Przejdź do głównej zawartości

Selma Lønning Aarø. Lewą ręką przez prawe ramię.

Wydane przez
Wydawnictwo Smak Słowa

Żałuję, że przeczytałam książkę norweskiej pisarki tak późno. I jednocześnie cieszę się z tego, bo jestem świeżo po lekturze i mogę się w niej jeszcze rozsmakowywać o wiele silniej niż osoby, które książkę przeczytały zaraz po jej premierze.

Pozornie „Lewą ręką przez prawe ramię” składa się z kilku różnych opowieści. Gdy jednak wczytać się w owe ludzkie historie, odkryć można więzy łączące opisanych bohaterów, linie niemalże niewidoczne, aczkolwiek silne, prawie niezniszczalne.

Mąż zdradzający żonę, córka zdradzającego ojca, kochanka spodziewająca się dziecka – banalna codzienność opisana przez Selmę Lønning Aarø nabiera nowych znaczeń, nowych barw, zaciera granice między rzeczywistością a światem nierealnym.

Do przeczytania – koniecznie!

Komentarze

Vi pisze…
z dzisiejszych wpisów Pędzącej Prowincjonalnej Nauczycielki zanotowałam trzy tytuły. Dziękuję, ja to chyba jednak przestanę spać ...
Monika Badowska pisze…
Virginio,
mam chęć przestać spać, gdy patrzę na te wszystkie świetne książki czekająca na moich półkach aż znajdę dla nich czas;)
słowoczytane pisze…
Hehe, ja również dopisałam sobie trzy i chyba zacznę spożywać większe ilości kawy, żeby nie zasypiać, kiedy przełączę się na nocne czytanie :)
Kasia J. pisze…
ach, ja ciągle coś zapisuję, natchniona potem szukam, a to po allegro, a to po bibliotece...ech:) uwielbiam :)))
Monika Badowska pisze…
Virginio, Skarletko, Kasiu,
a co wypisałyście? Ciekawa jestem bardzo:)
słowoczytane pisze…
Ja sobie zanotowałam "Lewą ręką przez prawe ramię", "Stowarzyszenie miłośników literatury..." i "Miłość" :)
czytanki anki pisze…
Mnie również podobała się ta książka. Ładnie napisałaś o innych barwach i zacieraniu się granic...
Monika Badowska pisze…
Czytanki.Anki,
dziękuję:)

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...