13.8.09

Myszy nie było, ale były schody

I to właśnie schody stały sie główną atrakcją pobytu. Choć i inne, nowe dla Kociastych, zakamarki też dostarczały wiele radości:)

Całą drogę - niezbyt daleką - Kotki protestowały. Nusia i Gusia cały czas, a Sisi okazjonalnie, za to najgłośniej i z największą furią w głosie. Remonty na drodze powodujące korki nie sprzyjały nam w podróży. Gdy już wjechaliśmy do naszego miasta, Gusia wpadła niemalże w szał - krążyła wściekła po nas i po aucie, denerwując się tym, że zwolniłam i tym, że wkoło jest mnóstwo ludzi i mnóstwo aut.

Na szczęście jesteśmy już w domu, a że podczas naszej nieobecności nieco sie ochłodziło, to i milej jest w powietrzu:)

P.S. Reszta zdjęć jest TUTAJ.

2 komentarze:

abigail pisze...

Schody do... myszy? ;)

kociokwik pisze...

Abigail,
schody na parter, na którym był fascynujący piec węglowy, duuuża kuchnia, móstwo okien. I drzwi do wolności, na których zawisła Sisuleńka domagając się przez okienko wypuszczenia na szeroki świat. Drzwi zamykane na klucz.

Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger