Przejdź do głównej zawartości

Wieści ze zwierzyńca.

















Sisulka czuje się w tym domu rewelacyjnie. Nabrała zwyczaju otwierania sobie szafki, w której mama trzyma pościel (aby to zrobić trzeba wskoczyć na komodę, na TV, na kredens i zbalansowawszy na dwóch łapkach sięgnąć po uchwyty szafki) i zaglądania do niej. Raz weszła, ale chyba jej się nie spodobało – wyskoczyła dość szybko. Jednak ulubionym miejscem Sisulkowym jest TV w naszym pokoju. Zalega tam w dzień i w nocy, dopasowując wręcz idealnie swoje puchate ciałko do kształtu telewizora. Równie miłym, choć już nie tak ulubionym, miejscem jest fotel. Najlepszy jest wieczorem – ja układam się pod kołdrą, Sisi nieopodal mnie na fotelu i jest cudownie. Na wszelkie smakołyki – gotowana wątróbka, serduszka czy inne tego rodzaju rarytasy Sisi spogląda z pogardą i brakiem zrozumienia. Niestety stała się, w moim mniemaniu, nadwrażliwa – jeśli uzna, że kuweta nie jest wystarczająco, według jej standardów, czysta załatwia się poza nią. Myślicie, że druga kuweta rozwiąże kłopot?

Gusia i tu znalazła miskę. Co ważne – dużo większą niż ta żółta w jakiej musiała się gnieść w poprzednim mieszkaniu. Oprócz miski dobrym miejscem do spoczynku jest szafka kuchenna, na której przeważnie leżą suche wafle do podjadania (Tata pewnego dnia nie podnosząc głowy sięgnął ręką po wafle. Wafle okazały się być miękkie, puchate, ciepłe i na dodatek zaburczały gniewnie. Tata przypomniał sobie, że ma w domu koty.) Wczoraj z marzeń sennych wbudziło mnie drepczące po mnie zwierzę. Byłam pewna, że to Sisi i chciałam tylko, aby owe dreptanie nie skumulowało się na moim brzuchu – musiałabym natychmiast wstać;) Moje chcenie zostało spełnione – zwierzę umieściło się na kości biodrowej i tam sobie radośnie się kręciło. Gdy otworzyłam oczy okazało się, że to Gusia polowała na zajączka jakiego bezwiednie puszczałam zajączkiem.

Nusia zdobywa nowe umiejętności. Jako, że jest nastolatką pełną gębą, ma dłuuugie nogi i cała jest taka jakaś długaśna oraz chuda. Tylko oczy ma wielkie i uszy. Nauczyła się już wskakiwać na szafę w dużym pokoju, uwielbia wykradać korek z umywalki w łazience, a gdy tylko wyjdę z brodzika wbiega tam, by za chwilę wynurzyć się stamtąd z mokrym brzuchem, łapami i ogonem. Już nie możemy na szafkach w kuchni postawić czegoś, co nie jest dla niej. Wykorzystując taborety wskakuje tak, gdzie nie zawsze powinna i toczy wokoło dumnym spojrzeniem. Dziś fukała gniewnie, bo jeszcze nie nabrała odwagi, by wskakiwać z lodówki na szafkę zajmowaną przez Gusię. Wczoraj upolowała pierwszą muchę; oczywiście ją zjadła;)

Cirulka została dziś pogryziona przez psa, sukę mówiąc dokładniej. Wyprowadzamy Ciri w kagańcu, bo ma tendencje do napastowania rowerzystów i osób o zachwianym poczuciu równowagi. Jak co rano wyszłyśmy z domu na przechadzkę – świeży chleb, długi spacer, kąpiel w rzece i do domu. Nie doszłyśmy zbyt daleko. Zaraz na końcu naszego bloku spotkałyśmy dwa psy: małego i znacznie większego, ot mieszańca wilkopodobnego. Ciri wymieniła z mniejszym psem sympatyczne machanie ogonem, a gdy podbiegła większy zaatakował. Z psami była starsza pani, która co prawda wołała, ale na nic się to nie zdało. Ciri pozbawiona możliwości obrony próbowała mimo to jakoś walczyć. Gdy psy się rozdzieliły, pani zgarnęła pieski i wbiegła do klatki. Zostawiłam Ciri i pobiegłam zapytać o szczepienia. Okazało się, że to pieska jakiegoś pana, który ma w zwyczaju wypuszczać ją samą i później tylko zerkać na nią z balkonu (!!!). Ciri ma pogryzioną lewą, przednią łapkę. Ma trzy miejsca z rozerwaną skórą. Do jednego sięga językiem, dwa inne obficie chlapiemy rivanolem. Znieśliśmy ją na dół w celach toaletowych, na IV piętro weszła sama. Nie chce pić i jeść. Obserwujemy i pilnujemy. wczoraj zrobiliśmy Ciri święto – zabraliśmy ją do auta i podróżowała z nami (tylko z nami, bez kotów) kilka godzin. Były przerwy w lesie, rzucanie patyczków, pojenie wodą mineralną i zwiedzanie nowego miasta. Sama radość:)))

Zwierzyniec między sobą żyje zgodnie. Nusia włazi do brodzika podczas, gdy Ciri domaga się chłodzenia zimna wodą, Gusia leży hipnotyzując pieskę wzrokiem, a dla Sisi obecność Ciri jest czymś tak oczywistym, że nie ma powodów, by się ekscytować (Sisi w ogóle stała się stoikiem).

P.S. Odezwiemy się już z nowego miejsca. Pewnie we wtorek.

Komentarze

millena4 pisze…
Biedna Ciri nie miała mozliwości obrony. Pies sąsiada został wypuszczony w kagańcu i też pozbawiony obrony , został zagryziony przez dużego psa.
hersylia810 pisze…
Ale nie później niż we wtorek, proszę ;-)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...