21 stycznia 2011

Katherine Howe. Zaginiona księga z Salem.

Wydane przez
Wydawnictwo Niebieska Studnia

Akcja powieści toczy się w dwóch planach czasowych. Obserwujemy wydarzenia zachodzące w mieście Salem w 1692 roku, poznajemy w szczegółowy sposób losy jednej z oskarżonych o czary kobiet, Deliverance Dane i przyglądamy się, niemal trzysta lat później, życiu młodej doktorantki, Constance Goodwin, która w rodzinnym, opustoszałym domu z XVII wieku odkrywa tajemnicę swoich przodkiń.

Autorka pokazuje w książce, jak wielkie znaczenie dla żyjących w XVII wieku ludzi miało słowo, tym większe jeśli było to słowo oskarżające o zastosowanie czarów. To, czego ówcześni nie potrafili wyjaśnić w żaden sposób przypisywano złym mocom, tworzono historie (dziś traktowane z przymrużeniem oka) o  sabatach czarownic, spółkowaniu z diabłem, czy  innych przypisywanym opętaniu szatańskiemu działaniach. Katherine Howe daje czytelnikom pod rozwagę faktyczne istnienie czarów. Istnienie mocy, która pozwala uzdrawiać, widzieć chorobę w innym, dostrzegać przyszłość lub odczuwać doświadczenia innych ludzi. A jak widzi się czary dzisiaj? Matka Constance, Grace, jest przez córkę traktowana z pewnym brakiem zrozumienia. Kobieta oczyszcza aury, wypala znaki ochraniające, używa czegoś, co nazywa oczyszczającą energią czerpiąc ze źródeł bioenergoterapeutycznych. Przyznajmy - patrzymy na różdżki, wahadełka i inne związane z rozmaitymi kultami przedmioty i obyczaje z obojętnością podszytą kpiną. I tylko Kościół - w formie zdecydowanie innej niż trzysta lat temu - przypomina, że sięganie po moce, których siły, ani pochodzenia nie znamy, jest dla nas niebezpieczne.

Constance czerpała z doświadczeń kobiet z rodziny, czerpała ze swojej - dopiero co odkrytej - mocy. Walczyła o miłość, a to daje niejednej kobiecie, nie tylko potomkini czarownic, wyjątkowe umiejętności;)

Zainteresowała mnie rozmowa o znaczeniu imion jaką Constance prowadziła ze swoim profesorem Manningiem Chiltonem. Gdy pada imię Deliverance Chilton mówi:

"- Oczywiście. Purytanów, jak pani wiadomo, cechowało duże upodobanie do imion pochodzących od cnót kardynalnych.
- To prawda - przytaknęła. - Sądziłam jednak, że na ogół woleli imiona biblijne. Sara, Rebeka, Maria... 
(...)
- Ma pani rację - przyznał Chilton. - Ale cnoty też szalenie im się podobały i imiona tego typu były często spotykane. Chastity, Mercy i tym podobne." (ss. 77 - 78)

Wątpiąc w swoją znajomość angielskiego sięgnęłam do słownika i wyjaśniłam sobie, iż "Deliverance" oznacza  oswobodzenie, wybawienie, "Chastity" - czystość, niewinność, a "Mercy" - litość i miłosierdzie. Hm... Cnoty kardynalne to: roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo. Imiona, o których mowa w zacytowanym dialogu, łącznie z imieniem głównej bohaterki, bliższe są w moim odczuciu owocom łaski Ducha Świętego. Zastanawiam się, na którym etapie - tworzenia powieści, czy jej tłumaczenia, popełniono pomyłkę.

Powieść czyta się szybko, dobrze, a pewne sprawy, w które z trudem przychodzi nam uwierzyć, możemy bezpiecznie przypisać czarom. Wędrówki czasowo do jakich zaprasza nas Autorka nadają książce uroku i angażują w tajemnicę. A dodatkowego smaczku "Zaginionej księdze z Salem" dodaje fakt, iż Katherine Howe jest pra, pra, pra... wnuczką Elisabeth Howe i Elisabeth Proctor oskarżonych o czary w procesach z Salem z 1692 roku.

P.S. Oficjalna strona książki.

8 komentarzy:

kultur-alnie pisze...

Odkryłam tę książkę dwa dni temu. Na pewno przeczytam

kasandra_85 pisze...

Zaintrygowała mnie Twoja recenzja i jak tylko dorwę gdzieś tę książkę, to z przyjemnością oddam się lekturze ;)
Pozdrawiam!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kultur-alnie,
miłej lektury:)

Kasandro,
również pozdrawiam:)

Alina pisze...

Zaczęłam ją czytać (szkoda, że nie wrócę do niej zbyt szybko...) i jest bardzo... hm... fajna. W sumie na razie nie mam innego określenia ;).

Agnes pisze...

Bardzo zachęcająca recenzja. Lubię takie książki.

Bujaczek pisze...

Zachęcająca recenzja ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Alino,
:)

Agnes, Bujaczek,
cieszę się:)

Maya pisze...

Po Twojej recenzji ta książa wydaje się być ciekawą. Lubię jak akcja dzieje się w dwóch ramach czasowych :).