06 kwietnia 2012

30 dni z książkami (5)



Dzień 5 - Książka non-ficiton, której czytanie sprawiło Ci niekłamaną przyjemność

Sprawdziłam – nie napisałam nigdy o tej książce na blogu. Tzn. Nie napisałam nic poza przywołaniem jej tytułu i mojej dla niej sympatii. Nie napisałam, a jednak jest dla mnie ważna. Równie ważna na podróż, której towarzyszyła. Pamiętam miejsca, w których mi towarzyszyła, pamiętam ciężar plecaka, ciepło wody, chwile, w których odkrywałam nieznany mi świat przepełnione zauroczeniem miejscem. Książka uzupełniała doskonale to, co widziałam. Stanowiła dopowiedzenie do tego, czego nie zdołałam zobaczyć, przeżyć. Książka, która pomogła mi pokochać odwiedzany rejon Europy. Ta książka to:

6 komentarzy:

poczytajka pisze...

Mnie jakoś Stasiuk nie przypadł do gustu. Zaczęłam "Białego kruka" i go odłożyłam, "Jadąc do Babadag" przeczytałam, ale daleko mi do zachwytów :) Kilka słów o książce tu: http://www.poczytajka.blogspot.com/2010/08/andrzej-stasiuk-jadac-do-babadag.html

ksiazkowiec pisze...

Właśnie dobre w tym wyzwaniu jest to, że można pogrzebać w zakamarkach pamięci. Bloguję od roku i skupiam się na bieżących lekturach, a przecież warto wspomnieć wcześniejsze perełki.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Poczytajko, może to w jakich okolicznościach czytałam tę książkę sprawiło, że dla mnie jest ważna? A może, po prostu, lubię pewne frazy, którymi Stasiuk opisuje świat. Na lekturę czeka jego najnowsza książka:-)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Książkowiec,
tak - frajda jest duża:-)

Kaye pisze...

Przeczytałam dwie książki Stasiuka. "Jadąc do Babadag" jakoś mnie nie zachwyciło, a "Fado" tak :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kaye,
cenię sobie niektóre z obserwacji Stasiuka. Wyławiam je z jego pisania i pewnie za nie przede wszytskim lubię jego książki.