Przejdź do głównej zawartości

Żyjemy sobie miło...

wśród zwierzyńca. Na tyle miło, że ręka nie wyciąga się po aparat, a i klawiatura nie jest specjalnie przyjazną.

Ciri zaakceptowała obecność kotów. Czasami patrzy na mnie z wyrzutem, ale staram się dzielić miłość pomiędzy wszystkie cztery zwierzątki i mam nadzieję, że każde z nich dostaje odpowiednią dawkę uczucia. Są jednak chwile, w których Ciri broni swojego świata – gdy Nusia przebiega po Cirulowym grzbiecie, gdy bawi się tuż pod psim nosem, waląc co chwila ogonem tuż, tuż przed oczyma Ciruchny, a także i wtedy, gdy Ko-córki zaczynają trenować zapasy. Wówczas Ciri szczeka. Raz, ale głośno. O… na przykład wczoraj: do leżącej w przedpokoju Ciri podeszła Gusia, zatrzymała się, przysunęła nos do nosa Ciri i gdy już nosy miały się zetknąć Ciri uznała, że dość już ma, że żadne koty nie będą jej oglądać z tak bliskiej bliskości. Teraz Gusia na widok Ciri wchodzącej do pokoju chowa się pod fotel.

Rodzice wstający znacznie wcześniej niż my wypuszczają Kociaste z naszej sypialni, dokarmiają i umilają sobie początek dnia kocim towarzystwem. Sisi robi rozeznanie i po chwili wraca do nas –jeszcze dosypia. Zachowanie Gusi zależy od jej nastroju – czasami wraca z Sisi, a czasami układa się na parapecie w pokoju rodziców (Mama zdjęła z niego wszystkie doniczki, byle by tylko Kociaste miały dużo miejsca). Maleńtas, póki nasze drzwi są zamknięte, galopuje po nas we wszystkich kierunkach, a gdy tylko drzwi zostaną otwarte, galopuje po całym mieszkaniu. Aktywnie uczestniczy w tym, co robią Rodzice. Dziś na przykład malowała z Tatą ścianę (no, może nadzorowała malowanie; siedziała Tacie na ramieniu). Bywa, że uprawia poranną wspinaczkę po wersalce, podgryza Mamę pijącą kawę, aż wreszcie umęczona swoim własnym szaleństwem, zasypia burcząc jak mały traktorek.

Dziś, aby wynagrodzić Ciri towarzystwo kotów, zrobiłam jej niespodziankę. I to nawet potrójną. Po pierwsze – jechałyśmy autem. Po drugie – tylko my dwie (żadnych kotów!). Po trzecie – pojechałyśmy nad jezioro. Uwierzcie – była to pełnia szczęścia. Ciruchna czekała na rzucanie patyków, szalała w wodzie, szczekała śmiejąc się wszystkimi zębami i tylko niepokojem napawał ją mój zamiar pływania. Na wysokości wody sięgającej mi do kolan zaczęłam płynąć. Nie oddaliłam się zbyt daleko od brzegu, bo po chwili poczułam Cirulkową łapę na ramieniu. Dopłynęła do mnie i wyraźnie dała do zrozumienia, że mam się nie wygłupiać – fala jest duża i ona nie ma zamiaru pływać aż tak daleko. Stanęłam zatem. Woda nie sięgała mi nawet do pasa. Ale czegóż się nie robi dla ukochanej bureczki… Trzeba było się taplać przy brzegu;)

Pokój, w którym podczas pobytu na Mazurach śpi moja siostra z córką jest zamknięty i nie wolno do niego wchodzić zwierzakom. Gdy tylko któreś z nas jest w tym pokoju, przy progu siedzą wszystkie trzy koty, a zza ich pleców wygląda Ciri – wszystkie kombinują czy może udałoby się zdobyć zakazany teren.

Wkrótce zostajemy sami z całym zwierzyńcem – Mama wyjechała już dziś, Tata wyjedzie za kilka dni. Będzie trzeba izolować Maleńtasa od Ciri, bo kolejne bieganie Nusi po psim karku może się niemiło skończyć. Ale życie wśród zwierząt jest samą przyjemnością – co z pewnością stwierdzą wszyscy zezwierzęceni. Prawda?

Komentarze

hersylia810 pisze…
Wreszcie wieści, już chciałam lecieć na pocztę :-) I ładne fotki Luluni! Bawcie się dobrze zezwierzęceni! Pozdrawiam serdecznie :-)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)