02 sierpnia 2009

Stanisław Mrożek. Tango z samym sobą. Utwory dobrane.


Wydane przez

Wydawnictwo Noir Sur Blanc

Przyznaję - "Tango z samym sobą" - czytałam długo, bo prawie trzy miesiące. Czytałam z doskoku, ku radości, w porze odpoczynku, przed snem. Czytałam powoli, raczej się delektując, niż chcą się Mrożkiem przejeść. Dziś, po lekturze dramatów, listów, esejów, wybranych i opatrzonych wstępem przez Tadeusza Nyczka, a zawartych na niespełna siedmiuset stronach, mogę powiedzieć, że wybrałam dobry sposób na ponowne spotkanie się z pisaniem Sławomira Mrożka.

Wstęp Tadeusza Nyczka jest napisany tak, że po jego lekturze palce zastygają mi nad klawiaturą, bo przekonana jestem, że ja Mrożka przedstawić lepiej niż Nyczek nie umiem, a skoro nie umiem, to... Hm, spróbuje jednak - mam przecież inna niż Nyczek perspektywę, perspektywę ignoranta.

Wiele tekstów, które przeczytałam, czytałam po raz pierwszy. Wyławiałam z nich to, co szczególnie mnie uderzyło w obserwacjach autora, śledziłam jego słowa, uśmiechałam się i zamyślałam trafiając na coś, co moim zdaniem było tego warte. Diagnozy spłeczne przekazywane przez autora stawały się  czytelne, nagle dostrzegałam poszerzając swoją wiedzę, co autor chciał podkreślić ze szczególnym naciskiem. Szukałam w czytanych tekstach punktu zaczepiania, czegoś, co znam, by na tym oprzeć poznawanie Mrożka. Ot, tak jak chociaż w tekście o "Jaworznie":

Za szybami samochodu okolice Jaworzna, każdy kto je zna, wie, że one nieapetyczne. Krajobraz, dumnie mówiąc - przemysłowy, a po ludzku - parszywy. Przeklęta spuścizna kapitalizmu. Ale z drugiej strony - to dymią kominy naszych przecież fabryk. Tutaj dialektyczne myślenie przychodzi z pomocą i łatwo ustalamy: te domki, te pokraczności, ta bieda - to kapitalizm (spuścizna), ale fabryki już nasze, więc słusznie, że dymią, bo w nich wykuwa się zręby. Nowe domy się zbuduje, a co krzywe wyprostuje.",

gdzie hasło - Jaworzno - otworzyło przede mną ów przykład dialektycznego myślenia i dało asumpt do poznania historii obozu pracy w Jaworznie.

Zatrzymałam się również nad tekstem zatytułowanym "Prowincja";) i rozważaniami autora łączącymi tęsknotę za Wielkim Światem z tęsknotą do transcendencji, rozważaniami wskazującymi mistyczny wymiar więzi między prowincją a Wielkim Światem.

Tekst o "Dziadku Ignacym" stanowi doskonałą krytykę współczesnego stylu życia:

"Mój dziadek nie był wyzwolony. Przeciwnie, jego los napełniłby przerażeniem każdego współczesnego człowieka. Współczesnego - to znaczy: już wychowanego w prawie i obowiązku *realizacji siebie samego*, szukania swojego *Ja*. Jeżeli mój dziadek cokolwiek realizował, to tylko wstawanie przed świtem, uprawianie trzech morgów górzystego gruntu i wynajmowanie się na posługi, żeby wychować siedmioro dzieci. I tylko tyle, a żył prawie dziewięćdziesiąt lat. Nie, współczesne teorie nie miałyby z niego pociechy."

O tym, co mnie jeszcze zachwyciło mogłabym pisać długo, ale myślę, że warto, aby każdy czytelnik odkrył swoje, do Mrożka, ścieżki.

"Tango z samym sobą" jest okraszone zdjęciami autora, jego rysunkami, zdjęciami ze spektakli teratralnych. Zatem, oprócz uczty dla tych skupiających się na słowie pisanym, zapewnia też ucztę tym, którzy cenią sobie ilustracje.

Spotkanie ze Sławomirem Mrożkiem w "Tangu..." jest przeżyciem niezwykłym i godnym polecenia. Polecam:)

2 komentarze:

mr lupa pisze...

teraz znajdziesz mnie po tym adresem:
recenzjelupy.blogspot.com
:)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Zmianiłam, pozdrawiam:)