05 marca 2011

Żona księdza (1971)

Film, w którym gra Sophia Loren i Marcello Mastroianni, wydawał mi się wart obejrzenia. Niestety - bohaterka, którą grała przepiękna Loren irytowała mnie tak bardzo, że zrezygnowałam z projekcji.


Film zaczyna się dość efektownie. Valeria Billi oszukana przez mężczyznę, z którym chciała związać swoje życie postanawia popełnić samobójstwo, ale tuż przez zażyciem nasennych tabletek dzwoni do telefonu zaufania i rozmawia z mężczyzną o zmysłowym głosie. Gdy bohaterka, już w szpitalu, prosi o przybycie owego mężczyzny, okazuje się, że jest on księdzem. Valeria dąży do jak najczęstszych spotkań z Don Mario Carlesim, a gdy on wyjeżdża na prowincję do seminarium, by szukać rady u starszego księdza, dziewczyna przyjeżdża za nim i gniewnie zarzuca mu ucieczkę.

I tu skończyłam oglądać. Nachalność Valerii zniechęciła mnie do poznawania dalszych losów bohaterów filmu "Żona księdza". Trochę mi szkoda, bo bardzo lubię stylistykę lat siedemdziesiątych i z wielka przyjemnością podziwiałam kolejne stroje Sophii Loren, jej fryzury, makijaż. Ale cóż...

P.S. Dziś na TCM zobaczyć można "Czarodzieja z Krainy Oz" z 1939 roku, z Judy Garland w roli Dorotki.

5 komentarzy:

Magia słowa pisanego pisze...

Film zdecydowanie nie dla mnie.

Lady Aga pisze...

Filmu nie znam, ale nawet gdyby był kiepski, wyłączyłabym fonię i popatrzyła sobie na Boską Zośkę;)Za to "Czarodzieja..." z Judy Garland uwielbiam - jak sie niedawno okazało, moje dzieci też! Aż musiałam książkę na Allegro kupić, to samo wydanie, któe miałamw dzieciństwie;) Pozdrawiam!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Magia słowa pisanego,
a czemu?

Lady Aga,
a ja jakoś nigdy nie rozumiałam idę wędrującej przez świat Dorotki. Ten robot mnie przerażał.

Aneta pisze...

A ja lubię Dorotkę i nawet ten film myślę, że by mi się spodobał :)lubię takie stare( dla mnie oczywiście pokoleniowo) filmy oglądać.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Aneta,
nie obejrzałam wczoraj całego filmu, ale gdy włączyłam w pierwszych kilkunastu minutach, żeby podejrzeć to trafiłam na Dorotkę śpiewającą "Somewhere over the Rainbow":-)