Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...
Komentarze
Co do zdjęć to sporo maszkaronów jak na kościelną architekturę. Sama bryła świątyni i jej położenie imponujące. No i ten symbol. Trzy koła złączone trójkątem oraz krzyż celtycki. Czy te koła to właściwie nie przypadkiem takie uproszczone spirale, które miały łączyć się ze sobą jak Trójca? A pogoda wymarzona na wycieczkę.
rzadko są tu zdjęcia, bo aparat mam więcej niż kiepski i względnie ładne zdjęcia wychodzą tylko przy okazji sprzyjającej pogody.
Książek nie zabraknie. Tego jestem pewna. Bardziej prawdopodobne jest, że życia nie starczy na nie wszystkie:-)
Pozdrawiam i w razie wolnych chwilek zapraszam do siebie :)
ZAPRASZAM