Przejdź do głównej zawartości

Pierwsze dni nowego roku

W sylwestrową noc zdumiała nas Gusia. Gdy już niebo zaczęły rozświetlać fajerwerki usiadła na parapecie i w milczeniu przyglądała się niecodziennym widokom. Sisi i Nusia nie poczuły się zainteresowane, może tylko nieco energiczniej ruszały uszami podczas drzemki.

Wieczorne wspólne usypianki trwają, choć czasami zmienia się konfiguracja. Dwa wieczory temu Sisi nie uciekła, gdy się obok niej położyłam, a odwróciwszy się na plecy poprosiła o głaskanie brzucha;) Nusia zazwyczaj układa się na mnie, ale są i takie wieczory, że do towarzystwa przychodzi jej Gusia.

Gusia ostatnio dokonała podziału pożywienia. Jak łatwo się domyślić na takie, które jej wysokość jada i na takie, które kole w ząbki. Ma za nic to, że w przypływie szału promocyjnego zakupiliśmy puszki felixa w dużej liczbie. Jeśli nie ma wśród nich puszki z galaretką ona jeść nie będzie. Ale będzie za to przychodzić do człowieka, patrzeć na niego oczkami i  - gdyby był niedomyślny - wspinać się temu człowiekowi po nodze.

Hitem zabawek w ostatnich dniach stała się gumka wekowa. Kociaste mają takich gumek dwie i radośnie się z nimi bawią. Nusia aportuje i gapiowatych ludzi, którzy nie zauważyli, że przyniosła zabawkę podgryza w łydki.

Choinka jeszcze stoi. Jakoś nie mamy serca jej rozebrać. Koty na jej tle tak ładnie się komponują.

Komentarze

Leonek pisze…
Gumki są najlepsze :)
Jak trafi nam się galaretka zaraz wam wyślemy :) Leon preferuje tylko sosiki ;)
kociokwik pisze…
Leonku,u nas sosik jadają Sisi i Nusia, ale patrzą - szczególnie Nusia - łakomie na miseczkę Gusi.

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...