Przejdź do głównej zawartości

José Ortega y Gasset. Ewolucja teorii dedukcyjnej. Pojęcie zasady u Leibniza.


Wydane przez

Wydawnictwo słowo/obraz terytoria

Trudno powiedzieć w kilku zdaniach, o czym jest ta książka. Z pewnością o poznaniu, na pewno o zasadach rozumianych jako racje czegoś. Jest w książce trochę logiki, na początku, kiedy Ortega wyjaśnia pojęcia, ale wszystko jest podane klarownie - Ortega zna się na rzeczy, bo logikę przez parę lat wykładał, a w przeprowadzaniu jasnego wywodu jest mistrzem. Przede wszystkim jednak jest to wspaniale napisana opowieść o Człowieku, o jego zmaganiach z Rzeczywistością i z sobą samym. Ortega, dając znakomitą syntezę tego, w jaki sposób wielcy myśliciele postrzegali zasady, pisze o poznaniu, o teorii dedukcji, o nauce, o mitach, magii, religii i przede wszystkim o filozofii. Dla mnie właśnie teksty o filozofii jako takiej są najpiękniejsze. Ortega pisze:

"Filozofia formalnie jest ruchem, który wyprowadza człowieka ze stanu wątpienia. Bez wątpienia nie ma filozofii. Dlatego nie rodzi się ze dziwienia wobec rzeczy, które człowiek napotyka wokół siebie, w swoim otoczeniu, czy też ze zdziwienia wobec świata. U swego źródła filozofia nie zajmuje się bezpośrednio światem, lecz pewnymi przekonaniami czy 'sposobami myślenia' odnoszącymi się do świata, które istniały już wcześniej, przed nią. Dlatego nie może być jakimś stałym modusem w człowieku, nie jest wszechobecna i achroniczna. Rodzi się i odradza w określonych dziejowych okolicznościach, które charakteryzuje upadek wiary, repertuaru 'panujących opinii', pewnych tradycyjnych obowiązujących poglądów. Dlatego w punkcie wyjścia postawa filozofa jest tak dramatyczna."

Autor daje nam wspaniały przegląd myśli filozoficznej, poczynając od Parmenidesa i Heraklita, poprzez Arystotelesa, Kartezjusza, Leibniza, Kanta, aż do Heideggera, przy czym nie ma w tekście Ortegi żadnych akademickich zakalców; wręcz przeciwnie, Ortega daje popis literackiego kunsztu, czasami może się nawet wydawać, że szarżuje, ale błędu nie popełnia ani razu. Oto pisze:

"Życie nie jest, nie może być tragedią. Tragedie tylko się w nim zdarzają i są możliwe. Idea tragicznego poczucia życia zrodziła się w wyobraźni romantycznej i jako taka jest arbitralna i mocno melodramatyczna. Z romantyzmu trucizna przeniknęła do chrześcijaństwa dzięki człowiekowi żyjącemu w Kopenhadze, komediantowi-z samej-swej-natury: Kierkegaardowi. Po nim pałeczkę przejął najpierw Unamuno, a potem Heidegger."

Albo:

"Jest on [Heidegger] bowiem sensu stricto 'miłośnikiem trwogi' w tym znaczeniu, w jakim istnieją wielbiciele byków. Może się to komuś wydać paradoksalne, ale prawda jest taka, że człowiek 'lubi trudności', i na tym polega sport. (...) Miał rację Nietzsche, powiadając: 'Czyżby to było życie? Niech się więc zaczyna od nowa!' Życie - to poczucie, że się umiera i jednocześnie krzyczy: da capo!"

Z książki można wyodrębnić kilkanaście świetnych, osobnych wykładów, jak chociażby wykłady o Kartezjańskim sposobie myślenia czy o filozofii scholastycznej, którą Ortega nazywa wręcz antyfilozofią, ale ceni ją za gigantyczny wysiłek intelektualny. Przede wszystkim Ortega, zgodnie z tytułem, koncentruje się na postaci Leibniza, o którym pisze:

"Newton cieszył się zawsze 'dobrą passą', podczas gdy Leibniz zawsze złą, poczynając od geniusza dziennikarstwa - samego Woltera. Sprawa jest tym bardziej skandaliczna, że - jak teraz widzimy - w większości wypadków właśnie Leibniz 'miał rację'. I miał tę rację w stopniu, który wydaje się prawie, powtarzam, nadludzki. Leibniz z dalekowzrocznością, która przenika dreszczem, uprzedza to, co w naszych czasach stało się zarówno najbardziej nowoczesną, czystą matematyką, jak i najbardziej nowoczesną fizyką. Trzeba bowiem podkreślić, że w całych dziejach filozofii właśnie Leibniz pozostawił po sobie największą liczbę aktualnych do dzisiaj tez."

"Ewolucja teorii dedukcyjnej" jest jedną z najważniejszych książek, jakie przeczytałam, ale nie umiem w krótkiej notce pokazać, na czym polega jej ważność - mogę tylko zachęcić Was do czytania :-)

* * *

Ewolucję teorii dedukcyjnej możesz kupić w


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...