12 października 2009

Angelika Kuźniak. Marlene.


Wydane przez

Wydawnictwo Czarne

Dziś premiera!

Marlenę Dietrich znam z czarno-białych zdjęć. I na tej "znajomości" pewnie bym poprzestała, gdyby nie świetnie napisana przez Angelikę Kuźniak opowieść, dzięki której aktorka i piosenkarka przestała być dla mnie tylko postacią z fotografii.

Dietrich jawi się w książce jako osoba profesjonalna, surowa, rygorystyczna, a jednocześnie rozmiłowana w sobie i własnej popularności. Pozostawiła 25 ton przedmiotów; były tam: stroje, bilety, gipsowy odcisk dłoni, książki, listy, itp. Do końca chciała decydować o losie swoim i osób z jej otoczenia, do końca zachowała samoświadomość.

Angelika Kuźniak kieruje reflektory spisanej przez siebie historii na relację Marleny Dietrich z Niemcami, na wizyty artystki w Polsce, a także pokazuje nam ostatnie lata jej życia spędzone w Paryżu.

Autorka oddaje głos osobom bliskim Marlenie Dietrich - jej córce, wnukowi, ludziom, którzy z nią współpracowali. Przywołuje listy fanów i przeciwników artystki, dociera do wspomnień, listów, notatek i zapisków w kalendarzach. Szczególnie w swej opowieści uwypukla obecność Dietrich w Polsce (1964, 1966) oraz jej znajomość z Czesławem Niemienem i Zbigniewem Cybulskim.

Marlena Dietrich była dla mnie postacią z czarno-białych zdjęć. Nie wiedziałam, że odwiedziła Polskę, nie wiedziałam, że znaczna część społeczeństwa niemieckiego nie chciała jej w swoim kraju, bo u boku aliantów zagrzewała do walki z nazizmem. Nie wiedziałam, że zmarła w 1992 roku. Pani Kuźniak dziękuję za wiedzę i asumpt do tego, by wiedzieć:)

P.S. Niebiesko-Czarni oraz Marek i Wacek występowali jako support przed Marleną Dietrich. Wyobrażacie to sobie?!

4 komentarze:

Nemo pisze...

Chyba przeczytam, aczkolwiek już teraz coś mi zgrzyta. Córka Dietrich nienawidziła własnej matki, nie pozwoliła na operację która mogła uratować zdrowie Marleny. Oddawanie jej głosu jako osobie która mogła powiedzieć coś konkretnego o własnej matce jest nieporozumieniem. Baba ( córka Dietrich) wydała po śmierci matki oczerniającą ją biografię, za życia matki potrafiła tylko wyłudzać od niej pieniądze, odwiedzała ją raz - dwa razy w roku.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Nemo,
a czy ja napisałam, że córka mówiła dobre rzeczy? Ale może - dla równowago - trzeba oddać głosy i tym mówiącym dobre, i tym, którzy mówią złe rzeczy. Pozdrawiam.

Nemo pisze...

Domyśliłem się, że nie mówiła o matce dobrych rzeczy :) Tyle, że są takie osoby których wypowiedzi trudno traktować poważnie, nawet przy założeniu subiektywizmu ocen. Aha, pisałem już, że jestem fanem Marleny? ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Nemo,
nie pisałeś:)