmniej niektórzy), że to najbardziej wpływowy think tank w historii Wielkiej Brytanii – w polityce tkwił mocno i wiedzę ma potężną. Blundell napisał biografię Margaret Thatcher (aczkolwiek sam o sobie mówi, że jest 
hagiografem, a nie biografem Żelaznej Lady) po to, aby wyjaśnić fenomen Thatcher nie-Brytyjczykom.

Na ile fenomen ten rozumiany jest i doceniany na Wyspach, tego nie wiem, ale u nas doceniany nie jest na pewno.  Thatcher i jej dzieło oceniane są różnie; przeciwko polityce Żelaznej Damy wytoczono już najcięższe działa, ale też wychwalano ją pod niebiosa. Nie można jednak zaprzeczać liczbom, a te pokazują, jak wyglądała Wielka Brytania w maju 1975 roku, kiedy torysi pokonali laburzystów w wyborach parlamentarnych i kiedy Thatcher objęła urząd premiera, a jak w listopadzie roku 1990, gdy Thatcher ustąpiła ze stanowiska na rzecz Johna Majora.

Nie ma co opisywać w tej recenzji dokonań bohaterki książki, aczkolwiek myślę, że większość ludzi wie na ten temat tylko tyle, że Thatcher zwalczała związkowców i była bezlitosna wobec głodujących górników. Blundell podaje mnóstwo faktów, które składają się na prawdziwy obraz sprawy; w swoją opowieść wplata twarde dane, którym zaprzeczyć się nie da.

Blundell zna Thatcher od wielu lat i napisał dobra książkę. Nie ma tu żałosnego psychologizowania, ani bełkotu o tym, że ktoś został przez Boga dotknięty geniuszem. Blundell natomiast nawet nie próbuje skrywać swojego podziwu dla tej, o której Tony Benn, polityk jak najbardziej lewicowy, powiedział:

Pani Thatcher mówiła to, co myślała, i myślała to, co mówiła. I to naprawdę robiła… niczego nie czyniła podstępem. Wszyscy wiedzieli, czego ona chce.

Mój Boże – „niczego nie czyniła podstępem…”, „wszyscy wiedzieli, czego ona chce…”. I ta skuteczność, która w najbardziej widowiskowy sposób przejawiła się w tym, jak ta kobieta wygrała wojnę o Falklandy.

Kiedy Thatcher złożyła urząd premiera, nikt na świecie nie śmiał się z jej kraju, nikt nie uważał już Wielkiej Brytanii za chorego człowieka Europy. Warto poznać postać, dzięki której to wszystko się stało. Warto poznać tę ważną historię. Choćby po to, żeby wiedzieć za czym tęsknić. I o czym marzyć. Bardzo tęsknić i bardzo marzyć.

9 komentarzy:

Iza pisze...

Pewnie gdyby nie to, ze jakiś czas temu przerzuciłam się na nieco bardziej niszowy segment prasy (i internetu) też bym uważała, że Arthur Scargill był niewinnym barankiem, a wredna Żelazna Dama gnębiła klase robotniczą z czystego sadyzmu. Pewnie jednak sięgnę, żeby pogłębić wiedzę:).

Seso pisze...

Doceniam rolę Thatcher w polityce, ale tez nie uważam, że hagiografia dostarcza obiektywnej wiedzy na jej temat. Troszkę dziwnie wygląda ograniczanie za wszelką cenę wydatków na edukację i zdrowie publiczne, a wydawanie milionów na wojnę o utrzymanie dominacji na drugim końcu świata (wojna na Falklandach też była oceniana dwuznacznie, więcej żołnierzy popełniło po tej misji samobójstwa, niż zginęło w czasie działań). Być może wyciągnęła kraj z zapaści, bo konserwatyści rządzili dość długo, ale wielka Brytania z imperium, nad którym słońce nie zachodzi, jest teraz krajem podzielonym na pół: bogatym, zdominowanym przez firmy południem i zniszczonym przez przemysł, powoli upadającą północą.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

>Seso

Dwie sprawy. Po pierwsze: a ci żołnierze-samobójcy to co, wszyscy zostawili listy o treści: popełniam samobójstwo dlatego, że W. Brytania miała wojnę z Argentyną?

Po drugie: czyli jak ma być - jeden kraj napada na drugi kraj, a ten drugi kraj mówi "OK, trudno" i poddaje się z obawy przed tym, że po wojnie żołnierze będą popełniać samobójstwa?

Domi pisze...

Bardzo lubię tego typu książki - dlatego, że ten temat jest mi prawie kompletnie obcy i dzięki temu mogę się czegoś nowego dowiedzieć.

Seso pisze...

Nie pisałam tego, by wszcząć jakąś awanturę, tylko dlatego, że akurat mam znajomych, którzy żyją akurat w tych północnych regionach Anglii i mając w pamięci walkę Thatcher ze związkami zawodowymi i bezrobocie, jakie panowało w tym regionie i biedę, oceniają ją wyjątkowo negatywnie (aczkolwiek ze stoickim spokojem, podziwiam brytyjskość:)). Co do kwestii Falkland żołnierze uczestniczący w tej wojnie zostali wyjątkowo zignorowani przez własny kraj, stąd fala samobójstw po powrocie z wojny ( zespół stresu pourazowego). Co do wojny to jest to dość traumatyczne wspomnienie dla tych moich znajomych, bo dużo chłopców z ich okolic w związku z biedą zaciągnęło się do wojska i wielu też nie wróciło, a po koszmarze 2 wojny było to zaskoczenie i strach dla całego ich kraju. Wojna o Falklandy wg nich była wyłącznie wojną o prestiż, nie o obronę własnego kraju (jest to malutki teren pod zwierzchnictwem Wielkiej Brytanii na drugim końcu świata). Nawet nie jest to moja opinia, wiadomo, że tak jak u nas Balcerowicz ;) tak i Thatcher jest oceniana różnie i budzi emocje, uważam tylko, że opinię o niej można mieć dwojaką, tym bardziej, że tu opisał ją gorliwy zwolennik :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Seso,

po kolei:

1. "Nie pisałam tego, by wszcząć jakąś awanturę"

I nie odebrałam tego tak, że Ty piszesz po to, by wszcząć awanturę. To żadna awantura w porównaniu chociażby z tym, jak przy pomocy tekstów walczą bohaterscy naukowcy :-))

2. "mając w pamięci walkę Thatcher ze związkami zawodowymi i bezrobocie, jakie panowało w tym regionie i biedę, oceniają ją wyjątkowo negatywnie"

No dobrze, to, że był zupełny syf przed rokiem 1979 to wiadomo, ale co z tym syfem ma wspólnego Thatcher??

3. "żołnierze uczestniczący w tej wojnie zostali wyjątkowo zignorowani przez własny kraj, stąd fala samobójstw po powrocie z wojny ( zespół stresu pourazowego)."

Powtarzam swoje pytanie: a ci żołnierze-samobójcy to co, wszyscy zostawili listy o treści: popełniam samobójstwo dlatego, że W. Brytania miała wojnę z Argentyną?

4. "dużo chłopców z ich okolic w związku z biedą zaciągnęło się do wojska"

Czyli co - sami zdecydowali o tym, że pójdą na tę wojnę? Podjęli decyzję jako ludzie wolni?

5. "Wojna o Falklandy wg nich była wyłącznie wojną o prestiż, nie o obronę własnego kraju"

OK, ale tu są dwie kwestie:

a) punkt widzenia tych chłopaków nie jest jeszcze ostatecznym wyznacznikiem tego, jaką politykę ma prowadzić rząd

b) a jaka to różnica, o jaki kawałek kraju chodzi? Powtarzam swoje pytanie: czyli jak ma być - jeden kraj napada na drugi kraj, a ten drugi kraj mówi "OK, trudno" i poddaje się z obawy przed tym, że po wojnie żołnierze będą popełniać samobójstwa?

6. "opinię o niej można mieć dwojaką"

Nie tyle opinię można mieć dwojaką (bo to chyba przejaw schizofrenii) ile faktem jest, że ludzie mają rozmaite opinie.

7. "tym bardziej, że tu opisał ją gorliwy zwolennik"

O! A to ci dopiero metodologia! Od kiedy istotne jest to, czy tezę wygłasza zwolennik czy przeciwnik, zamiast żeby istotne było to, czy teza jest rzetelnie podbudowana argumentami?

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Iza,

"gdyby nie to, ze jakiś czas temu przerzuciłam się na nieco bardziej niszowy segment prasy (i internetu)..."

Brawo! Za to przerzucenie się :-)))

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Domi,

zawsze dobrze jest wiedzieć więcej. Chyba :-)))

Seso pisze...

Łooo nie wiem czy na wszystkie pytania odpowiem, muszę się też przyznać, że ja niestety do większości spraw podchodzę emocjonalnie, a ty tutaj logicznie:) Zawsze będę przeciw wojnie, mimo szlachetnych tradycji militarnych w mojej rodzinie uważam za klęskę to, że mój brat chce zostać żołnierzem. Wojna automatycznie kojarzy mi się ze śmiercią, więc uważam, że ci żołnierze, którzy listów pożegnalnych nie napisali zginęli z powodu stanu, w jaki wpędziła ich wojna. Gdyby na niej nie byli, tak by się nie stało. Przypuszczam- i tu już powieje obłędem- że nawet w przypadku wojny typu światowej albo bym uciekła, albo się poddała, dla mnie życie ma wartość nadrzędną i jestem tchórzem. Uważam też, że wojna o Falklandy była pretekstem dla każdej ze stron, Brytania dała się w nią wciągnąć i nie wiem, czy było to aż tak istotne. Cała ta kwestia kolonii tez jest moralnie dwuznaczna- ich teren jest ich, bo tak sobie postanowili. Teren do dziś zaminowany, nie na tyle ważny, żeby go doprowadzić do porządku. Zdecydowanie zamierzam teraz wziąć się za jakąś lekturę na ten temat. Ja nie wiem, czy ta książka to teza, bo skoro nazywa się ją hagiografią to dotyczy budowania wizerunku, więc opinia autora ma wpływ :). Thatcher to jeden z wielkich polityków naszych czasów, ale też za jej rządów przeorganizowano całą gospodarkę tak, że upadł przemysł na północy i rodzina tych moich znajomych, niegdyś po części robotnicza, teraz nie bardzo ma fundusze na edukację wyższą, więc ich dzieci pracują głównie w Londynie i okolicach, jeden jest szefem kuchni, drugi menadżerem sklepu. Północ pracuje usługując południu. Taką politykę przyjął rząd, ale nie każdemu musi się ona podobać.