18 marca 2011

Michael Morpurgo. Samotność na pełnym morzu.


Wydane przez
Wydawnictwo Telbit

W latach 1947-1967 przesiedlono do Australii od siedmiu do jedenastu tysięcy brytyjskich dzieci. Osierocone gromadzono na statkach mówiąc, że czekają na nie rodziny, ludzie, którzy stworzą im dobry dom. Po wielu tygodniach spędzonych na statku mali pasażerowie dopływali do Sydney, a tam często okazywało się, że zapewnienia nie zawsze odpowiadają rzeczywistości zastanej.

W książce Michaela Morpurgo jest dwoje narratorów i dwie opowieści. Pierwszym opowiadającym jest Arthur Hobhouse, mężczyzna, który jako kilkuletnie dziecko trafił na statek płynący z Liverpoolu do Sydney. Codzienność na australijskiej ziemi przypominała bardziej piekło niż obiecywany raj, a Arthur po udanej ucieczce z pierwotnego miejsca przeznaczenia starał się żyć tak, by móc kiedyś powrócić do Anglii i poszukać śladów własnej przeszłości.

Narratorką w drugiej części książki jest córka Arthura, Allie, która spełniając marzenie ojca płynie jachtem zbudowanym w warsztacie szkutniczym dziadka do Anglii. Dziewczyna prowadzi internetowy dziennik podróży, a jej najbliżsi próbują odnaleźć tajemniczą Kitty, która jest postacią łączącą Arthura z dzieciństwem. 

Trudno mi orzec, która z historii - łączących się wszak przez więzy rodzinne - była bardziej przejmująca. Ta o chłopcu, którego zmuszano do pracy ponad siły, czy ta o dziewczynie samotnie opływającej pół świata po to, by spełnić marzenia ojca. Zarówno historia Arthura, jak i Allie budzi wiele emocji, a przez spokojny, wyważony sposób ich przedstawiania robi naprawdę spore wrażenie.

Ze strony internetowej Autora wynika, że spod jego ręki wyszło około stu powieści. Jeśli się nie mylę "Samotność na pełnym morzu" jest czwartą wydaną o Polsce. Mam nadzieję, że wydawcy nie zarzucą idei przedstawiania polskim czytelnikom książek Michaela Morpurgo.

3 komentarze:

gusiook pisze...

Witaj:)
Szczerze mnie zainteresowałaś. Takie historie zawsze poruszają... Bardzo lubię, gdy opowieść ma dwie płaszczyzny, które jednak gdzieś tam się zazębiają...
Pozdrawiam weekendowo:))

monani pisze...

Czytałam kiedyś wstrząsający artykuł na ten temat, zaczynam więc poszukiwania książki. Dzięki za zachęcającą recenzję :-)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Gusiook,
pochłonęłam tę książkę z dużym zaangażowaniem:) Mam nadzieję, że i Tobie się spodoba:)

Monani,
w książce są podane adresy stron www, na których można poszukiwać osób przewiezionych do Australii.